3 z 16 – Podsumowanie 2017 roku

W klasie mieliśmy Romka. Kolega żył w swoim świecie i nikomu to szczególnie nie przeszkadzało, choć z drugiej strony czasami dostarczał nam powodów do robienia sobie z niego żartów.

  • Romek, idziesz z nami na Sylwestra?
  • Na Sylwestra? A w tym roku to którego grudnia wypada?

Chłopak chyba myślał, że to jakieś święto ruchome jak Wielkanoc. W każdym razie będę teraz jak Romek i zaproszę Was na podsumowanie sezonu, tak jakby to już dziś miała nadejść ostatnia noc 2017 roku.

Zwierzę się Wam w wielkim zaufaniu (mam nadzieję, że nie poniesiecie tego dalej) ale mocno zaskoczyło mnie gdy obliczyłem na Enduhub moje tegoroczne starty. Tylko 17 (słownie: siedemnaście) biegów, żadnego maratonu, głównie „piątki”. Polityka startowa wyglądała więc dość rozsądnie, żeby nie powiedzieć – zachowawczo. Ale też trudno się dziwić tym statystykom, skoro przez pierwszy kwartał roku głównie trenowałem decydując się jedynie na nocne 10 km w Lublinie i marcowe City Trail Olsztyn. Mało startów, a więc mogłoby się wydawać, że celowałem w jakość – nie ilość.

Nie, to nie był udany sezon. Miałem przebiec maraton poniżej 2:40, nie przebiegłem go w ogóle. Miałem zbliżyć się do 17 minut podczas City Trail, a wciąż brakuje mi do tej bariery niespełna 30 sekund, miałem z przytupem rozmienić 1:16 w półmaratonie, a mordowałem się w Białymstoku o każdą sekundę robiąc 1:19 z miną człowieka, któremu wkładają coś w…sami wiecie w co. Miałem przebiec dychę poniżej 35 minut, a…a nie, to się akurat udało.

Bieg Oshee, fot. przetartyszlak.pl
Bieg Oshee, fot. przetartyszlak.pl

Pierwsze trzy starty 2017 roku wyglądały naprawdę dobrze. W lutym w środku nocy wylatałem w Lublinie 36:29 po górkach, miesiąc później zrobiłem 17:29 podczas City Trail poprawiając PB o 16 sekund, w kwietniu przy okazji biegu Oshee w Warszawie – 34:18 na dychę i kolejna życiówka tym razem poprawiona o bite 2 minuty. Pomyślałem wtedy – no to jestem w domu, dajcie mi ten Białystok, to go dojadę! 3 tygodnie później to Podlasie zrobiło mi kibolską ustawkę z prawdziwego zdarzenia. Miało być bez kijów, tylko gołe łapy i low kick-i, tymczasem pogoda i pagórkowata trasa wjechały z ostrym sprzętem i gdzieś na 10 km ucięły mi nogi a w płuca wlały ołów. 1:19,14 – to się w ogóle do 34 minut na dychę nie dodaje…

fot. UwB
Półmaraton Białystok (maj 2017) fot. UwB

Białystok był tegorocznym punktem krytycznym, od tamtego momentu wszystko zaczęło się sypać. Forma falowała, niestety częściej opadając niż wznosząc się ku niebu. Maj i czerwiec – dwa miesiące w których nie potrafiłem biegać, każdy start był grą w rosyjską ruletką, gdzie dla odmiany tylko jedna komora pozostawała pusta…I faktycznie tylko podczas Biegu Uniwersyteckiego w pierwszy weekend czerwca nie zrobiłem sobie krzywdy, ale już tydzień później podczas półmaratonu w Ostródzie cierpiałem porównywalnie do Białegostoku. W tamtym okresie próbowałem różnych zagrań, żeby sobie pomóc – odpoczywałem, luzowałem, oglądałem Rocky-ego i Rambo w pętli, ale nic nie było w stanie wyciągnąć mnie z dołka. Czas, tylko czas może mnie uratować – myślałem. Tylko, że dni mijały a nic się nie zmieniało. Weekend 24-25 czerwca to dwa ostatnie starty przed latem, najpierw atest na 5km w Olsztynku i 17:13, dzień później górskie 10 km w Olsztynie i odległe miejsce. Na tym koniec. Zrobiłem tydzień totalnie wolnego. Z początkiem lipca zacząłem wprowadzać się pod jesienne bieganie.

Górski epizod.
Letni górski epizod

Wtedy właśnie podjąłem decyzję, że z jesiennego maratonu nici. Trenowałem latem z myślą o dystansach między 5 a 10 kilometrów i też właśnie taki Danielsowy plan zacząłem realizować. Szło to wszystko bardzo ciężko i nie piszę tak tylko dlatego, żeby dodać wypowiedzi dramatyzmu. Organizm w upalne dni stawiał opór. Kiedy jednak w końcu wprowadziłem się w jakieś przebiegi, zrobiłem jakąkolwiek bazę i zacząłem myśleć o pierwszych akcentach to skasowałem sobie łydki Danielsową zabawą biegową co się zowie – 6 x (2′ p.1′ tr + 1′ p.30″ tr + 30″ p.1′ tr). Był ostatni pełny tydzień sierpnia jak pobiegałem cokolwiek szybciej niż rozbiegania i wcale się mięśniom nie dziwię, że zawetowały moją treningową ustawę. Kilka dni później pojechałem do Płocka na wesele, z sali do hotelu dotarliśmy z eM. przed 4 rano, 3 godziny snu, lekkie śniadanie i ruszyłem na bieżnię zrobić drugi tego lata akcent pod 5-10 km…Parno, duszno, kac, kapeć w ustach i właśnie w takich okolicznościach przyszło mi pracować nad prędkością poprzez 5x ( 2 x 200m R p.200m tr + 400 m R p. 400 m tr). Skończyłem na 4 powtórzeniach z wielkim trudem utrzymując tempo 3:20/km.

Płock
Płock

A później było Braniewo. Chyba do końca życia zapamiętam stan swojej duszy po tym biegu, kiedy przemoczony bezlitosną ulewą drżałem z zimna w autobusie powrotnym do Olsztyna. 36:17/10km, dalekie miejsce i ta niemoc od startu do mety, wciąż widzę przed sobą plecy pana Zbyszka z kategorii M50, który odjechał mi tego dnia bez trudu. A potem jeszcze 2 godziny na przemyślenia w drodze do domu. Co robić? Co poszło nie tak? Dlaczego? Ostatecznie na te pytania odpowiedziałem sobie na szczęście krótko:

Trenuj i czekaj.

Jak Białystok wiosną był punktem krytycznym, tak II Ukiel Półmaraton w Olsztynie był dla mnie coś na podobę jesiennego odrodzenia. 2 tygodnie po upokarzającym Braniewie, trzy miesiące po gorącej jak skwierczący na patelni tłuszcz Ostródzie, 4 miesiące po Białymstoku – w końcu byłem w stanie biec. 13 miejsce i 1:19,04 na mega przełajowej trasie – niech już nastanie jakieś przełamanie, napisałem wtedy na facebooku i faktycznie nastąpiło.

30 września to City Trail Olsztyn i inauguracja sezonu 2017/2018 – w równym biegu poprawiam PB o 5 sekund. Tydzień później – Warszawa i Runbertów (5 km atest), 16:24, 3 miejsce OPEN i PB poprawione o blisko 50 sekund. Potem jest małe falowanie formy, nie potrafię ustabilizować mocy i zaczynam dobre biegi przeplatać słabszymi, ale ostatecznie rok kończę fajnym biegiem 25 listopada podczas City Trail – 17:25 i mimo błotnych warunków i zaliczenia gleby prawie wyrównuję PB na tej trasie.

Runbertów - jeden z dwóch najlepszych startów 2017
Runbertów – jeden z dwóch najlepszych startów 2017

Jeśli w przeciągu roku masz jedynie 2 naprawdę dobre biegi i jeśli cokolwiek przy okazji myślisz, powinieneś dojść do wniosku, że – coś poszło nie tak. U mnie myślenie nie jest szczególnie mocną stroną a już zwłaszcza w przypadku rzeczy do których podchodzę emocjonalnie. Bieganie jest właśnie taką rzeczywistością. Dlatego nie jestem w stanie wyjść z siebie i stanąć obok, żeby obiektywnie stwierdzić – mogłem trenować mniej, więcej, albo inaczej. Ale pomimo swoich deficytów intelektualnych do kilku wniosków po tym biegowym roku doszedłem.

  1. Cierpliwość i konsekwencja. Jak to mówią narkomani – tym wnioskiem raczej prochów nie załatwiam…czy tam – nie wymyślam. Ale rzeczywiście – trenuj i czekaj, siedzi mi ta fraza w głowie, nie porównuj się, patrz na siebie, nie ponaglaj, nie przyśpieszaj biegu zdarzeń, a w końcu przyjdzie ten właściwy rok i właściwy sezon kiedy organizm zaskoczy.
  2. Periodyzacja treningu na przestrzeni zima-wiosna ewidentnie mi nie pykła, jakaś forma przyszła, ale za wcześnie.
  3. Wiosenne przesilenie mi nie służy, wolę po stokroć biegać przy temperaturze poniżej zera, niż nawet przy marnych 15 stopniach na plusie.
  4. Braki siłowe i myślę tu zarówno o górnych partiach jak i o samych nogach. Nie robiłem rytmów, siła biegowa była uboga, a jeśli chodzi o ćwiczenia z obciążeniem własnego ciała w domowych pieleszach to też było ich tyle co kot napłakał. A czy ktoś widział płaczącego kota?

Pisząc o dwóch dobrych biegach w przeciągu roku mam oczywiście na myśli Bieg Oshee (10km-34:18) i Runbertów (5km-16:24). W międzyczasie zdarzały się niezłe zawody przy okazji City Trail, ale jednak te dwa atestowane starty stawiam znacznie wyżej.

A zatem na koniec – plany na 2018 rok.

Plany są niezmienne, a więc – robić życiówki. Jednej jednak nie planuję poprawiać, mowa o tej maratońskiej, bo nie zamierzam biegać w przyszłym roku 42 kilometrów. Jeśli chodzi o półmaraton to zobowiązałem się sam przed sobą, że 18 marca w Gdyni daję „21 km” ostatnią szansę. Jeśli znowu półmaraton okaże się dla mnie dystansem zaporowym i nie przebiegnę go poniżej 1:16 to na jakiś czas dam sobie z nim spokój. Więc posłuchaj mnie półmaratonie – choć może zabrzmi to trochę homopozytywnie – ale posłuchaj mnie kolego, jesteś brany pod uwagę ostatni raz, nie spartol tego! 😉

Ze spraw bieżących – biegam sporo i dość szybko. W ostatnim tygodniu przekroczyłem magiczną barierę 100km i przyszło mi to w miarę łatwo. We wtorek i w czwartek zrobiłem po dwa treningi, poza tym w rozbiegania wplatam rytmy i podobnie jak w poprzednich tygodniach zrobiłem też dwie jednostki siły biegowej. Szczególnie w sobotę weszły konkretne podbiegi w lesie na Kortowie – 6 x 200m + 2 x 300 m, także uzbierały się jakieś 2 kilometry samej siły. W niedzielę 20 km po 4:37/km z czego połowa to Kortowski Cross, także tym bardziej tempo cieszy.

No cóż…wszystko to wygląda dobrze, aż za dobrze. Organizm z tygodnia na tydzień reaguje AndrzejowoWitkowym – efektem aha, także nic tylko trenować dalej i czekać, aż coś się w końcu spartoli.

PODSUMOWANIE #3

Kilometraż – 106 km

Siła biegowa x2

Rytmy x32

Hasło:

Weź się wyprostuj, w górę czoło,
dłonie połącz w modlitwie
pięści zaciśnij w bitwie
i tylko wygrana, remis odpada, a każda przegrana
to jakby omsknął się twój głaz, który pchasz
i zaczynasz jeszcze raz. /Sfera/

😉

Czołem!

4 myśli na temat “3 z 16 – Podsumowanie 2017 roku

Dodaj własny

  1. Piękna ta dycha i piąteczka!
    A co do efektu aha… im więcej trenuję i startuję, tym bardziej zdaję sobie sprawę z tego, jak niełatwym zadaniem jest wstrzelenie się z formą na ten jeden, docelowy dzień.

    Polubienie

  2. Emily, pocieszam się tym, że nawet trenerzy narodowych kadr wszelakich mają problem z „trafieniem” z formą na konkretny termin 😉 Więc co dopiero My nieboraki 🙂

    Dżejki, obieżyświat 😉 Widzę, że musisz mieć jakieś dobre połączenie z Wro do Trójmiasta 😉

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: