Step by step (5 tydzień)

Zdarza się, że spacerując z żoną rzucę – pogoda taka sobie, ale przynajmniej nie pada. I jakieś 30 sekund później nie wiadomo skąd, jak i dlaczego zaczyna kropić. Innym razem spacerując z żoną rzucę – pogoda taka sobie, ale przynajmniej nie wieje. I jakieś 30 sekund później wiatr wylatuje zza winkla częstując mnie plaskaczem i przypominając pradawną zasadę – nie chwal dnia przed zachodem ciołku!

W tym wpisie kusi mnie żeby rzucić – wszystko wraca do normy, forma zwyżkuje. Ale pamiętając o deszczu i wietrze, postaram się przedwcześnie nie wzniecać mijającym tygodniem. Szczególnie, że dziś czeka jeszcze dłuższe wybieganie, z którym wstrzymuję się aż do wieczora, kiedy to powinno być już po burzy, chłodniej i przyjemniej.

Sponsorem mijającego tygodnia będzie zdecydowanie liczba – 12 (dwanaście). Przez cały lipiec zdarzyło mi się wykonać raptem 2 dłuższe treningi niż 11 kilometrowe, dlatego tym razem chciałem, żeby dwunastka była moim minimum bez którego nie wrócę do domu. I tak się stało, każdego dnia pokonywałem odpowiednio – 12,1 -12,2 – 12,3 – 12,5 – 12,5 km. W czwartek dodatkowo zrobiłem 10 rytmów po przekątnej stadionowej murawy i to na tyle byłoby treningowej „jakości”. Moją główną jakością na ten moment są rozbiegania, które mimo upału udawało się biegać w miarę żwawo (4:21/km – 4:38/km – 4:30/km – 4:24/km – 4:26/km). Tempa rozbiegań są o tyle fajne, że zazwyczaj biegam je w najgorszą pogodę czyli między godziną 15-16, kiedy to powietrze jest już uczciwie nagrzane a słońce wciąż jeszcze pracuje na wysokich obrotach. Tylko we wtorek (4:21/km) wyszedłem na trening pod wieczór i niższa tempka ładnie przełożyła się tego dnia na niższe tętno (śr hr 140).

Samopoczucie podczas ostatnich treningów nie różniło się znacznie od biegowej niemocy typowej dla całego lipca. Zmieniły się jednak dwie kwestie. Wychodząc na treningi nie czułem już takiego obrzydzenia jak choćby tydzień wcześniej. Kończąc rozbiegania natomiast zamiast łapania doła, że forma nie dopisuje – czułem satysfakcję. Typową satysfakcję jaką odczuwa się po wysiłku, po dobrze wykonanej pracy. Podobał mi się ten stan po treningu w upał, gdy bylem tak mokry, jakbym zmienił stan skupienia, a pot lał się strużką zostawiając kałużę na bruku.

Celem nadrzędnym na ten tydzień było podbicie objętości i to się udało. W kolejnych dniach poza utrzymaniem kilometrażu na poziomie 80km chciałbym dorzucić jednostkę siły biegowej i crossu. Nie są to zbyt skonkretyzowane cele, tak samo jak mój plan treningowy na kolejne miesiące nie może się pochwalić szczególnie precyzyjną strukturą. Improwizuję. Tańczę na linie. Zima wydaje mi się być jednak lepszym okresem w roku do rzetelnej realizacji planu. Lato z kolei jest nieprzewidywalne, zmienne jeśli chodzi o aurę i ma to odbicie w moim treningu (trochę pierdzielę, wiem).

Na brak jasnej treningowej struktury wpływa też fakt, że nie jestem pewny terminów jesiennych startów. Ci goście od Maratonu Warszawskiego obiecują już od dobrego tygodnia, że zapisy na 5 km uruchomią – lada moment. No i tak uruchamiają – lada moment. Coś jak moja żona, która zawsze jest gotowa do wyjścia – lada chwilę. Lada chwila trwa w najlepszym wypadku kwadrans.

Chwila to nie lada 😉

W każdym razie na pewno myślę o 5km przy okazji MW pod koniec września, na początku października City Trail i pod koniec miesiąca byłaby jeszcze okazja pobiec 5 km na ulicy przy okazji Półmaratonu w Gdańsku. Ale to tylko takie bajanie, wszystko będzie zależało od formy. Nie chciałbym ustawić się na jakimkolwiek starcie bez przekonania, że jestem dobrze przygotowany.

Podsumowanie #5

Objętość – 80 km

Long – 18,3 km (śr po 4:04/km)

Rytmy – 10 x 120m

Hasło – Kiedy przeskoczysz, to i wtedy nie mów hop. Zobacz najpierw, w co wskoczyłeś.

(J. Tuwim)

PS. Parę dni temu pojawił się w sieci ciekawy reportaż o Rydzu, moim drugim trenerze. Jakby ktoś chciał przeczytać co to za facio, dzięki któremu złamałem w końcu te 2′ na 800m i generalnie byłem w najlepszej formie życia, to zapraszam do linku. Gość biegał maraton w 2:13;59, więc całkiem przyzwoicie moim zdaniem 😉

PS2. No więc wyszedłem po tej burzy na LONG-a i chociaż noga wcale szczególnie nie podawała to udało się wykręcić 18 km śr po 4:04/km (śr hr 148). Fajno, o takie tempo my walczyli. 😉

3 myśli na temat “Step by step (5 tydzień)

Dodaj własny

  1. Faktycznie pogoda nie rozpieszcza nikogo… w zimę czekaliśmy na pierwsze ciepłe dni, żeby pobiegać szybciej… Teraz czekamy na zimę, żeby pobiegać w ogóle. Błędne koło 🙂
    Co do Twojego trenera, to żałuję, że mieszkam tak daleko od Kędzierzyna… i szkoda, że tu takich nie poznałem 🙂
    No i na koniec 5* (w skali do pięciu) za hasło dnia!

    Polubione przez 1 osoba

    1. Dobrze prawisz z tą pogodą. Zimą ludzie uciekali na bieżnie elektryczne pod dach, a teraz można uciec w trening bladym świtem, albo czarną nocą. Zawsze coś można pokombinować 😉

      Polubienie

Odpowiedz na Kłoda Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: