9 z 24 – kombinator Fari

„Kombinuję…cały czas, kombinuję…non stop”(1) – nawinęli kiedyś chłopaki z Alkopoligamii. I chyba coś w tym jest, że talent do kombinatorki to nasza „tradycja narodowa i siedzi w nas jak szósty zmysł” – przywołując tym razem kultowy numer Pezeta(2). Kombinowanie przydaje się w życiu, na przykład gdy rzucą w Lidlu pachnące nowością Crocsy, ale przydaje się też w bieganiu.

Kombinacja styczniowa

Jeśli chcesz trenować zimą w kraju nad Wisłą a nie masz kaski na obóz w Monte Gordo, czy Albuquerque w Nowym Meksyku – trzeba kombinować. Mróz, śnieg, lód, błoto a pierwsze akcenty wypadałoby gdzieś robić. Niektórzy wybierają bieżnię elektryczną, inni zakładają kolce na buty i ruszają w teren. Jeszcze inni w tym ja ubierają zwykłe treningówki a potem tańczą na lodzie i klną pod nosem.

Czytałem ostatnio na forum chyba kilka tematów pod tytułem – jak biegać akcenty po śniegu? Patrzeć na tętno, czy tempo? Ja najchętniej całkiem zrezygnowałbym z biegania jakichkolwiek szybszych jednostek, ale nie chciałem już zbytnio modyfikować planu. Biegałem więc raczej wolno, na pewno nie dociskałem tempa na siłę, bardziej kierowałem się tętnem np. na takich treningach jak 6×4′ czy 6×5′ P(progowo).

Dzisiaj w planie miałem 5×1200 m P, p.1′ i chciałem to wybiegać po bieżni. Wczoraj w ramach rozbiegania dokulałem się na Kortowo żeby sprawdzić stan tartanu. I jak? Jeden tor odśnieżony! Cudnie, prawda? Sęk w tym, że to był ostatni najbardziej skrajny tor…Wróciłem do domu i zacząłem szukać przeliczników, żeby oszacować ile metrów będzie miało okrążenie pobiegane po ósmym torze. Nawet znalazłem stronkę która miała takowy formularz, wyszłoby 455 metrów. Stwierdziłem, że zrobię 5 x 3 koła, czyli 5 x 1365 zamiast planowych 1200m. Potem spojrzałem na prognozę pogody i okazało się, że w niedzielę ma wiać. Znowu zacząłem kombinować. Wiatr na bieżni? Średnio mi się to uśmiechało, więc zmieniłem plan. Zamiast 5 x 1200 m stwierdziłem, że zrobię podobny trening – 2x3km z tym, że w terenie, a nie na stadionie. Mamy przy jeziorze Długim bardzo fajną bo schowaną w lesie drogę asfaltową, która ciągnie się mniej więcej przez 3 km w miarę płaskiego terenu.

W progu

Zarówno 5×1200 jak i 2x3km to Daniels-owe progi. W zasadzie wszystkie moje akcenty, której do tej pory biegałem w styczniu miały mieć właśnie charakter wysiłku progowego. Daniels rozróżnia progi w dwóch wariantach – dłuższych tempówek (trwających najczęściej 20′), albo interwałów tempowych (krótsze odcinki na krótkich przerwach, choćby te 5×1200 na p.1′). Jak pisze Daniels i jak sam obserwuję u siebie, człowiek ma tendencję biegać interwały szybciej, niż dłuższe tempówki. Pokusa żeby przyśpieszyć jest duża, bo między odcinkami jest przerwa. Łatwiej jest żwawo biec przez 4-5 minut jeśli w perspektywie jest pauza po każdym odcinku, niż przez 20 minut ciągiem.

O ile tydzień temu miałem taką 20 minutową tempówkę i biegłem ją spokojnie na niskim tętnie 160, o tyle gdy w środę w planie było 6×5′ to tętno kręciło się już przy 170 na każdym powtórzeniu. Tutaj  muszę zwolnić, bo czuję, że mnie te interwały które biegam już od 3 tygodni trochę podmęczyły.

Dzisiaj ostatecznie wybrałem – 3km BS + 2x3km P (p.2′) + 1h BS. Progi biegałem w okolicach 3:52/km a tętno trzymałem przy 160 uderzeniach. To znaczy, piszę progi, ale chcę to biegać zdecydowanie poniżej ów progu i myślę, że tętno w okolicach 160 bpm mi to zagwarantuje. Generalnie mam dość swobodny stosunek do Danielsowych tabelek itp. bardziej biegam na czuja. Co do samego treningu to biegało się raczej ciężko. Godzinę przed rozgrzewkowym truchtem zagryzałem jeszcze kawkę czekoladowym piernikiem z nadzieniem, więc podczas samego biegu trochę podbijało mi treść ku górze. Tak naprawdę przyjemnie zaczęło być dopiero podczas godzinnego BS-a na sam koniec.

Trening łącznie zajął mi 1:35,56 podczas których w sumie zrobiłem 21,1 km (śr 4:32;km, śr tętno 146).

Lubię tę jednostkę, głównie z tego względu, że daje niezłą podbudowę dla psychiki. Po dość ciężkim 2x3km trzeba wybiegać na jako takim zmęczeniu jeszcze 12 km w 1 zakresie.

Dobra słabość?

Ten tydzień miał być odpoczynkowy i zgodnie z planem wybiegałem w nim tylko 78 km. Paradoks polega na tym, że czuję się pod koniec tygodnia słabo. Zazwyczaj gdy czułem jakiś dołek, zwłaszcza w takim okresie jak teraz czyli dość intensywnego budowania formy tłumaczyłem to sobie – ciężko trenujesz więc musisz być zmęczony. Tylko jakimś dziwnym trafem słabość najczęściej nie przechodziła, a ciągnęła się przez całą wiosnę. Jak będzie tym razem? Czy wydźwignę się z zapaści? Czy nadejdzie zwątpienie w sens planu treningowego? A może zacznę być nieprzyjemny dla bliskich? Czy to tylko chwilowy stan, czy zapowiedź problemów w sezonie?

O tym wszystkim dowiecie się w następnych odcinkach 😉

 

1) https://www.youtube.com/watch?v=-ck1fvA8ydc

2) https://www.youtube.com/watch?v=UdkFo69pmwE

Jedna myśl na temat “9 z 24 – kombinator Fari

Dodaj własny

  1. Ja chodzę przez ostatni miesiąc odkąd spadł śnieg i jest ślizgo 2 razy w tygodniu na bieżni mechaniczną zrobić interwał biegi progowe i nie muszę kombinować na śniegu

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: