17 z 24 – City Trail Olsztyn #6

No excuse

Pamiętacie Małyszomanię? Jeśli urodziliście się co najmniej w pierwszej połowie lat 90 – tych to na pewno pamiętacie. Adam skakał jak natchniony masakrując rywali na wszystkich skoczniach po kolei. Pamiętam choćby kosmiczny lot w Willingen z 2001 roku podczas którego Małysz w drugiej serii doleciał do 151,5 metra. Angielski komentator krzyczał – Unbelievable!!! Czeski – To je ne uwezytelne!!! A niemiecki – Unfassbar!

Wydawało się, że era Orła z Wisły będzie trwać co najmniej tak długo jak „Moda na sukces” ale w pewnym momencie coś się zacięło. W sezonie 2003/2004 po wcześniejszym trzykrotnym zdobyciu kryształowej kuli z rzędu nasz mistrz zakończył sezon dopiero na 12 pozycji w generalnej klasyfikacji. Nagle wszystko się odmieniło. Komentatorzy zaczęli zwracać uwagę na niekorzystny wiatr, zaniżone noty od sędziów, czy w końcu Waltera Hofera, który miał forować zawodników z Niemiec i Austrii. Zaczęła się kombinatorka z kombinezonem czy nartami, które to miały przeszkadzać Adamowi w osiąganiu odpowiednich prędkości na progu.

Prawda była taka, że to nie strój, sędziowie, niekorzystna aura czy inne czynniki zewnętrzne przerwały passę naszego skoczka. Skończyła się forma a wraz z jej końcem pojawiła się potrzeba szukania wymówek.

Gdy Adam był w stuprocentowej dyspozycji mógł skakać w garniturze z pierwszej komunii, czapką wpierdolką daszkiem do tyłu zamiast kasku i klapkach Kubota na nogach a i tak nokautowałby konkurentów.

Ja przed sobotnim startem w City Trail wiedziałem że jestem w formie, a na pewno w dyspozycji pozwalającej myśleć o nowym rekordzie życiowym. Kiedy obudziłem się w dniu startu czułem duży spokój i pewność siebie. Rzadko mi się to zdarza, zazwyczaj jestem jednak rozdygotany na myśl o zbliżającym się wyścigu. Co za tym idzie najczęściej z każdą kolejną godziną czuję coraz większy niepokój i w myślach snuję scenariusze o tym co może pójść nie tak. Tym razem było zupełnie inaczej, ani na moment nie dawałem dojść do głosu zwątpieniu czy jakimkolwiek wątpliwościom.

To tylko bieganie

Można powiedzieć, że to tylko bieganie. Najprostsza forma ruchu poza marszem jaka istnieje. Nic specjalnego. Nie wchodzimy do klatek, oktagonów ani na ring, za to ustawiamy się na linii startu żeby po sygnale startera ruszyć przed siebie. Nie ma tutaj za wiele kontaktów z przeciwnikami o ile nikt nie nawinie się pod łokieć, czy nie zbierze obcierki z czyjegoś buta. Po prostu biegniesz starając się dotrzeć do mety szybciej niż inni, albo szybciej niż poprzednio. Ale dla mnie bieganie ma coś z walki i to takiej na śmierć i życie. Gdy ustawiam się w strefie startu mam ochotę wykrzyknąć słowami Gladiatora – Witaj Cezarze, idący na śmierć cię pozdrawiają! Zawsze przed wyścigiem przeżywam podobną ekscytację. Tutaj nic dwa razy się nie zdarza, każde zawody są osobną historią. Gdy zakładam buty i strój, czuję się jak średniowieczny rycerz nakładający zbroję. Gdy odczytuję listę z wynikami to jakbym czytał wojenną depeszę z informacją o tych którzy zginęli na froncie. Im jestem wyżej tym większe szanse, że przeżyłem. Gdy w drugiej części dystansu przechodzę kryzys i mam wielką ochotę zwolnić, to jakby ktoś założył mi dźwignię przy której dużo nie brakuje, żebym odklepał poddanie.

fot. gazetaolsztynska.pl
fot. gazetaolsztynska.pl

Bieg w którym napierałem

W zeszłym roku w marcu pobiegłem tę samą trasę w 18:10 co było moim rekordem życiowym poprawionym o 10 sekund. Ponad pół roku później 1 października na tydzień przed maratonem tę samą „piątkę” zrobiłem już w 17:45. Po maratońskim starcie nie biegałem na City już szybciej bo 18:08 i 17:52 pod koniec listopada ubiegłego roku. Zimą nie startowałem na czym mocno straciłem w generalce. Jednak warunki były w tym sezonie bardzo wymagające, na tyle że podczas jednego z biegów organizatorzy postanowili zmodyfikować nieco trasę na bardziej zdatną do biegania. Żeby zaliczyć cykl i skompletować czwarty start musiałem więc pojawić się w ostatniej szóstej kolejce zawodów.

Na starcie nie było porywających tłumów, raptem 300 kilkadziesiąt osób. Część ludzi zaliczyło wymagane 4 starty we wcześniejszych podejściach co na pewno wpłynęło na frekwencję. Z przodu panowie z miejsc 1-5 w generalce, ja w drugim rzędzie. Po swojej lewej mam bezpośredniego rywala w generalnej klasyfikacji cyklu, ale już wiem, że nawet dzisiejsza wygrana nie pozwoli mi go prześcignąć w końcowym rozrachunku. W każdym razie póki co biegaliśmy ze sobą dwukrotnie w tegorocznym CT – raz wygrałem ja, raz wygrał przeciwnik. Idealny remis ze wskazaniem na mnie z uwagi na lepszy czas 😉

Ruszamy! Trochę żałuję, że tak daleko stanąłem na starcie ponieważ jestem nieco zblokowany. Ale spokojnie, to w końcu 5 km więc czasu na przesunięcie się do przodu nie zabraknie. Już po 500 m placu robi się więcej. Zaczynam szukać miejsca z lewej strony ścieżki, żeby ominąć zbliżający się fragment trasy z upierdliwymi kamyczkami. W końcu mieszczę się w ciasnym kordonie idealnie wpasowując się na szóstej pozycji. Zaraz przede mną leci wspomniany Rafał a na szpicy czwórka faworytów. Po chwili ostry skręt w las a tym samym pierwszy wyraźny podbieg. Czuję, że powinienem w tym momencie przyśpieszyć i tak się dzieje. Jakie jest moje zdziwienie gdy wyprzedzam Artura Olejarza….:-) Po chwili tabliczka z 1 km – 3:29 i jestem czwarty. O ile w październiku gdy biegłem w czubie czułem stres, tak tym razem nie ma lęku. Biegnę odważnie i dobrze mi z tym. Jednak po paruset metrach tracę 4 pozycję na rzecz wspomnianego Artura który po prostu przyjął na ten bieg taką taktykę, że będzie się stopniowo rozpędzał. Słyszę kogoś za sobą i obstawiam różne osoby ale jakoś nie przychodzi mi do głowy, że to może być Rafał. Gdy się zrównujemy jeszcze przed 2 km już wiem, że to on. Czyli jednak jest w formie bo biegniemy całkiem żwawo – 2km w 3:23. Jeszcze do 3 kilometra próbuję biec za jego plecami tracąc sekundę, może dwie. Jednak od 3 kilosa (3:30) rywal zaczyna mi coraz mocniej odjeżdżać. To nawet nie jest tak, że przechodzę jakiś kryzys, ciągle napieram. Mimo wszystko tego dnia przeciwnik jest po prostu mocniejszy i cały czas powiększa przewagę. Na 4 km (3:34) tracę do niego 5 sekund. Zaczyna się słynny podbieg, gdzie ciągle mam nadzieję, że zniweluję straty. Ruszam pod górę na pełnej…petardzie i na szczycie płacę za ten zryw. Jest ciężko. Mimo tego ciągle wierzę. Patrzę do przodu, myślę o tym co z przodu, w ogóle nie interesuje się sytuacją na tyłach. Próbuję, walczę, zmagam się z sobą, ale strata ani drgnie. Gdy wybiegam na ostatnią krótką prostą zegar pokazuje 17:20. Jeszcze próbuję mocniej deptnąć, zawalczyć o te setne sekundy byleby wskazówka zatrzymała się przed trzydziestką. Przecież my biegacze tak kochamy cyferki! Zatrzymuję stoper w zegarku…

Dobrze, że mój fanklub dojechał ;-)
Dobrze, że mój fanklub dojechał 😉 fot. Wyborcza Olsztyn

17:30,00 – idealnie 😉 Poprawka o 15 sekund względem jesieni. Jestem naprawdę zadowolony. Nie luzowałem w tygodniu, dopiąłem kilometraż równą setką, sam trening jest zdecydowanie maratoński a mimo tego udało się wyraźnie ściąć życiówkę. Czuję, że po wyostrzaniu jest tutaj jeszcze trochę do przycięcia 😉

Po samym biegu w pierwszej chwili czułem mocne zmęczenie. Ale po kwadransie ruszyłem już na 8 km rozbiegania jakby nigdy nic. Jakbym wcale chwilę wcześniej nie startował. W niedzielę wybiegałem 23 km po 4:40 na śr tętnie 133, także naprawdę są powody do optymizmu przed zbliżającą się dychą na Orlenie i późniejszym HM Białystok.

Rozpisałem się niemiłosiernie, ale jak widzicie kłębi się tych słów pod deklem aż pokrywka nieznośnie podskakuje.

Do usłyszenia, bądźcie zdrowi i oszczędzajcie się na treningach!!!

PS. Aha, byłbym zapomniał – jednak zegar City Trail był dla mnie bardziej przyjazny i złapał 17:29, czyli życiówka poprawiona o 16 sekund!!!

😉

6 myśli na temat “17 z 24 – City Trail Olsztyn #6

Dodaj własny

      1. No właśnie 🙂
        A tak serio to na pewno chciałbym się sponiewierać, a o wyniku staram się nie myśleć bo to tylko przeszkadza. 😉

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: