#7 Przełaje, niedosyt i postanowienie poprawy

Lasocice 1999 r.

Tymczasem trenowało mi się coraz lepiej i czułem w nogach, że idzie forma. Po udanych zawodach klubowych, nadszedł czas na zupełnie inny typ rywalizacji – szkolne przełaje. Wiecie, biegi klubowe, a biegi szkolne to dwie różne kategorie. Na szkolnych frekwencja była nieporównywalnie większa. Na klubowych startowali tylko wybrańcy wyselekcjonowani przez trenerów. Czy to oznacza, że na „klubówkach” było trudniej? Niekoniecznie. Biegi szkolne, a już w szczególności szkolne przełaje to była loteria. Poza faworytami z klubowym doświadczeniem, zawsze mógł pojawić się jakiś Zbigniew, czy Staszek ze wsi, lub innego małego ośrodka. Oni nie mieli tak łatwego dostępu do klubów, trenerów i całego zaplecza jak my – miastowi. A cytując klasyka często byli – na swojskiej śmietanie chowani i co za tym idzie silni, wytrzymali i piekielnie szybcy. Ale o tym miałem się przekonać osobiście dopiero kilka lat później.

Szkolne powiaty to była formalność. Gdy kończyłem ostatnią prostą w lasku na osiedlu Piastów nie widziałem nikogo za sobą. Następny zawodnik przybiegł po kilkudziesięciu sekundach. Prawdziwe ściganie miało nastąpić tydzień później w Lasocicach już na mistrzostwach województwa.

Lasocice słyną z tego, że nikt ich nie zna. Są chyba najbardziej zapomnianą wsią między Nysą a Opolem. I właśnie w tym opuszczonym przez Boga miejscu kilka razy w ciągu roku odbywały się przełajowe wyścigi. Wtedy wioska ożywała, na wielohektarowe pola co chwila podstawiał się autosan, jelcz, ikarus dowożąc kolejne nastoletnie dusze na miejsce kaźni. Krzysztof Kononowicz powiedziałby, że nie było tu niczego. I miałby rację. Tylko pola, łopoczące na wietrze taśmy, stoliki sędziowskie, sceneria surowa jakby żywcem wyjęta z filmów von Triera.

Przyjechałem ze swoją szkołą małym busikiem, u nas raczej mało kto chciał biegać i większość chłopaków traktowała te zawody jako karę. Ja chciałem powalczyć o tytuł mistrza województwa. Jakże to brzmiało w moich uszach – tytuł…mistrza…Pragnąłem go ze wszystkich sił.

Zanim jeszcze w ogóle zacząłem rozgrzewkę tradycyjnie miałem dylematy sprzętowe. Dostałem koszulkę z klubu, ale też osobno koszulkę od mojej podstawówki. Którą założyć na ten ważny bieg? Postawiłem na obie. Najpierw nałożyłem jaskrawo żółty bezrękawnik klubowy, a na nim zawisł biały szkolny t-shirt z zielonymi aplikacjami.

Kiedy wybiła godzina zero i zaczęto zwoływać roczniki 87 i 88 na linię startu biegu na 1500 metrów zacząłem lepiej rozumieć co tu jest grane. Było nas mnóstwo. Start ciągnął się na długość stu metrów, a może nawet więcej. Mimo tego i tak nie wszyscy mieścili się w pierwszym rzędzie, część zaczęła stawać z tyłu. Z trudem, ale wyłokciowałem sobie miejsce z przodu. Po chwili sędzia dał znak – gotów, start i ruszyła wielka pardubicka!

To był wielki kocioł, biegliśmy w ogromnym ścisku, a mimo tego jakoś udawało się nie oberwać kolcem. Po chwili zobaczyłem, że zawodnicy przede mną zaczynają coś przeskakiwać. Na ziemi leżał chłopak, więc i ja sprytnie ominąłem go wysokim susem. Pognałem do przodu. Zrobiło się dużo luźniej niż na pierwszych metrach, w końcu można było normalnie biec. Problem w tym, że ten start strasznie przefiltrował mi płuca. Chłodne październikowe powietrze paliło w środku. Dawałem z siebie maksa, ale czołówka już na samym początku zdążyła dość mocno odskoczyć.

– jesteś piąty!

Rzucił gdzieś w połowie trasy mój wuefista.

Biegłem na tyle na ile potrafiłem, ale tempo nie pozwalało na odrabianie strat. Dowiozłem te piąte miejsce do samej mety.

Byłem bardzo rozczarowany. W końcu miesiąc wcześniej wróciłem z klubowych zawodów ze złotym medalem, a teraz przyszło mi stanąć daleko od podium. Nie wiedziałem jak sobie to wszystko wytłumaczyć.

Dopiero po jakimś czasie trafiłem na trenera, który był głównie zajęty pilnowaniem uczniów ze swojej szkoły i chyba nie oglądał mojego biegu.

  • Który byłeś? Zapytał.
  • Dopiero piąty.
  • Piąty? To bardzo dobrze. Jak na pierwszy raz bardzo dobrze.

Pomyślałem sobie wtedy, że może ma rację, że może za wysoko ustawiłem swoje oczekiwania. Ale równocześnie, postanowiłem, że już drugi raz tak daleko od czołówki nie przybiegnę.

Właśnie ten bieg i dwie koszulki na sobie.
Właśnie ten bieg i dwie koszulki na sobie.

2 myśli na temat “#7 Przełaje, niedosyt i postanowienie poprawy

Dodaj własny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: