III Braniewski Bieg Hozjusza (10km)

No cóż, w takich biegowych chwilach jak ta warto posłużyć się kilkoma staropolskimi porzekadłami. Po pierwsze, nie od razu Kędzierzyn zbudowano. Po drugie, pierwsze koty za płoty. Po trzecie, pierwsze śliwki robaczywki. No a poza tym warto również zauważyć, że gdzie kucharek sześć tam bankowo szykuje się jakieś bunga bunga.

Po raz kolejny nie udało się dobrze zacząć jesieni i po raz kolejny nie rozumiem dlaczego. Gdybym tak przez pół wakacji nie trenował a drugie pół robił rozbiegania – super, 35:39 dałoby mi sporą satysfakcję. Tyle, że zapierniczałem. Od początku sierpnia wszystko zaczęło się układać, co trening to postęp, co akcent to lepsze prędkości. No i wreszcie przychodzi co do czego, a ja nie mam siły biec.

Prawdopodobnie za dużo i za bardzo chcę, ale czy istnieje inna droga? Nie sądzę. Z jednej strony chciałem przed Braniewem poluzować z treningiem a z drugiej strony nie chciałem rezygnować z akcentów. Takie rozdwojenie jaźni skończyło się tym, że we wtorek zrobiłem siłę biegową, w środę tempo na stadionie, a w sobotę wybrałem się ponownie na bieżnię żeby ochrzcić świeżo kupione kolce jakimiś rytmami. Na tę chwilę przebija się gdzieś do mojej świadomości przeświadczenie, że chyba za dużo ostatnio docisnąłem na treningach. Chciałem trenować wszystko naraz: ciągłe w krosie, tempa na bieżni, siłę biegową a całość oblec niezliczoną ilością coraz szybszych rytmówek. W sobotę zrobiłem w kolcach 4x100m w 14,1-13,8-13,6-13,4 i byłem przeszczęśliwy że w końcu widzę 13 z przodu. W niedzielę po raz enty* zobaczyłem 35 z przodu i do bycia szczęśliwym z tego powodu delikatnie mówiąc – nieco mi zabrakło.

W Braniewie wyszedł mi klasyczny bieg ze spadającą prędkością. Od 3:20/km, przez 3:27 – 3:30 – po 3:40 i 3:50. Od pierwszej piątki w 17:31 po drugą w 18:08. Sztywniałem już od drugiego kilometra. Nie działało kompletnie nic, ani oddech ani mięśnie, ani głowa która zupełnie poddała końcówkę. Ciągle było dla mnie za szybko, brakowało świeżości, lekkości, mobilności, złości, za to zwrotu – „dość Ci” miałem w głowie pod dostatkiem. Czułem się jakbym ważył sto kilo, wszystko było ciężkie, każdy ruch jakby spętany sznurami. A przecież dopiero co tydzień temu biegałem 3x3km na 2′ przerwie, po 3:30-3:34 z uśmiechem na ustach. Przecież w środę robiłem 4x(2×200+400) na najwyższych prędkościach w życiu. I może to jest właśnie odpowiedź jakiej szukam. Biegałem za szybko na tempach które życzeniowo wyjąłem z kapelusza. Może tak, a może…sam nie wiem.

Rok temu było podobnie, ale rok temu forma od tamtego nieszczęśliwego biegu w Braniewie wyraźnie zaczęła zwyżkować. W tej chwili jestem zmęczony. Czuję się jak człowiek który potrzebuje dwutygodniowego urlopu bo w przeciwnym razie zwariuje w robocie. I dziś jak to zazwyczaj w poniedziałek faktycznie odpocznę. A jutro? Jutro, pojutrze i w kolejnych dniach trzeba będzie pomyśleć co dalej. Bo 5 km przy okazji Maratonu Warszawskiego na tę chwilę to jakaś mrzonka. Jak to zwykł mawiać Max Kolonko, moja ocena jest następująca: lepiej mi będzie zostać w weekend w domu i podłogi umyć niż kaleczyć bieganie setki kilometrów stąd. Może październik okaże się łaskawszy i wtedy rozejrzę się jeszcze za jakąś „piątką”.

PODSUMOWUJĄC

III Braniewski Bieg Hozjusza, 7 miejsce OPEN, 10 km: 35:39.

Hasło: Przez ten mój noł-alko-czelendż nawet wypić za błędy nie mogę. 😛

*nie wiem skąd mi się te „enty” pojawiło, to w sumie dopiero moje drugie 35′ na ateście w życiu 😉

Fot. sport.brbraniewo.pl

8 myśli na temat “III Braniewski Bieg Hozjusza (10km)

Dodaj własny

  1. No jakbym czytał o swoim pierwszym podejściu do sub20 w ostatni weekend. Głowa, głowa, głowa i odpoczoczynek. Tak jak napisałeś – „pierwsze koty za płoty”. Jeszcze przyjdzie ten czas, że to ruszy i jestem zdecydowanie pewny tego, że juz niedługo. Takie treningi muszą oddać. Nie ma zmiłuj.

    A odnośnie Biegu na Piątkę 30 września, to do zobaczenia 😉 Dla próba nr 2 na sub20. Powodzenia…

    Polubienie

    1. Pewnie Cię rozczaruje, ale w Biegu na Piątkę życiówki się nie liczą, bo trasa jest niezgodna z wytycznymi, o czym sami piszą w regulaminie 😉 Trasa jest za bardzo z górki. Taki warszawski odpowiednik „Życiowej Dziesiątki” 😉

      Polubienie

      1. Zapis w regulaminie jest piękny – „Długość trasy: 5 km. Trasa posiada atest PZLA i IAAF. Uwaga! Trasa nie spełnia kryterium IAAF dotyczącego różnicy wysokości nad poziomem morza startu i mety, mającej znaczenie przy rejestrowaniu znaczących osiągnięć sportowych.”
        Posiada atesty ale nie spełnia kryteriów – cudo 😉

        Polubienie

      2. Widziałem, ale to wymogi IAAF’u nie są spełnione, a atest PZLA jest. Jak zrobię życiówkę, to najwyżej potwierdzę ją w Bydgoszczy ;-). Trasę w Warszawie znam, bo biegłem w zeszłym roku i faktycznie jest bardzo szybka.

        Polubienie

      3. Swoją drogą z Półmaratonem Warszawskim była podoba historia że wiódł w większości z górki. Moim zdaniem na takiej trasie też trzeba swoją wartość umieć udowodnić. Jak ktoś nie ma formy to nawet zbieg nie pomoże. Powodzenia! 😉

        Polubienie

      4. Nie do końca podobna historia co z Półmaratonem Warszawskim 😛 Tam trasa spełniała wszystkie normy, bo różnica wysokości mieściła się w jakimś tam przedziale procentowym 😛 Tak przy okazji, to Bieg na Piątkę, to niemal kopia pierwszych pięciu kilometrów z połówki 😀

        Polubienie

Odpowiedz na Biegacz z daleka Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: