1# City Trail, Olsztyn, 1.10.2016 r.

Chyba każdy czytający ten tekst miał w swoim życiu jakiś biegowy sufit. Jedni wielokrotnie podchodzili do łamania 40′ na dychę. Inni miesiącami próbowali dojść do poziomu 30 minut biegu ciągłego w ogóle. Są też tacy, którzy od 4 lat próbują rozmienić 32 minuty na 10k (pozdrawiam Jacek!) 🙂

Jedynka zamiast dwójki

Lata temu też miałem taką barierę, która spędzała mi sen z powiek. Mijał rok, drugi, trzeci a ja wciąż nie byłem w stanie przebiec dwóch kółek w czasie krótszym niż 2 minuty. Miałem dość. Każde zawody kończyły się rozgoryczeniem. 2:07, 2:05, 2:03, 2:02 i nic więcej, tak to mniej więcej wyglądało. W pewnym momencie miałem już poczucie, że jestem ostatnią osobą z rocznika 87′ która ciągle nie rozmieniła dwójki na 800 m. Zmieniłem trenera i to też nie przyniosło rewolucji. Potrzebowałem rok na adaptację do nowego treningu. Ale już w drugim sezonie w końcu nastał ten dzień. 13 Maja 2007 r.,słoneczna niedziela, Rzeszów, stadion Resovii. Dwa równe kółka – zaczynam w 59 s, a kończę w 1:59,09. W końcu, po 4 latach marzeń, planów – pękło. To było jedno z najlepszych popołudni ever.

Powrót

Z City Trail miałem podobnie. A zaczęło się w 2013 r. w Lublinie, kiedy po 6 latach bez treningu, znowu zacząłem biegać. Od 2014 jest już Olsztyn i od początku za cel obrałem sobie granicę 18′ na tej pagórkowatej trasie. Pierwszy start w  2014 roku – 19:36, a sezon skończyłem wiosną 2015 w 18:22. Później były problemy z trenowaniem i jesienią 2015 nie startowałem. Wróciłem w lutym 2016 – 18:22 i w marcu 18:10. Jeden rok, drugi rok i nawet za mocno do tej osiemnastki się nie zbliżyłem. Czułem jakbym kręcił się w kółku i nie mógł z tego toru wypaść na jakieś szybsze trasy. Do dzisiaj, do dzisiaj 😉

dikembe

Zrób to klasycznie

To była najlepsza motywacja przed startem jaką w życiu wykonałem. Starałem się podejść do startu na chłodno. Powtarzałem jak mantrę – jest robota do wykonania, zrobiłeś dobrą pracę to musi oddać. Jesteś mocny, a teraz zbierzesz owoce z 3 miesięcy treningu. Na rozgrzewce dałem sobie jeszcze dwa razy po pysku – ależ stawia do pionu, umysł po takich strzałach jakby zaczął szukać kogoś komu można by oddać. Zegarek zdjąłem i oddałem żonie, nie chciałem żeby mnie dekoncentrowały lapy – zrób to po staremu; początek w trupa, a potem przyśpiesz – powtarzałem w myślach. Chciałem pójść mocno od początku, ale jak spojrzałem na ekipę na linii startu to poczułem się jak ubogi krewny. Same harpagany, chyba z 5 chłopaków biegających wyraźnie poniżej 33′ na dyszkę, a dalej wcale nie słabiej. Wspomnę choćby Artura Olejarza, lokalnego dominatora, który chyba jeszcze nie zaznał smaku porażki na tej trasie.

Ale nic to, trzeba walczyć. Walę w mięśnie na nogach, chlastam po rękach, żeby jeszcze na sekundy przed startem pobudzić ciało. Ustawiony jestem w drugim rzędzie, ale zaraz po starcie ruszam mocno do przodu. Praktycznie zrównuję się z liderami, żeby po 100 m schować się za plecy 4 osobowej czołówki. Za mną kocioł. Czuję, że to jest za mocno, że to nie moje miejsce między tymi wymiataczami. Ale cisnę dalej. Mijają kolejne metry, powoli dobiegamy do 1km i się zaczyna. Wyprzedzają. Jeden, drugi, trzeci, czwarty i spadam na 9 miejsce. Szczerze? Jestem pozytywnie zaskoczony, że tylko tyle pozycji straciłem. Czuję się dobrze, teren robi się bardziej – przełajowy. Do drugiego km prowadzi mocny zbieg. Tutaj znowu tracę kilka miejsc i ląduję na 12 pozycji, ale jest nieźle. Czuję moc, jednak ten początek nie był dla mnie za mocny. Podkręcam tempo i jeszcze przed 3 km wyprzedzam trzech rywali, którzy tylko przez kilkaset metrów byli przede mną. Znowu jestem 9! Trasa się wypłaszcza, zostały już tylko 2km, a ja nawet nie wiem na jaki czas biegnę 😉 Ale musi być dobrze, bo za sobą mam gości, którzy od roku, czy dwóch notorycznie leją mi dupę. Zaczynam charczeć/stękać/wydawać odgłosy. Często mnie to motywuje. Z jednej strony już wiem, że to jest udany bieg, ale z drugiej mam przed sobą dramatyczny podbieg za 4km, który zawsze mocno weryfikuje formę. Dobiegam do pagóra, mina robi się z każdym krokiem coraz bardziej cierpiętnicza, ale wdrapuję się na szczyt. Szybkie spojrzenie przez ramię – zapas wydaje się być bezpieczny. Kilka sekund przede mną natomiast biegnie samotnie zawodnik. I tu robię ewidentny błąd, bo zamiast bardziej skupiać się nad gonieniem, więcej myślę o tym co z tyłu. Odwracam się kolejny raz. I znowu. Jeszcze raz. Ale już jestem na mostku, jeszcze 60 metrów, może mniej, szukam wzrokiem zegara na mecie. I wiecie co? Ja tam widzę 18 z przodu. To jest niemożliwe! Krzyczę w myślach. Wybiegam na prostą. Teraz zegar widzę już bardzo wyraźnie. Wcześniej to jednak było złudzenie, na tablicy uciekają sekundy – 17:38…39…40…41…42…43…44…17:45! 😉

25 sekund zdjęte z poprzedniej życiówki, 9 miejsce OPEN (najlepsze na tej trasie od 2 lat, a tak mocnej obsady to jeszcze chyba nie było nigdy).

Piszę to wszystko już w momencie, gdy emocje trochę opadły. Gdybym relację pisał na świeżo, najpewniej wyglądałaby mniej więcej tak:

Ku$wa tak, zrobiłem to!

Także chyba dobrze, że jednak te parę godzin odczekałem.

Za 8 dni Poznań Maraton, a ja jestem mentalnie naładowany jak elektrownia w Kozienicach. Oby fizycznie do przyszłej niedzieli się tylko zregenerować.

Serwus!

PS. Kilka obrazków z biegu w formie video: https://www.youtube.com/watch?v=2PygR2YPaiQ

11 myśli na temat “1# City Trail, Olsztyn, 1.10.2016 r.

Dodaj własny

  1. Brawo! Fajny bieg. Lubie kiedy dużo się dzieje. Kiedy wyprzedzasz i Ciebie wyprzedzają.

    Liczę, że w tym sezonie city trial uda mi się raz wystartować w Olsztynie i się pościgamy. 🙂

    Polubienie

  2. Dobry pomysł z tym, żeby biec bez zegarka. Za tydzień biegnę też City Trial w Warszawie. Chciałbym się rozprawić z barierą 19 minut lub porządzenie się do niej zbliżyć. Może to jest dobra taktyka zostawić zegarek, nie patrzeć na czasy, tylko biec ile mam sił… 🙂

    Polubienie

    1. Zawsze możesz spróbować, zobaczysz jak pójdzie. Chociaż ja to przy tabliczkach z kilometrami odruchowo patrzyłem na nadgarstek i byłem mega ciekawy jakie lapy robię 😉 Bieg bez zegarka jest dobry jeśli orientujesz się co do możliwości rywali – po nich można poznać, czy leci się na dobry wynik czy niekoniecznie.

      Polubienie

  3. Gratulacje!

    Trasa w Olsztynie jest kapitalna. Startowałem tylko raz, w pierwszym biegu (wtedy jeszcze Z biegiem natury) i pamiętam, że jeszcze dwa dni przed startem trasa miała biec po prostu wokół jeziora. Byłem strasznie zawiedziony, bo nigdy nie byłem fanem biegania po chodnikach wokół Długiego. Na szczęście to zmienili i teraz nie sposób się tam nudzić 😉 Mam nadzieję, że zimą uda się polecieć w Olsztynie.

    Polubienie

Odpowiedz na LuxRunner Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: