popis

Kilka dni temu obchodziłem miesięcznicę założenia bloga. Pomyślałem, że skoro miesięcznica i to już druga, to warto byłoby podjąć tematy cięższej wagi, np. polityczne. W końcu nie samym treningiem człowiek żyje. Wokół tyle się dzieje – wybory w USA, rodzina 500 plus, rok Beaty Szydło.

Żart 😉

Politycznie nie będzie, choć faktycznie chciałem napisać kilka zdań o Popisach.

Zauważyłem, że my jako biegacze czasami lubimy się prężyć. Kocham zdania w stylu – zrobiłem wczoraj luźną 20 – tkę, po 4:00/km. Potem jeszcze wyszedłem na drugi trening, żeby trochę dokręcić i wyskoczyłem na stadion machnąć kilka (oczywiście luźnych!) rytmów tempem 2:30/km.

Jak ty trenujesz, żeby łamać 2:30 w maratonie? No coś tam się ruszam, czasem pójdę na basen.

😉

Sam wcale nie jestem od tego wolny. Na przykład w niedzielę biegało mi się bardzo lekko, zrobiłem w lesie 15 km po 4:40/km i już chciałem zasiąść przed FB, żeby podzielić się tą dobrą nowiną ze światem, zachowując oczywiście lekceważący ton w stylu – luźna piętnastka na koniec tygodnia, albo komfortowe rozbieganko po górkach.

Kiedyś bardzo lubiłem cwaniakować na treningach i opowiadać wszystkim baśnie o tym ile nabiegam w sezonie, jaki to będę mocny i jak bardzo zleję wszystkim tyłki. Potem okazywało się, że z tego pompowania balonika wychodził co najwyżej niesmaczny świst.

Doskonale pamiętam sytuację sprzed kilku lat, kiedy było mi bardzo daleko do sportowego trybu życia. Siedziałem w mieszkaniu popalając papieroska i toczyłem dyskusję na facebooku z kolegą o tym, że jak tylko zacznę biegać i wrócę do formy to będzie bez szans. I nawet rzuciłem palenie na kolejne 30 dni, zacząłem truchtać, ale cały ten popis dość szybko się urwał. Słowa zostały tylko słowami.

Mam też w głowie sytuację dość świeżą, bo z czerwca tego roku. Siedziałem w szatni po biegu w Pasłęku. Początkowo ludzi nie było zbyt dużo, ale z czasem wchodzili kolejni zawodnicy. Co ciekawe, zaczęli mi i pozostałym tłumaczyć się ze swoich nieudanych startów:

– wczoraj w robocie jeszcze byłem pół dnia i dzisiaj się odbiło.

– dużo miałem startów tej wiosny, w końcu przyszła kryska na matyska.

– pogoda ciężka.

– trasa ciężka.

– ja to biegłem dzisiaj treningowo.

W ciągu 15 minut usłyszałem takich wymówek mnóstwo. Nie było ani jednej osoby, która weszłaby i przyznała uczciwie:

– Zje$ałem.

O wymówkach, które są moim zdaniem typowo męską przypadłością trafnie opowiada jeden z dowcipów. Mianowicie na drzewie siedzi wróbel, do którego przysiada się wrona. Wróbel pyta:

– Co ty jesteś za ptak?

– Wrona, a ty?

– Ja to jestem orzeł, tylko trochę chorowałem!

 

13 myśli na temat “popis

Dodaj własny

  1. Fajny tekst i w sumie prawdziwy. Moim zdaniem każdy zawodnik próbuje dostrzec te najlepsze pozytywy w swoich treningach. Oczywiście, gdy coś nie wypali to trudno przyznać się do porażki (to tak cholernie mocno boli). Moim zdaniem najlepsza recepta na zawody to podejść do nich z chłodna głową, ale w środku utrzymywać pewność siebie i własnej formy.

    Polubienie

  2. Fajny tekst, ale pozwolę sobie na nieco polemiki gdyż moim zdaniem temat nie jest z gatunku 0-1 i jest tutaj nieco szarości.

    O ile przechwałki sprzed sezonu „co to ja nie zrobię, jak mi szwagier piwo potrzyma” oczywiście wyglądają „średnio”. Analogicznie po biegu – mało kto się przyzna, że zawalił. Ale też nie oszukujmy się – większość biegaczy, o których piszesz to amatorzy. Biegają dla siebie lub chwały w otoczeniu, nie rzadko całe piętro w pracy wie że ten czy owy biegnie maraton i potem przez tydzień umiera (najczęściej nieprzygotowany), bo buty wziął startowe, bo się struł, bo ę ą ó. Przecież nie powie, że zrobił 70% treningów, część skrócił, trochę biegał poza planem a tydzień temu na urodzinach Zbyszka zapił.

    Zawodowiec jak zawali, to wie że zawalił i nie pisze „że coś tam”. I tu wkraczamy w sferę szarości: co ma napisać dobry zawodnik któremu start „nie poszedł”? Jeśli gość chciał łamać 1:15 w HM i coś poszło nie tak, pisze potem na fejsie że „beznadzieja, ostatnie km truchtał po 4:00 i przybijał piątki dzieciakom”. Dostanie kupę pomyj, że nie szanuje wolniejszych itp – no ale co ma napisać? Chciał lecieć dużo szybciej, nie poszło, to dotruchtał do mety. Tak to odczuł, jak ktoś na FB czyta wpisy to wie kogo czyta. Miałby napisać, że co prawda zwolnił z 3:20 na 4:00 ale walczył o każdy oddech i prawie nie padł na 19,5km? TO wygląda tak samo kuriozalnie jak Zidane chwalący Legię Warszawa czy Ronaldo bojący się obrońców Andory. Oczywiście – każdy może sprawić niespodziankę itp – ale nie przesadzajmy już z poprawnością.

    Co do autora: jeśli łamiesz 3h w maratonie, to 4:15 jest Twoim tempem M, a 4:40 to zwykłe rozbieganie i jeśli Ci wyszło luźno i normalnie – to czemu masz tego nie wpisać? Że dla kogoś to startowe na 5km? Ktoś Cię śledzi/obserwuje – to chyba wie na kogo patrzy…Idąc tym tropem dalej: nie powinieneś napisać, że w ogóle przebiegłeś 15km, bo są ludzie którzy 8 nie mogą przebiec. Malo tego – niektórzy 5km nie przebiegną. To ile można napisać? Rozbieganie luźne po 5:00 może być, czy już nie? A 4:55? Gdzie jest granica „poprawności” i jak ją wyznaczyć?

    I nie chodzi mi tutaj o cwaniakowanie – ale jeśli już prowadzisz tego bloga/fejsa czy cośtam i dzielisz się osiągnięciami/treningami – to pisz po prostu to, co czujesz i większość to zrozumie. Cwaniakuje to ktoś, kto ledwo biega zawody 45min/10km i pisze na fejsie że „lajtowo i luźno treningowo poleciał sobie 10km po 4:43”.

    Pozdrawiam 🙂

    Polubienie

  3. Wow panowie, dzięki za komentarze 😉
    Marek – zgadzam się z Tobą, wszystko prawda. Mnie się wydaje tak apropos tych – „luźnych wybiegań”, że sporo ludzi przesadza z 1 zakresem i rąbie go za szybko. Ale to może mi się tak tylko wydaje, bo patrzę przez swój pryzmat. Ja biegałem za szybko 1 zakres, żeby poczuć się lepiej, a potem na mocniejszych treningach już nie było tak – luźno, bo gdzieś te szybsze rozbiegania się odkładały w organizmie.

    Polubienie

  4. ja mam na odwrót
    zawsze mówię wszystkim, że nie trenuję, że nie biegam akcentów, że nie mam formy, że byłam chora, że jestem za gruba, za leniwa, że nie nadaję się na zawody, do biegania w i ogóle do niczego, no i jak się trafi rekord na zawodach przypadkiem to wychodzę na kłamczuchę 😀 😀 😀

    Polubienie

    1. Haha, znam to ze studiów 😉 Zawsze największe kujonki najbardziej panikowały przed egzaminem, że nic nie potrafią, a na koniec wychodziły z 5 w indeksie 😉

      Polubienie

    2. Ja właśnie dużo częściej spotykam właśnie takich biegaczy, co to nic nie biegają, nie trenują i w ogóle nie są w formie, a na zawodach ogień 🙂 Właściwie to nie przypominam sobie, żeby ktoś otwarcie się przechwalał, jakie to jest dobry, jak wszystkich przegoni. W sumie trudno przypomnieć mi sobie osobę, która na pytanie jak forma odpowie: super, jeszcze w takiej formie nie byłem, albo coś w podobnym stylu. Czyli ogólnie mówiąc same talenty wokół mnie 🙂

      Polubienie

  5. Nie wiem jak to się ma w sporcie, ale ostatnio przeczytałem, że nawet sam twórca Amazona przyznał, że najlepsze co może człowieka spotkać to są porażki bo tylko dzięki nim można się nauczyć czegoś nowego.

    Polubienie

  6. Witam.Bardzo ciekawy tekst i bardzo ciekawa dyskusja:)Przeczytałem i miałem już wrócić na główną stronę ale… coś mnie podkusiło żeby i swoje 5 groszy dołożyć.
    Dziś mam dzień przemyśleń(43cie urodziny),właśnie przed chwilą rozpisałem sobie cykl treningów pod maraton Orlenu 2017 (notabene będzie to mój pierwszy maraton).Jestem teraz w dwutygodniowym roztrenowaniu to i czasu dużo na pewne rozmyślania:)Biegam leciutko ponad dwa lata i dopiero pół roku temu strzeliła mnie myśl jak piorun drzewo „przestań się porównywać do innych/młodszych i zacznij skupiać się na swoich wynikach!!!”.Ile wcześniej było walki ze sobą aby dorównać kolegom!Aż pewnego upalnego dnia biegnąc zawody na dyszkę z kolegą który ma wyniki o wieeeele lepsze(mój rówieśnik) usłyszałem zbawienne,ganiące mnie słowa „przestań co chwila patrzyć na zegarek,skup się na oddechu i wyluzuj!!”.I jest luz od tamtej pory:)
    Teraz z uśmiechem na twarzy wysłuchuję komentarzy o wiele młodszych kolegów „co ,dzisiaj nie pykło”.Odpowiadam lub nie.Komu i po co się tłumaczyć??Przecież poprawiłem swój wynik na trasie o całą minutę!!MÓJ WYNIK!
    I tylko to dla mnie się teraz liczy.

    Polubienie

    1. Dobrze pan mówi panie Tomaszu. Ogólnie warto skupiać się na sobie, nie tylko w biegowym życiu. Ale pokusa porównywania się z innymi jest duża.
      Trochę może nieadekwatny przykład podam, ale podam 😉
      Przeprowadzane są badania statystyczne dotyczące np. satysfakcji z życia seksualnego Polaków i co ciekawe wg nich ludzie wtedy są usatysfakcjonowani jeśli wypadają lepiej na tle – sąsiada, znajomych itp. Czyli to czy wypadam lepiej (w sensie, że u mnie sex jest częściej) niż inni jest miernikiem, a nie rzeczywista jakość tego – pożycia.

      Dzięki za wpis,
      i sto lat!

      Polubienie

  7. Wielkie dzięki!
    Wiem że to niestety jest prawdą.Oczywiście z tym porównywaniem:)
    Ile to razy próbując tłumaczyć przed kolegami mój nieudany start trafiałem w pustkę!I to dosłownie.Właśnie wtedy przychodziły myśli „człowieku po co się tłumaczysz i tak cię nikt nie słucha!”.Ale pózniej doszedłem do wniosku że mają rację,to tylko moja chora ambicja dawała znać:)
    Pozdrawiam.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: