Gniewomir, czyli ten który gniew uśmierza

Muszę napisać małą prezentację o gniewie, a zabieram się do tego jak Kenijczyk do biegania płotków. Pomyślałem, więc że wykorzystam bloga jako małą wprawkę, bo jednak gdzie jak gdzie, ale w sporcie gniew występuje momentami w nadmiarze.

Emocja

Czym jest Gniew? Emocją. Albo miastem w powiecie tczewskim na 977 kilometrze Wisły. Jednak mimo swojego turystycznego zacięcia, będę chciał skupić się na gniewie, jako emocji.

Często słyszę od ludzi, a zwłaszcza od psychologów z telewizyjnych śniadaniówek, że emocje trzeba regulować, choćby poprzez ich okresowe uwalnianie z ciała i umysłu. No i tutaj pojawia się pytanie – jak uwalniać gniew, który jest emocją tak bardzo przesyconą negatywnym ładunkiem? Albo może akurat tej emocji lepiej nie uwalniać, tylko zdusić w zarodku?

Moim zdaniem gniew jest niebezpiecznym narzędziem. Ciężkim karabinem maszynowym, który w rękach przypadkowej osoby może być przyczyną wielkiej krzywdy. Ale z drugiej strony jest to instrument, który potrafi też uratować życie.

Wyczytałem w internetach, że gniew może mieć funkcję katarktyczną, czyli oczyszczającą. A mówiąc po ludzku – są takie momenty, gdy człowiek wybucha gniewem wylewając cały swój lęk, smutek, wszystkie swoje pretensje a tym samym jakąś od dawna skrywaną prawdę o sobie. Oczyszcza się ze złogów, które trawiły jego relacje z samym sobą i z innymi ludźmi.

Cały myk polega na tym, żeby tę prawdę przekazać w sposób, który nie będzie krzywdził drugiego człowieka. Ktoś kiedyś powiedział, że prawda przekazana bez miłości jest o kant du.. rozbij i ja się z tym zgadzam.

Co cię wnerwia?

Jest jeszcze drugi sposób, żeby gniew pokazał nam jakąś prawdę o nas samych. Warto przyjrzeć się rzeczom i sprawom, które nas złoszczą. Abraham Lincoln w swojej bogatej kolekcji cytatów ma również taki – „Wielkość człowieka poznasz po tym, co go złości„. A inaczej – powiedz mi co cię wkurza a powiem ci kim jesteś.

Z powyższego cytatu wynikałoby, że nie należę do Wielkich ludzi, bo głównie wkurzam się na tak zwane pierdoły. Nic mnie tak nie doprowadza do wściekłości jak choćby sytuacja gdy przywalę nogą w narożnik łóżka. Potrafię puścić całą wiązankę w kierunku…kawałka drewnianej ramy. Wkurzam się na ludzi przy kasie, którzy układają swoje towary praktycznie na moich…i potem skąd ten biedny kasjer ma wiedzieć czyja śmietana jest czyja!?

Oczywiście tak samo jak jest „mały głód” tak samo te przykłady powyżej to „małe gniewy” – ciśnienie tak jak szybko skacze, tak też szybko gaśnie. W każdym razie jakąś prawdę o sobie z tego wyczytuję.

Foch strzelony porażce

Gdy jeszcze miałem naście lat ciężko przychodziło mi radzenie sobie z biegowymi porażkami. Szczególnie, że początki były obiecujące, prawie nie schodziłem z pierwszego miejsca podium, ale w końcu jak huknąłem w dół to porządnie. Takich biegów i sytuacji kiedy chciałem zapaść się pod ziemię pamiętam naprawdę dużo. Jedną z pierwszych porażek był bieg na 600 m z okazji mitingu otwarcia sezonu. Same znajome twarze, raczej żadnych przeciwników których można by określić faworytami. Według wstępnych typowań wyglądało na to, że spokojnie wygram te zawody. Wśród zawodników na linii startu stał Rafał, chłopak z klasy niżej ale rocznikowo dwa lata młodszy. Co on tu robi? Pomyślałem. To chyba nie jego kategoria wiekowa…Tymczasem starter dał znak. Biegłem cały czas w czubie, na ostatniej prostej wychodząc na prowadzenie. Nie zdołałem się jednak obronić na finiszu. Niski i niepozorny Rafał tylko śmignął.

Dostałem za ten bieg dyplom, stałem na podium, same laury, ale w głowie miałem poczucie że właśnie skończyło się moje bieganie. Gdy wróciłem do domu dyplom podarłem.

Na szczęście moje strzelanie focha po porażkach zazwyczaj trwało dzień lub dwa. Okazywało się, że w konsekwencji ten gniew stawał się moim paliwem. Zawsze chciałem po nieudanych biegach wracać. Często się zdarzało, że powroty były nieudane i znowu przegrywałem. Ale wracałem znowu. I tak wracam do dziś.

Zmieniło się tyle, że obrażam się na bieganie i gniewam na porażkę zdecydowanie rzadziej.

Czy to oznacza, że mniej mi zależy?

Trudno powiedzieć.

2 myśli na temat “Gniewomir, czyli ten który gniew uśmierza

Dodaj własny

  1. Tzw. „duży gniew” się mnie raczej nie ima, umiem sobie pewne rzeczy racjonalnie wytłumaczyć i wiem, że obrażanie się, gniewanie, strzelanie focha na nic nie wpłynie, ani mi nie pomoże. Za to jak piszesz mały gniew, który ja nazywam mały wkurw towarzyszy mi dość często. Ostatnio najbardziej irytują mnie kierowcy, którzy nie potrafią zrozumieć, że jak skręcasz w lewo to masz dojechać do osi jezdni tak aby ktoś, kto chce skręcić w prawo nie musiał niepotrzebnie stać w korku. Dodam, że jak wracam z pracy skręcam przeważnie w prawo, a skrzyżowań gdzie nie ma rozdzielonych pasów ruchu jest dość sporo. Na szczęście ten mały wkurw mija po kilku minutach 🙂

    Polubienie

    1. Hej!
      No tak, klasyka gatunku – czyli nerwy za kółkiem 😉 Sam kierowcą nie jestem, ale za to jak biegam to niestety z kierowcami mam dużo kontaktu, szczególnie jak wjeżdżają na pasy na zielonej strzałce w ogóle nie rozglądając się, czy wchodzi właśnie na zebrę jakiś pieszy. Z resztą teraz w ogóle jest ponoć jakaś plaga potrąceń pieszych, więc biegacze – uważajcie. Ja to zawsze wolę się zatrzymać, upewnić czy na pewno żaden mi z boku nie wjeżdża nawet jak mam zielone światło.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: