Mc Donald’s nie biega

Mój wujek zwykł mawiać – ja obserwuję i wyciągam wnioski. Też chciałbym się z wami podzielić jedną z moich okołobiegowych obserwacji. Powstało sto milionów tekstów na temat tego dlaczego ludzie tak masowo pokochali bieganie. Nie mogę się więc również na ten temat nie wypowiedzieć.

Wydaje mi się, że choćby dlatego, że jest sprawiedliwe. Wymaga, ale też potrafi pięknie nagrodzić. Jeśli tylko uczciwie pracujesz możesz być pewny, że gdzieś tam na końcu czeka na ciebie wypłata.

W naszym świecie słowa – uczciwość, czy sprawiedliwość brzmią jak utopia. W świecie biegaczy to praktycznie codzienność.

Oczywiście człowiek jest przewrotnym stworzeniem i zawsze szuka dróg na skróty. Z jednej strony to dobrze, bo gdyby nie nasze zamiłowanie do wygody i ułatwień, nigdy nie doczekalibyśmy wynalezienie kanalizacji, spłuczek, czy papieru toaletowego.

Przepraszam, za ten ciąg skojarzeniowy, ale w świecie biegaczy to całkiem logiczne powiązania. Przecież żadne zawody nie mogą się odbyć, bez dostatecznej ilości ToiToi.

Ale do rzeczy. Niektórzy chcą wejść na ścieżkę treningu tylko jedną nogą, tylko na chwilę, inni natomiast chcą natychmiastowych efektów i to o tych ostatnich chciałbym napisać więcej.

Bieganie to nie fast food, to nie szybkie 2forYou na Mac Drive-ie, po którym przez chwilę jesteś syty, a potem dostajesz niestrawności. To jędrny i soczysty, bardzo dobrze wysmażony stek, który wypieści twoje podniebienie, żeby delikatnie osiąść w żołądku i nasycić do końca dnia.

Często za to czytam forumowe wpisy w stylu – mam miesiąc do maratonu, jak trenować? Chcę złamać 3 min na 1000m, jakie interwały robić? PS. Mam na to 2 tygodnie. Jestem po trepanacji czaszki, dwa dni temu zdjęli mi gips ze stawu skokowego, czy mogę już iść biegać? Minął już miesiąc odkąd zacząłem biegać, dlaczego nie widzę postępów?

Czas. Potrzeba czasu. Jasne, że są przypadki, że jeden czy drugi gość robi postępy w tempie ekspresowym. Jeszcze wiosną biegał 42′ na 10km, a już jesienią rozmienia 35′, ale to raczej rzadkość.

Stalowa Dycha, czyli pierwszy start po 6 latach nie biegania
Stalowa Dycha 2013, czyli pierwszy start po 6 latach nie biegania

W każdym razie na swoim przypadku najlepiej widzę jak bardzo trzeba uzbroić się w cierpliwość szukając postępu w treningu. Przez 6 lat nie robiłem totalnie nic jeśli chodzi o sport. Robiłem za to, bardzo dużo, żeby nie być w formie #studia. W 2013 r., w czerwcu zacząłem jednak truchtać. W zasadzie po pierwszym miesiącu trenowania, w sytuacji gdy największy dystans jaki pokonałem na treningu wyniósł około 8 km wystartowałem w zawodach na dychę. Udało się ukończyć na miejscu 113 z czasem 42:36 i nawet wtedy nie wiedziałem, czy to dobrze, czy źle, cieszyłem się, że w ogóle przebiegłem taki długi dystans jak 10 km. Apetyt znacznie jednak urósł. Dwa miesiące później pobiegłem 39′, a po kolejnych dwóch w listopadzie na przełajowej Dyszce 38:28. Zająłem 8 miejsce OPEN na ponad 700 zawodników zostawiając za sobą ludzi z życiówkami na poziomie 35-36′.

Przełajowa Dycha 2013 i 8 miejsce OPEN po 4 miesiącach treningu
Przełajowa Dycha 2013 i 8 miejsce OPEN po 4 miesiącach treningu

Od razu w głowie pojawiła się myśl, że wiosną to dopiero będę w formie i 36′ rozmienię w przedbiegach. Zacząłem szaleć z treningiem. Jednego tygodnia kilometraż na poziomie 60 km, żeby następnego skoczyć do 120 km…Skończyło się tym, że w lutym już miałem bieganie wybite z głowy. Najpierw nie byłem w stanie dotruchtać do domu, bo po prostu nogi nie chciały się odrywać od ziemi, dodatkowo w krótkim czasie waga spadła o 3kilo, a ja raczej nie mam z czego chudnąć (65kg- przypomina redakcja). Jakiś czas później odezwało się jeszcze kolano. Jakoś dotrwałem do 13 kwietnia, żeby wystartować na atestowanej dyszce, gdzie musiałem zadowolić się wynikiem 37:19 i 10 miejscem.

Kwiecień 2014 i wielkie rozczarowanie po zimie.
Kwiecień 2014 i wielkie rozczarowanie po zimie.

Po tak „przepracowanej” zimie nie tylko nie zanotowałem postępu, ale wręcz zrobiłem krok w tył.

Za bardzo chciałem, za szybko, za wcześnie i mocno się to zemściło. Ale jakąś naukę z tych miesięcy wyciągnąłem i powoli bo powoli, ale przesuwam się do przodu.

Postęp nie jest brawurowy, można powiedzieć, że mizerny, ale samo poczucie, że jednak poprawiam wyniki na pewno dodaje sił i motywacji. Nawet najmniejszy progres jest lepszy niż stagnacja.

Po nieudanej wiośnie 2014 na kilka miesięcy musiałem zawiesić trening w związku z problemami z kolanem. Od kwietnia do końca lipca nie biegałem. Dopiero w sierpniu wznowiłem trening i znowu wszystko musiałem wyrabiać od nowa. Pamiętam te pierwsze truchtanie po przerwie. Kolano jeszcze nie do końca zdrowe, pobolewało, ale można było biec. Tętno nie schodziło poniżej 160 uderzeń na minutę, a przebiegłem wtedy łącznie 5-6 km przy okazji odkrywając Las Miejski i ścieżki wzdłuż Łyny, które do szczególnie łagodnych nie należą.

Od tamtego czasu trenuję już prawie ciągiem (wyskoczyła jedna miesięczna przerwa). W październiku 2014 wystartowałem w swoim pierwszym olsztyńskim City Trail kończąc z czasem 19:38 na 33 miejscu. Przez ostatnie dwa lata poprawiłem się o niecałe 2 minuty i przesunąłem o ponad dwadzieścia pozycji.

Nie stało się to w miesiąc, pół roku, czy nawet rok. Były momenty zwątpienia, zwłaszcza gdy trafiłem na ścianę w postaci wyniku 18:20, który powtarzałem dobre 4 razy i chwilami traciłem nadzieję, że jestem w ogóle w stanie biegać szybciej.

Okazało się, że jestem w stanie, ale potrzebny był czas, trochę nauki na własnych błędach i całe wiadro nadziei.

wykres
od 2014 do 2016

Jeszcze taka złota myśl na koniec, którą ostatnio znalazłem w internetach:

„Dobre rzeczy zdarzają się tym, którzy potrafią czekać” Amy Hatvany

5 myśli na temat “Mc Donald’s nie biega

Dodaj własny

    1. No proszę 😉 To był dobry bieg z płaską trasą i całkiem wysoką temperaturą powietrza. Tak zapamiętałem.
      Jest w planie, żeby wystartować w lutym w Lublinie, więc można powiedzieć, że w „okolicy”.

      Polubienie

      1. Trasa się nie zmieniła i dalej jest gorąco… Rok w rok. Nijako te zawody startowały razem ze mną więc staram się zaliczać każdą edycję 😉

        Lublin też planuje zaliczyć w tym roku jako sprawdzian przed wiosennym startem docelowym.

        Polubienie

  1. A mi wydaje się, że bieganie, przynajmniej na początku, to właśnie totalny McDonald’s. Praktycznie każdy może od razu zacząć trening i pierwsze postępy przychodzą bardzo szybko. W zawodach można startować w zasadzie z marszu i nawet nie być ostatnim. Medal i fejm przy minimalnym nakładzie sił. Trening uzupełniający, dieta, adaptacja organizmu do wysiłku, regularność…? Można, ale nie trzeba. Nie ma chyba innego sportu, w którym na początku jest tak łatwo.
    Oczywiście jeśli chce się walczyć o wartościowe wyniki (czyli blisko własnego maxa) to już potrzeba cierpliwości i rozsądku. Ale tak jest w każdym innym sporcie 😉

    Polubienie

    1. Rozumiem, że chodzi Ci o to, że na początku jest łatwo, bo postęp przychodzi szybko, tak?
      Pod tym względem może i łatwo, ale jak sobie przypomnę moje pierwsze bieganie gdy byłem na poziomie – zerowym, to nie jest to przyjemne i łatwe doświadczenie. Każdy krawężnik był dla mnie wyzwaniem prawie takim jak podbieg pod ostrą górę 😉

      Tekst raczej pisałem z myślą o tych, którzy już są na etapie pt. Chcę walczyć o wynik. Tylko, że szukają dróg na skróty, chcą osiągnąć efekt szybko, na cito/asap/ a tak się w bieganiu nie da.

      Pozdrawiam!

      Polubienie

Odpowiedz na Skoor Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: