Smajling Czelendż (tydzień 11)

Jest taka stara prasłowiańska zasada, aby nie pisać sms-ów po pijaku. Palce się plączą, język się łamie, umysł nie nadąża i potem wychodzą takie kwiatki jak „koham cie jola xD” wysłane żonie Renacie. No ale z drugiej strony kto wie, czy gdyby nawalony jak stodoła Mieszko nie przesiedział tamtej nocy z Dobrawą na messengerze to chrztu Polski nie mielibyśmy dopiero po obradach Okrągłego Stołu…Kto wie…

Z pisaniem relacji z biegów jest podobnie jak z tymi sms-ami. Warto trochę odczekać. Zwłaszcza jeśli chodzi o relacje z biegów nie do końca udanych. W pierwszych godzinach po starcie umysł zdaje się być lekko odurzony i chętnie wyrzuciłby swoje żale w sieć, tak jak wyrzuca się żale przy kieliszku współbiesiadnikom. Często działałem w taki właśnie sposób. Zresztą…robienie postartowej Dramy weszło mi w krew na tyle, że nieważne czy tekst powstawał na gorąco, czy na chłodno wyrażał podobne – niezadowolenie.

Po Braniewie stwierdziłem, że muszę coś zmienić. I nie chodzi o zmiany w treningu, bo każda praca jest dobra o ile została dobrze wykonana, jak to powiedział Einstein. A ja swoją pracę treningową wykonałem rzetelnie. Chodzi o zmianę mentalną. Muszę w końcu zacząć cieszyć się bieganiem i doceniać to co mam. Można powiedzieć, że do noł-alko-czelendż dokładam smajling-czelendż. 😀 😀 😀

W codziennym życiu potrafię cieszyć się z małych rzeczy. Często podśpiewuję sobie w duszy za nieśmiertelnym 2cztery7, że nie potrzeba wiele mi do szczęścia, bo mam co pić i mam co jeść i dobrze wiem, że nie muszę dużo więcej mieć, ważne że spokojnie śpię…

W życiu biegacza niestety częściej słyszę w sercu Budkę Suflera i znowu w życiu mi nie wyszło. Czas to zmienić!

II Bieg BRBK

Okazja do ćwiczenia nowych nawyków trafia się aktualnie bardzo dobra, ponieważ jestem na świeżo po kolejnym starcie. W ostatnim tygodniu czułem się dużo lepiej, rozbiegania zaczęły wychodzić lekko miło i przyjemnie. Zacząłem we wtorek od śr tempa 4:28/km, a skończyłem w piątek na 6 km po 4:15/km. Stwierdziłem że muszę odpocząć dlatego nie robiłem w tygodniu żadnego akcentu. Jedynie w środę machnąłem rytmówki 10 x 100m po przekątnej murawy. Tyle.

Bieg BRBK to kameralne zawody nad Olsztyńskim Ukielem, o trasie miejscami szutrowej, chodnikowej i asfaltowej zamykającej się w 3 pętlach. I choć zawody kameralne to pojawiły się na liście startowej nazwiska, które jasno dały mi do zrozumienia, że o miejsce na podium będzie ciężko. Na samej linii startu okazało się jednak, że jednego z awizowanych na startliście zawodników brakuje, a co za tym idzie otwiera się dla mnie szansa na premiowane miejsce OPEN. 🙂

Start!

Co tu dużo mówić, jeśli już miałem z kimkolwiek z czołówki w tym biegu rywalizować to raczej z Rafałem, bo Paweł uciekł błyskawicznie nie pozostawiając wątpliwości, że jest po prostu sporo mocniejszy. Rafał choć też chyba miał chrapkę, żeby ruszyć za liderem po chwili namysłu został jednak ze mną i tak wspólnie wyruszyliśmy na pierwszą z trzech pętli.

Momentami biegło mi się dobrze, a momentami traciłem oddech. Gdzieś w okolicach 4 km tych momentów kiedy traciłem oddech zrobiło się niebezpiecznie dużo co szybko odbiło się na mojej sytuacji w klasyfikacji biegu. Rafał zaczął się stopniowo oddalać. Oddalać. I oddalać. Aż zniknął. Przez moment pomyślałem sobie, że może zszedł z trasy, ale nie. On po prostu na drugiej „piątce” wypracował sobie nade mną 72 sekundy przewagi. Ja natomiast zacząłem zwalniać aż w którymś momencie ustabilizowałem tempo (podejrzewam, że na 3:40-3:45) i tą prędkością już we względnym komforcie doleciałem do mety – rzutem na taśmę łamiąc 36 minut i jednocześnie kończąc rywalizację na 3 miejscu OPEN.

41388423_2671341623091011_5123086906778714112_n

To już było lepsze bieganie niż w Braniewie. To był lepszy tydzień niż przed Braniewem. Plan na kolejne tygodnie jest taki, aby jak najbardziej luzować między poniedziałkiem a piątkiem, natomiast weekendami szukać formy startami. Nie wiem jak inni, ale ja mam autentycznie wyrzuty sumienia gdy nie robię czegoś więcej niż tylko rozbiegania. To też trzeba zmienić! W końcu historia pokazuje, że najlepsze samopoczucie zaczynałem jak do tej pory łapać właśnie po luźnych rozbieganiowych tygodniach.

Co dokładnie czeka mnie w przyszły weekend? Prawdziwe kombo. Rzeź. Apokalipsa. Mokry sen każdego Średniodystansowca.

Około 11 x 400 m w pałę, na przerwie 4:30 min. A wszystko to w ramach sztafety 4. PKO Bieg Charytatywny. Każdy 5 osobowy zespół zmieniając się po okrążeniu naparza czterysetki przez godzinę.

Dziś zrobiłem małą symulację zawodów…oczywiście z przymrużeniem oka. W każdym razie melduję, że po raz pierwszy od 10 lat przebiegłem 400 m poniżej minuty. A było to tak 3×400 m p. 5′ – 65s/58s/63s. Jak na dzień po zawodach i fakt, że ten trening był bardziej spotkaniem towarzyskim z chłopakami z zespołu niż walką o życie – fajno. Od razu włączył mi się w głowie Pan Analiza – ile można by w tym momencie ukłuć na 800m? 😉 Byłoby fajnie machnąć sobie tej jesieni sprawdzian na 2 okrążenia.

Skoro mamy prawie połowę września wartałoby podsumować sierpień. :))

Objętość 355 km, 6 x Siła Biegowa, 4 x Cross, ponad setka Rytmówek, 2x Tempo.

Hasło:

bądź odważny gdy rozum zawodzi bądź odważny
w ostatecznym rachunku jedynie to się liczy

/Herbert/

PS. 1 zdjęcie z 2014 roku, tak cieszyłem się po przebiegnięciu 10km w 41;20 i 55 miejscu Open. 🙂 2 zdjęcie z 2018 roku, 10km w 35:57, stoję na podium razem z zawodowcami 🙂 Jakie foty będą w 2022 ?

..

fot. Adam Krasiński, vmak.pl

10 myśli na temat “Smajling Czelendż (tydzień 11)

Dodaj własny

  1. dobre nastawienie i dobry nawyk (bo non-alko) nie pochwalam 🙂 ech, chciałbym choćby na zawodach w końcu zrobić 400 w 58″… u mnie by to było pierwszy raz… od 25 lat 😛

    Polubione przez 1 osoba

  2. Dzięki za bieg 🙂 Rzeczywiście kameralny, ale organizacja jest na wysokim poziomie.

    Co do samego przebiegu rywalizacji to rzeczywiście początkowo planowałem ruszyć z Pawłem, wytrzymać ile się da, a potem doczłapać jakoś do mety. Ruszył jednak zdecydowanie za mocno więc oczywiście stchórzyłem i znów chyba pobiegłem drugą piątkę szybciej od pierwszej.

    PS Jeden z tych zawodowców ze zdjęcia w 2014 r. pobiegł w Dobrym Mieście na 10km coś około 46 minut. Pamiętam, że wtedy nie znałem nawet takiego słowa jak „rozbieganie” i całą drogę zastanawiałem się czy nie będę ostatni 🙂

    Polubienie

    1. Trzeba przyznać, że troszku się poprawiłeś przez ostatnie 4 lata 🙂 Strach pomyśleć co to będzie po kolejnych czterech. Tak czy owak tegoroczna jesień w Twoim wykonaniu zapowiada się całkiem interesująco 🙂

      Polubienie

  3. Za 4 lata będę zadowolony, jeżeli nadal będę walczył o życiówki. Parafrazując naszego noblistę : Innego biegania nie będzie 🙂 Znam siebie i wiem, że sama rekreacja i endorfiny to nie dla mnie.

    Co do jesieni to poznamy ją dopiero po owocach. Na razie wszyscy mówią, że dobrze idzie, a w każdym z trzech startów do PB około minuta 😉

    Na biegu też nie było okazji spytać: Będzie piątka na MW czy inny start docelowy?

    Polubienie

    1. Ja mam nadzieję, że te Twoje 34′ z soboty przełoży się tej jesieni na PB, bo to by z kolei oznaczało, że moje 35′ nie jest takie najgorsze 🙂 Nie, „Piątki” na MW nie będzie. Coś poszło nie tak w moich przygotowaniach i jeśli jeszcze wierzę w jakąś formę tej jesieni to raczej bliżej listopada. Dlatego dość poważnie biorę pod uwagę 5km przy okazji Półmaratonu w Gdańsku (to jest 28X bodajże). W sumie racja, że jakby tak za 4 lata wciąż być w stanie walczyć o życiówki to byłoby niegłupio 😉

      Polubienie

Odpowiedz na Kłoda Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: