Bieg Oshee 10km, OWM 2018

Miałem w głowie piękny wpis o tym co wydarzyło się dziś na Orlenie. Miałem pisać o ciarkach, o tym jak wielkie wrażenie zrobili na mnie finiszujący maratończycy. O Yaredzie, Giży, Arku Gardzielewskim a więc najlepszych Polakach. O Jacku, z którym jako dzieciak zaczynałem biegać, a który na moich oczach poprawił życiówkę o 10 minut i dobiegł jako osiemnasty zawodnik w największej biegowej imprezie kraju. Miałem pisać o Sławku, który poszedł Va banque, o Rafale, który pomógł mi w walce o lepszy wynik na ostatnich dwóch kilometrach. Miałem napisać, że zrobiłem życiówkę i że się cieszę.

215405_orlen-warsaw-ma_fari828_fitfot

I kiedy właśnie siadałem do tego pięknego wpisu, zewsząd zaczęto mnie bombardować informacją, że trener nie żyje. Nasz trener. Mój pierwszy trener, dzięki któremu zacząłem biegać.

Pamiętam jakieś popołudnie na naszych Kuźniczkach, na naszym stadionie. Było już po treningu jak trener powiedział – Krzysiu, nogi masz jak dwa słupy telegraficzne, ale ta góra słaba. Musimy popracować nad górą. I pracowaliśmy nad górą…

i Trenerze wciąż pracuję nad górą…

…i dziś patrzę w górę i przypominam sobie wszystko co dla mnie zrobiłeś.

Dziękuję.

 

…..

Edytowane 24 kwietnia, godz 18

Wypadałoby coś jednak napisać o tym biegu. Tak jak planowałem we wpisie Instynkt Kilera, pierwsze 5 km chciałem pójść w trupa, a na drugiej „piątce” przyśpieszyć. Realizacja planu udała się połowicznie. Pierwsze 5 km rzeczywiście otworzyłem mocno, ponieważ w 16:32, natomiast na drugiej „piątce” nie udało się przyśpieszyć, a wręcz przeciwnie zjechałem do 17:06. Powiem Wam w wielkiej tajemnicy, że ten plan z pierwszą połówką w trupa i przyśpieszaniem w drugiej części dystansu zazwyczaj wypala tylko w połowie. Także na pewno jest to strategia z pewnymi wadami 😉

Inna sprawa, że druga „piątka” na Orlenowskiej trasie faktycznie była wymagająca. Wiało, gdzieś tam po drodze pojawił się jakiś podbieg na most, no i poza tym narastało zmęczenie. Pod koniec to już bujało mną na boki, a na samej mecie pozwoliłem sobie na oddanie głębokiego pokłonu aż na klęczkach. Dawno się tak nie zmęczyłem, to był mój naprawdę dobry bieg. Życiówka poprawiona o 40 sekund i wydaje mi się, że rok temu to mieliśmy jednak kapkę lepsze warunki. Poza tym 39 – te miejsce OPEN też sprawia, że od poniedziałku mogę bez wstydu chodzić po mieście. Trochę mi ten Orlen uratował wiosnę. Półmaraton w Gdyni to były udane zawody, ale jednak po tej „dziesiątce” dopiero czuję, że zrobiłem krok do przodu. Jakby nie patrzeć to 33:38 z moich wszystkich życiówek jest obiektywnie wynikiem najbardziej wartościowym.

Co by tu jeszcze?

Aaa, wiem. Ten maraton w Szczytnie to będzie spektakularne seppuku. Ale cóż, kości zostały rzucone, wpisowe wpłacone, plany upublicznione.

 

5 myśli na temat “Bieg Oshee 10km, OWM 2018

Dodaj własny

Odpowiedz na kalisiaq Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: