13 z 24 – Tie Break

Ostatni! Ostatni! Ostatni! Skandują kibice siatkówki w momencie gdy serwujący wprowadza piłkę do gry, a do zakończenia seta potrzebny jest już tylko jeden punkt. Ostatni! Mówiłem sam do siebie wychodząc na niedzielny trening, który miał zakończyć kolejny tydzień przygotowań do wiosennych startów. Tydzień wymagający, największy jak dotychczas jeśli chodzi o objętość.

W poprzednim wpisie dużo miejsca poświęciłem zmęczeniu. Było to w dużej części zmęczenie psychiczne spowodowane tym, że trening – nie oddaje. Ubiegły tydzień zacząłem jednak z większym animuszem. Wychodząc na kolejne treningi odrodziłem w sobie wiarę, że to ma sens, że w końcu nastąpi jakieś przełamanie. Plan zakładał wybieganie 110 kilometrów, więc żeby wyrobić taką objętość musiałem nastawić się na co najmniej cztery 16 kilometrowe wybiegania, plus dwa treningi z większym przebiegiem.

Kto nie wygrywa 3:0 prowadząc 2:0, ten przegrywa 2:3

W poniedziałek tradycyjnie odpoczywałem, ale już we wtorek wprowadziłem piłkę do gry. 15,7 km po 4:46 na śr tętnie 139. Mimo dobrego nastawienia mentalnego biegało się ciężko, każde zagranie znosił wiatr, który tego dnia rozdawał karty. W ogóle nie czułem w nogach poniedziałkowej regeneracji.

W środę przyszedł czas na prawdziwy mecz o punkty – 4x3km p.2′ w II zakresie. Miałem zagrać z rana na stadionie, ale źle spałem tamtej nocy i ostatecznie wybrałem asfalt na Leśnej popołudniu. Podjechałem tramwajem na końcowy przystanek i ledwo co zacząłem truchtać jak zaczęło mi betonować mięśnie. Nie miałem pojęcia co jest grane, ale zwaliłem to na karb ciężkiego dnia i faktu, że właśnie truchtam pod górkę. W końcu dobiegłem do lasu, było już płasko ale i to nie pomogło. Nogi ciężkie, a tętno mimo świńskiego truchtu oscylowało w granicach 140 bpm. Trzeba wejść w mecz – pomyślałem. Pierwszy set to dość wygodnie ukształtowana prosta w której profil zdecydowanie sprzyja. Trójka weszła śr po 3:55/km przy śr tętnie 165 i zdecydowanie czułem się po tej gierce pokonany. Dwie minuty na zmianę stron i kolejne podejście. Tym razem biegło się jeszcze ciężej, tempo trzymałem podobne, ale tętno śmielej podbijało ponad 170 uderzeń na minutę. Gdy kończyłem na pulsometrze coraz częściej pojawiało się 177-178. Na ostatnich metrach chciało mi się płakać. Co jest grane?! Przecież biegnę niewiele poniżej swojego tempa maratońskiego…a oddechowo zdycham. Chciałem spakować manatki i wracać do domu. Po co się męczyć, skoro ja ledwo się turlam? Może jednak trzeba zrobić sobie parę dni wolnego? Wyjdzie mi to na dobre? Minęła minuta, tętno spadło. No dobra, może zagram jeszcze raz. Pomyślałem. Spróbuję, najwyżej z powrotem wrócę już truchtem.

0-2 w plecy i wybiegam na 3 seta mocno od niechcenia. Początkowo nogi są miękkie, ale z każdą kolejną akcją, z każdym metrem biegnę coraz lżej. Oddech się uspokaja, mimo że napieram szybciej niż przy pierwszym powtórzeniu. Zaczyna padać. Jeszcze delikatnie, ale krople podobnie jak ja zaczynają się napędzać. Kiedy kończę odcinek czuję się jak nowonarodzony. W tym momencie już leje. W rzęsistym deszczu ruszam walczyć o remis. Set numer 4 i znowu biegnę szybciej, oddycham swobodniej, ruch jest gładszy, płynny – co akurat w ścianie deszczu nabiera innego znaczenia. Aura wścieka się na mnie, ale w ogóle nie mam z tym problemu. Sektor gospodarzy buczy, żebym wracał do domu. A niech stukają ich klekotki, mnie już nic w tym momencie nie jest w stanie zatrzymać. Przemoczony kończę tę partię asem serwisowym, wbijam takiego gwoździa, że będą musieli dowieźć trochę nowego asfaltu.

Deszcz ustał, gdzieniegdzie zza chmur wychyla się słońce. Jest 2-2, odrobiłem straty, choć nie mam pojęcia – jak i dlaczego.

po 4x3km, udało się!
po 4x3km, udało się!

Piąty set

W czwartek, piątek i sobotę robię programowe rozbiegania trzymając się objętościowych założeń. Tupię bardzo ciężko, ale na dość niskim tętnie. W niedzielę przychodzi czas na tie break. Ten trening ma mi pokazać w jakiej rzeczywiście jestem dyspozycji. Piąty set to LONG 27,5 km.

Jestem zmęczony tygodniem, ale jest to bardziej zmęczenie fizyczne. W nogach już ponad 80 km, a do zrobienia jeszcze długie wybieganie. Zmieniam buty na moje maratońskie 890v5, których przez ostatnie 7 dni w ogóle nie używałem i ruszam w teren. Kierunek – Miejska Oczyszczalnia Ścieków. Przedzieram się z południowych części miasta na północ. Typowa olsztyńska szarówka, chmury i przelotny deszcz. Wiatr początkowo wieje w plecy, a oznacza to, że gdy będę wracał dostanę wicherkiem po mordzie. Ale nie myślę o tym w tym momencie, cieszę się ze sprzyjających warunków. Biegnę Obrońców Tobruku, Armii Krajowej, przy Ukielu odbijam w prawo w stronę Długiego. W końcu jestem na Leśnej, mogę cieszyć się długim, mało uczęszczanym asfaltem wiodącym przez ponad 4 km do oczyszczalni. 11,5 km i jestem u celu. Nawrotka, kręcę trochę na Leśnej, żeby nabić kilometrów. Dużo ludzi na trasie mimo słabej pogody. Jeden chłopak rąbie chyba coś szybszego, targa tam i z powrotem. Na następnym City Trail pewnie będzie mocny. Podobnie jak w środę zaczyna mocniej padać, ale tylko przez kwadrans. Zostawiam jezioro Długie za sobą i ewakuuję się już w kierunku domu. Na alei Schumanna wiatr wymierza mi plaskacza. Nie będę beczał, biegnę swoje. Skręcam w Armii Krajowej, mijam krzyżówkę z Warszawską i znów jestem na al. Obrońców Tobruku. Do domu jeszcze 4 km, przyśpieszam. Tempo coraz częściej spada poniżej 4:30/km. Gdy jestem już na Sikorskiego słyszę za sobą rowerzystę. Jest pod górkę więc mam przewagę. Biegnę tak przed nim kilkaset metrów. Dopiero na zbiegu jednoślad dogania. Gość zrównując się ze mną ostro daje po hamulcach:

– Dobry jesteś! Od kilometra już cię ścigam i nie mogę złapać!

Uśmiecham się, facet na zjeździe ucieka. Ja tymczasem jestem już pod blokiem. Udało się, kończę ten tydzień w pięciu setach, wygrywając tie break-a na przewagi w stosunku:

27,6 km po 4:40/km na śr tętnie 142, co daje łącznie 112 km tygodniowej objętości w sześciu treningach.

Według planu tak duże objętościowo tygodnie będę miał jeszcze tylko dwa.

Czołem!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: