Biskupi, dylematy i że chciałbym być jak Pudzilla (tydzień 9)

Sierpień miesiącem trzeźwości. A w każdym razie już od wielu lat namawiali mnie do podjęcia takiego zobowiązania polscy biskupi. I do tej pory odpowiadałem polskim biskupom – panowie, dajcie spokój. No bo jak to? Bez zimnego piwka? W gorącym jak moja żona sierpniu? No to jest z lekka nieludzkie. Ale….

W tym roku stwierdziłem, że może warto podjąć jakieś zobowiązanie. Wszak mężczyzna bez zobowiązań, to jak żołnierz bez wcześniejszej emerytury, jak pączek bez nadzienia, jak polska komedia bez Karolaka. Dlatego też – dnia pierwszego sierpnia roku bieżącego rzuciłem picie. Tak już trwam w postanowieniu 26 – ty dzień i właśnie dotarło do mnie, że w tym roku jest mała zmiana. Polscy biskupi namawiają aby w stulecie odzyskania Niepodległości zachować trzeźwość nieco dłużej. Przez sto dni. Do 11 listopada. Krótko mówiąc – wpadłem jak śliwka w piwo. Ale słowo się rzekło i chyba pocisnę jeszcze z tym bezalkoholizmem przez kolejne dwa miesiące.

Lubię analizować wszystko. Dlatego też zacząłem ostatnio analitycznie zastanawiać się nad wartością takiego noł-alko-czelendżu. No bo generalnie opcje są dwie, albo:

  1. Odmawianie sobie piwka przez sto dni nie sprawi mi większego problemu, tylko co to wtedy będzie za wyzwanie, które nie sprawi problemu?
  2. Odmawianie sobie piwka przez sto dni będzie gehenną, w ramach której stanę się rozdrażniony i niemiły dla rodziny oraz społeczeństwa. Tylko w jaki sposób będzie to o mnie świadczyć jeśli stanę się wkurzający z powodu braku regularnej dawki alkoholu we krwi?

W obu przypadkach będę w jakimś stopniu przegrany. Jaki z tego wniosek? Lepiej w życiu za dużo nie analizować, tylko robić swoje. A co do robienia swojego, to…

Ostatni tydzień był pełny dylematów. Wśród nich jeden można uznać za wiodący, a mianowicie – czy to jest właśnie ten moment kiedy powinienem poluzować z treningiem, czy jednak cisnąć dalej? Stwierdziłem, że poluzuję dlatego dorzuciłem sobie dodatkowy akcent. Taka logika. 🙂 Dorzuciłem bieganie PROGOWE, ale zdjąłem jedną SIŁĘ BIEGOWĄ.

WTOREK

Czułem się zmęczony po poprzednim tygodniu. Przez cały sierpień mocno popracowałem siłowo i zacząłem obawiać się że mogę przegiąć pałę jeśli również i w tym tygodniu utrzymam dwie siłki plus cross. Dlatego we wtorek stwierdziłem, że SB zrobię tylko raz, właśnie tego dnia. Ruszyłem nad Jezioro Długie i tam machnąłem 8x150m podbiegów na górce City Trailowej. Ładnie to szło, latałem po 1-2 s szybciej niż w grudniu a czułem się bez porównania lepiej. Nogi chodziły jakby wyrzucane przez Kałasznikowa – tratatatatatatata! Górka na CT jest dużo lżejsza niż ta kilkaset metrów dalej na którą podbiegałem w poprzednich tygodniach. Dało się to odczuć.

ŚRODA

I tu był crem della crem tygodnia. Miałem dużo wątpliwości czy to jest dobry czas aby dorzucić PROGI, ale z drugiej strony chciałem sprawdzić jak moje napompowane siłą nogi poradzą sobie na płaskim. 3 x 3 km po bieżni na przerwie 2 minutowej. Biegałem ten sam trening dokładnie rok temu we wrześniu odpowiednio w 11:24-11:17-11:09 i pamiętam, że byłem bardzo zadowolony. Tym razem chciałem latać w tempie zbliżonym do 3:30/km. Pierwsze powtórzenie jakby na rozgrzanie wyszło mi w 10:43. Na drugim już od początku leciałem szybciej co zakończyło się trójką w 10:34. Ostatnie w 10:28. Nie mam uwag do tego treningu. Nogi, ręce, całe ciało w końcu wszystko zachowywało się jak należy. Czułem moc, energię, siłę od początku do końca. A więc – działa! Pomyślałem. I wtedy przyszła druga połowa tygodnia…

CZWARTEK

Czułem się słabo. Po raz pierwszy od wielu dni zabrakło mi ochoty żeby okrasić rozbieganie jakimiś rytmami. Zrobiłem coś 11 km rozbiegania w słońcu mając nadzieję, że to tylko taki jeden gorszy dzień. Taka odpowiedź organizmu na „trójki” sprzed 24 godzin.

PIĄTEK

Spadł deszcz, a wraz z nim temperatura. Niby wszystko cacy. W końcu mamy chłód. Ale ja biegnąc na stadion nie mogłem złapać swobodnie oddechu. Dobiegłem, poudawałem że robię stretching i machnąłem 4 rytmówki po mokrej murawie. Zszedłem z trawy i po równie mokrym tartanie dołożyłem jeszcze 2 x 100m w 14,4 s i 14,2 s.

SOBOTA

Wypisz wymaluj samopoczucie z czwartku i piątku, a w powietrzu jeszcze większy chłód. Denerwowałem się, że tak długo wyczekiwana zmiana pogody nie daje mi absolutnie nic. Powtórnie wybrałem się na bieżnię i powtórnie biegło się strasznie, ciężko, dusząco. Tym razem na stadionie odpuściłem sobie większą rozgrzewkę i po kilku skłonach ruszyłem na klasyczne 10 x 100m p. 100m w truchcie.

Nawierzchnia znowu mokra, ale jakoś to wszystko szło: 15,7 – 15,9 – 15,8 – 15,6 – 15,8 – 15,3 – 15,6 – 15,2 – 15,5 – 15,5. Przerwy wychodziły po 30-35 s w truchcie. To chyba najszybsze setki jakie biegałem w takiej formie w życiu.

Następnie rozbieganiem do domu…i znowu biegło się fatalnie.

NIEDZIELA

Jeszcze rano totalnie nie chciało mi się biegać Crossu. Kombinowałem coś z rozbieganiem. Ale parę godzin minęło i stwierdziłem, że spróbuję. 5 km do lasu na Kortowie i tam biedne 6 km krosowania. Biedne, bo skromne objętościowo, ale jeśli chodzi o stosunek tempa do tętna to już wcale tak biednie nie było. Znowu biegałem szybciej niż poprzednio, tym razem śr po 4:03/km przy śr tętnie 162 (za pierwszym podejściem sprzed miesiąca te wartości były zgoła inne – śr tempo 4:20/śr hr 170). Jestem bardzo zadowolony, te same górki które jeszcze miesiąc temu wydawały mi się straszne, dziś są ledwie pagórkami.

Po krosie zrobiłem rzecz jasna jeszcze 5 km rozbiegania do domu i wzorem dni poprzednich biegło się fatalnie. No cóż, widocznie nadaję się aktualnie jedynie do – szybszego biegania, a wolno mnie męczy 😛

Oczywiście codziennie myślałem o starcie w Braniewie. Na podstawie każdego treningu próbowałem wywnioskować jakie bieganie czeka mnie podczas zbliżających się zawodów. Raz byłem pełen optymizmu, a raz zwątpienia i czarnych myśli. A więc wszystko w normie. Na tę chwilę mogę napisać tylko jedno i będzie to kultowy tekst Mariusza Pudzianowskiego – tanio skóry nie sprzedam!

PODSUMOWANIE #9

Objętość – 82 km

Siła biegowa – x1

Cross – x1

Rytmy – x 16

Progi – x1

Hasło – „Cierpliwy to i kamień ugotuje” /Pudzian/

ps. te Krosy to na takiej pętli kręcę, wedle gps ma jakieś 2,4 km.

cross_petla

5 myśli na temat “Biskupi, dylematy i że chciałbym być jak Pudzilla (tydzień 9)

Dodaj własny

  1. Co jak co, ale w takim postanowieniu to byłbym poległ… muszę się nagradzać, i to najlepiej jakąś szkocką. A co do treningu, to faktycznie czasem lepiej pobiegać szybko a krótko, niż długo i jakoś… gdzie te jakoś nie chce prowadzić w jakimś konkretnym kierunku 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  2. Widzę , że forma rośnie😀.
    Jeśli nie sprawi Ci kłopotu wskazanie miejsca owego krosu to byłbym wdzięczny.
    Obecnie borykam się z kontuzją ( rozścięgno podeszwowe)
    Jednak zbieram dane pod zimowy trening. Znam Kortowo bo często tam biegam na bieżni . W lasku biegałem kilka razy ( rozgrzewki). Jednak tej pętli nie wyłapałem 😀.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: