5 etapów postartowej żałoby (+wyniki ankiety)

Czasami słyszę, że bieganie to takie „pozytywne uzależnienie”. No nie, jakoś nie mogę się z tym zgodzić. Chyba jestem starej daty, ale moim zdaniem jeśli cokolwiek lub ktokolwiek mnie od siebie uzależnia to nie jest to ani pozytywne, ani fajne. Nieważne czy tym czymś jest bieganie, koktajle z jarmużem, Moda na sukces, czy mefedron. Chodzi o sam mechanizm utraty kontroli, przekazania jej w czyjeś ręce. Mogą to być ręce zarówno trujących nałogów, jak też z pozoru zdrowych pasji. Nieważne. Kiedy coś lub ktoś mną rządzi, to znaczy, że nie jestem do końca sobą.

Tylko, że w pewnym sensie jestem uzależniony od biegania. Widzę to zwłaszcza w takich momentach jak teraz, kiedy na drugi dzień po maratonie muszę zrobić trening. Kij, że zwykłe wyjście z psem na spacer staje się aktualnie wyprawą zimą na K2, ale pobiegać? Można by. Trzeba by. Po prostu muszę jak najszybciej ustalić – jak bardzo jest źle, ile potrwa rekonwalescencja i kiedy znowu będą mógł wystartować, żeby zatrzeć te złe maratońskie wrażenie.

42087253172_2dd76edd0b_b

No właśnie, a wracając do tego feralnego maratonu…Jeśli istnieje 5 etapów przeżywania żałoby, to chyba można też wyróżnić 5 etapów przeżywania biegowego zgonu i rozczarowania.

  1. Zaprzeczenie.

Od razu na mecie ciężko jest pozbierać myśli. Człowiek z jednej strony cieszy się, że to już jest koniec, a z drugiej wie, że nie wszystko poszło zgodnie z planem. Jest jednak za wcześnie na jakieś poważniejsze wnioski. Działają mechanizmy wyparcia, udawania, że nic takiego się nie stało, że to po prostu – nie był mój dzień, warunki zbyt ciężkie, a w ogóle to przecież nie był start docelowy.

  1. Gniew.

Tylko że potem idzie się pod prysznic, potem coś zjeść, a potem nastaje noc i człowiek próbuje zasnąć. Ale to ostatnie w ogóle się nie udaje. Przewracasz się z boku na bok, bo coś uwiera. Wcale nie chodzi o zrolowane prześcieradło, czy guziki poszewki. Uwiera coś niewidzialnego, gdzieś na spojeniu serca i umysłu, rozumu i emocji, marzeń i rzeczywistości. Przecież to miał być bieg życia, przecież trenowałem uczciwie od wielu miesięcy, przecież to takie niesprawiedliwe…Dlaczego? Czy mi zawsze muszą zdarzać się takie biegi?! 3:02:53?! Poważnie?!

  1. Targowanie.

Muszę więcej trenować. A przede wszystkim muszę jak najszybciej wrócić do treningów. Nie ma czasu na jakieś przerwy i czekanie na zbawienie. Może trzeba jeszcze po prostu bardziej docisnąć, więcej kilometrów, więcej prędkości, więcej siły, więcej core, więcej i mocniej. Może jeśli od teraz, od dzisiaj jeszcze bardziej się przyłożę, to już nigdy więcej nie będzie takiego Szczytna, takiego Białegostoku, Ostródy i innych miejsc mojej biegowej hańby?!

  1. Depresja.

Nie, to przecież nie ma sensu, kogo próbuję oszukać? Po pierwsze, do większej pracy już chyba po prostu się nie zmuszę. Po drugie, nawet jakbym dołożył więcej węgla do pieca, to prędzej sam spłonę w ogniu jakiś przeciążeń i kontuzji, niż puszczę z dymem słabą formę i chwiejną dyspozycję. Po prostu jestem chu$owy. Wyżej wała nie podskoczę. To jest mój biegowy poziom, 3:02:53 i ani sekundy mniej.

  1. Akceptacja.

Uspokój się i przestań biadolić. Przecież idziesz mimo wszystko do przodu. Drobisz jak gejsza, ale idziesz z roku na rok do przodu, więc zamknij japę i dalej rób swoje. Zdarzyło się Szczytno, no to trudno. Zrobiłeś tego dnia co mogłeś, czasu nie cofniesz, ale możesz dobrze wykorzystać ten, który przed Tobą.

Aktualnie mam wrażenie, że miksują się we mnie etapy gniewu, targowania i depresji. Akceptacja zawsze przychodzi z czasem. Jak długo będę musiał na nią czekać? Nie wiem, ale na pewno nie omieszkam się podzielić z wirtualnym światem, gdy tylko zapuka do mych drzwi…obrotowych.

….

Tymczasem. Ankieta!

Z pisaniem jest trochę jak z bieganiem – ważny jest rytm. Niektórzy namawiali w odpowiedziach, żebym pisał wtedy gdy – poczuję, że muszę. Okej, to jest istotne, żeby nie wrzucać tekstów – na siłę. Ale z drugiej strony, wolę mieć narzucony jakiś rytm, jakieś ramy, jakiś plan pisania. Dlatego poprosiłem Was o opinię w tej kwestii. No i co wyszło z tych statystyk? Wyszło mi, że bylibyście publicznością – utrapieniem, dla graczy w Milionerach, ponieważ Wasze odpowiedzi nie były jednoznaczne. 12 osób odpowiedziało – codziennie, 8 osóbraz w tygodniu i 13 osóbdwa razy w tygodniu. Co tu dużo mówić – ugrupowanie, które osiągnęło w tym głosowaniu większość raczej nie byłoby w stanie zbudować rządu bez szukania koalicjanta. Ale jako że ja tu jestem królem, cesarzem i co najważniejsze – faraonem to wybieram bramkę numer trzynaście, a więc – dwa razy w tygodniu jak coś walniesz, to będzie okej! 😉

34odp_

Dobrze czuję się w tym rytmie, od początku mi pasował, także spodziewajcie się, że ze dwa razy na tydzień powinien pojawić się tutaj jakiś mniej lub bardziej głupi tekst.

 

fot. pasjabiegania.pl

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: