Zdrowie biegacza

Chciałbym w tym wpisie podzielić się jedną z najbardziej dołujących rzeczy jaką ostatnio przeczytałem. Mija już trzeci tydzień, a ja wciąż nie mogę się otrząsnąć. Jeśli w swoim życiu nie przeżyłeś jeszcze żadnej większej traumy radzę zrezygnować z dalszej lektury. To może być dla Ciebie za dużo. Jeśli natomiast masz już na swoim koncie takie doświadczenia jak śmierć chomika, pała z plastyki, albo…no nie wiem….może Twoi rodzice jeździli Fiatem Multiplą – możliwe, że dasz radę.

No bo sprawa wygląda w ten sposób, że od jakiegoś czasu obsługuję Twittera. Zaobserwowałem sobie konta, które mnie interesują i co jakiś czas dostaję od nich twitt-y. No więc pewnego lipcowego dnia nie spodziewając się, że cokolwiek złego może się wydarzyć siedziałem sobie „na twitterze”. Aż tu nagle profil PZLA zaczął aktualizować wyniki lekkoatletycznych Mistrzostw Polski w Lublinie. Traf chciał, że chyba pierwszą rozgrywaną konkurencją był chód mężczyzn na 10 000 metrów. Twitt brzmiał mniej więcej w ten sposób:

10 000 m, chód mężczyzn:

1 miejsce – Dawid Tomala, rocznik 89, wynik 40:17,62

Facet PRZESZEDŁ 10 km średnim tempem 4:02/km. PRZESZEDŁ. Muszę to powtórzyć – PRZESZEDŁ!

W tamtym momencie pomyślałem sobie, żeby zaorać bloga i poprosić obsługę portalu Enduhub o usunięcie moich wyników z bazy danych. Ludzie chodzą tempem którym ja ledwo biegnę. Już nic bardziej dołującego w tym roku nie przeczytam. Mam przynajmniej taką nadzieję.

A teraz do spraw tytułowych. Zdrowie biegacza. No…mogę w tym temacie co nieco opowiedzieć jeśli kogoś interesowałoby jak to drzewiej bywało, że tak się wyrażę.

Kiedy miałem 12-13 lat i zacząłem trenować w klubie okazało się, że istnieje coś takiego jak – karta zdrowia sportowca, czy coś w tym stylu. Z tą kartą raz na jakiś czas trzeba było stawić się u lekarza w celu podbicia. Z ważną kartą zdrowia można było startować w klubowych zawodach i nikt się nie przypierdzielał – jak to się zwykło językiem literackim mówić. W moim mieście karty podbijał lekarz medycyny pracy. Badanie wyglądało w ten sposób, że po wejściu do gabinetu pan doktor zadawał młodemu sportowcowi dwa niesakramentalne pytania:

  • Ile waży?
  • Ile ma wzrostu?

Po uzupełnieniu tych dwóch informacji na karcie podbijał dokument i żegnał się czułym:

  • Spieprzać.

No dobra. Z tym „spieprzać” to mnie fantazja poniosła, ale samo badanie wyglądało w ten właśnie sposób. Równie dobrze mógłbym mieć pod spodniami protezę zamiast nogi a i tak uzyskałbym – zdolność do uprawiania sportu i pieczątkę.

Z biegiem czasu sytuacja zaczęła się jednak zmieniać na bardziej profesjonalną. W pewnym momencie dostawaliśmy już zlecenia na cały komplet badań medycznych – morfologię, OB, EKG i mocz. Z plikiem wyników stawialiśmy się następnie u lekarza medycyny sportowej który przyjeżdżał do nas na umówiony termin specjalnie z Opola. Zanim jednak następowała wizyta lubiliśmy wraz z innymi zawodnikami przeglądać swoje wyniki i porównywać uzyskane wartości. Było to o tyle śmieszne że nikt z nas nie miał zielonego pojęcia co oznacza ten dziwny wykres z badania EKG, ani też zagadkowe skróty z badania krwi. Jedno jednak wiedział każdy – najważniejsza jest hemoglobina. Im więcej HGB tym lepiej. No więc niektórzy mieli 13,7 i martwili się, że mało, inni mieli ponad 16 i kozaczyli, że w ich żyłach płynie Rocket Fuel a nie jakieś tam dziadostwo – jak to mawia Hardkorowy Koksu.

Miesiąc temu po starcie w ramach City Trail on Tour, Wooki zasugerował w komentarzu żebym sprawdził sobie krew i rzecz jasna sławną – hemoglobinę. Już dawno chciałem to zrobić ale jak na prawdziwego Maczo przystało boję się igły więc migałem się od podobnych eksperymentów na żywym organizmie od dawien dawna. Ciekawość i zdrowy rozsądek wygrały jednak z lękiem i parę dni temu stawiłem się w gabinecie zabiegowym aby oddać nieco materiału. Pani „zabiegowa” ucieszyła się na mój widok – a prawdę mówiąc to na widok moich żył – zauważając „ale piękne żyły!”. Wszystko na wierzchu, nie było więc większego problemu z wbiciem igły. No i co mi z tej morfologii wyszło?

morfo

Lekarzem nie jestem więc patrzę głównie na wynik Hemoglobiny i wygląda mi to dość ładnie. Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek HGB miał pod 16 – naście. Inne wartości w większości w normie a ewentualne przekroczenia raczej minimalne. Wygląda więc na to, że jeszcze trochę pożyję, ale jakby ktoś miał inne zdanie to proszę o feedback! 😉

PS. W sobotę planuję pobiegać w Gdańsku. Miałem być już tydzień temu na MP na 10km, ale niestety WADA zrobiła mi niezapowiedzianą kontrolę o 2 w nocy, no i sami wiecie rozumiecie….Nie mogłem wystartować, ale teraz sobie odbiję 😉

3 myśli na temat “Zdrowie biegacza

Dodaj własny

  1. Z tą hemoglobiną Krzychu to tak do końca nie jest. Miałem sytuację że hemoglobina na poziomie 16,2 , a biegało się koszmarnie. Za dużo czynników decyduje. Sam wiesz😀

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: