Jaka to melodia? (tydzień 3)

Co słychać, Krzysztof? Dopytuje codziennie Facebook. Na tę chwilę najchętniej odpowiedziałbym, że – skończyłem się. Tyle właśnie słychać. Czuję się jak ta stara analogowa kaseta która dograła do końca. Na rolce nie zostało już nic z taśmy, która tak dobrze brzmiała jeszcze kilka miesięcy temu. Skończyłem się i jedyna melodia jaką w tym momencie jestem w stanie usłyszeć, to co najwyżej marsz pogrzebowy.

Krótko mówiąc chodzi o to, że dosłownie nie umiem biegać. Od tygodnia każde wyjście na trening smakuje jak kara, jak klęczenie na grochu, jak szlaban na telewizor. Wychodzę, zaczynam biec i po prostu nie mam siły. Buja mną od jednej krawędzi chodnika do drugiej, z trudem odrywam stopy od ziemi, skręcam twarz w grymasie absurdalnej i zupełnie niezrozumianej niemocy. Każdy krok jest walką, każdy wdech jakby oddychanie było umiejętnością tajemną dostępną nielicznym. Jestem styrany po dwutygodniowym urlopie! No przecież to się mogło zdarzyć tylko mi. Ja nie biegam, ja się przemieszczam i przez ostatni tydzień przemieściłem się na łączny dystans 63 kilometrów. O ironio, zimą kiedy biegałem średnio po 20 km dziennie czułem się świeżo i komfortowo.

Historycy mój ostatni dobry start datują na Orlen 22 kwietnia. Potem był nieszczęsny maraton w Szczytnie, który ułożył – a w zasadzie rozłożył – mi cały wiosenny sezon. Startowałem na siłę, nie mogąc przeboleć, że miałbym w ogóle nie wykorzystać wykutej zimą formy. Nie mogłem zaakceptować, że po tylu treningach zakończę sezon już w połowie maja podczas gdy wkoło rozgrywanych jest multum biegów. Zapomniałem o tym, że „szacunek budzi nie to co przyjmujesz a czego odmawiasz” i nie odmawiałem sobie kolejnych zawodów, choć po orlenowej formie nie było już śladu. Podsumowując ostatnie miesiące trzeba przyznać, że mam od dłuższego czasu jakiś zły okres, czego się nie dotknę zamieniam w głaz narzutowy z plejstocenu. Poprzedni tydzień w kwestii pesymizmu przebił jednak wszystko.

Normalni ludzie zapytani – co słychać? najczęściej odpowiadają – dobrze, powolutku do przodu. Ja odpowiadam – stara bida. Tylko, że teraz bida jest nowa, nieznana, niezrozumiała, abstrakcyjna i trudno jest mi ją jakoś sensownie przeanalizować, żeby zdefiniować prawdziwe źródło problemu.

Skończyłem się i nie wiem dlaczego.

Jak na starego człowieka przystało wiem jednak co zrobić gdy skończy się kaseta i taśma przewinie do końca. Wystarczy otworzyć kieszeń magnetofonu i zmienić kasecie stronę, żeby zagrała od nowa.

W moim wypadku zmiana nie jest wskazana. Żebym mógł zagrać od nowa muszę konsekwentnie i cierpliwie przeczekać ten ciężki czas.

..

Ło jeny, ale smęty wyszły…Prawdziwy ze mnie SadRunner (i nie chodzi o to, że mam sad z jabłonkami). 😉

..

PODSUMOWANIE #3

Objętość – 63km

Rytmy – x20

Samopoczucie – wstrząśnięty, ociężały.

fot. pasjabiegania.pl

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: