4 PKO Bieg Charytatywny (Lidzbark Warmiński)

Życie bywa przewrotne. Często jest tak, że najlepsze momenty przychodzą do nas wtedy gdy się ich najmniej spodziewamy. Kiedy miesiąc temu napisał do mnie sympatyczny pan z Lidzbarka, czy pobiegłbym w sztafecie 11 x 400 m? Bez zawahania odpisałem – jasne! Nie myślałem wtedy jednak zupełnie o jakieś rywalizacji, a raczej o dobrej okazji do mocnego pobiegania po bieżni. Okazji, której – przy moim maratońskim treningu w ostatnich latach – dawno nie miałem.

Kupiłem więc kolce i odliczałem dni. Im bliżej było do zawodów tym bardziej dało się wyczuć, że chłopakom z Lidzbarka bardzo zależy na walce o 1 miejsce wśród 70 zgłoszonych drużyn, a także o wysokie miejsce w pojedynku korespondencyjnym z ekipami z pozostałych 11 lokalizacji w Polsce.

PKO Bieg Charytatywny to ogólnopolskie przedsięwzięcie. 12 stadionów w całym kraju równo o godzinie 11:00 ruszyło w sztafetowy wyścig na dystansie 1 okrążenia. Drużyny składały się z 5 osób, z których każda po przebiegnięciu 400 metrów przekazywała pałeczkę kolejnej i tak przez równą godzinę. Wedle przewidywań pierwsze 3 zmiany miały mieć zatem do pokonania 11 powtórzeń, co dałoby łącznie 53 wybiegane okrążenia w ciągu 60 minut. Brzmi to wszystko dość skomplikowanie i takie też było samo bieganie. 70 ekip po 5 osób to 350 ludzi krzątających się po bieżni, z których 70 cały czas zajmowało przeznaczone do biegania tory. Tłok, ścisk, kolce i wysokie prędkości. A mimo tego w ostatecznym rachunku wedle moich informacji nikt nie ucierpiał.

Jesteś tak silny, jak twoje najsłabsze ogniwo. W przypadku biegów sztafetowych ta zasada sprawdza się jak nigdzie indziej. W naszej drużynie jak się okazało podczas samych zawodów nie było słabych ogniw. Poza wyrównanym składem, mieliśmy też jedną rakietę w postaci Krzyśka (nie chodzi o mnie) 😉

Ale zanim wybiła godzina 11 – ta i cała machina ruszyła na dobre rosło we mnie napięcie i niepewność. Co innego biec indywidualnie, a co innego drużynowo. Kiedy zwalisz swój bieg – trudno. Ponarzekasz, a potem żyjesz dalej. Kiedy zwalisz bieg drużynie…Nie wiem co się wtedy dzieje w sercu człowieka, ale podejrzewam, że nic miłego. W swoim życiu biegałem w całej masie sztafet. Najciekawszą jak do tej pory były szkolne zawody 10 x 600m w gimnazjum i 10 x 1200m w liceum. Za każdym razem teamy w których biegałem wygrywały rywalizację na poziomie mistrzostw województwa.

zlota sztafeta

W naszej drużynie licealnej w pewnym momencie biegałem na 1 zmianie, co było dla mnie sporą nobilitacją. 1 zmiana to duża odpowiedzialność, nadaje charakter całej rywalizacji. Albo wyrabiasz przewagę która ułatwia bieg pozostałym, albo tracisz na tyle, że bieg pozostałych osób staje się jedną wielką pogonią i odrabianiem dystansu. Biegałem też raz w eksperymentalnej sprinterskiej sztafecie 4 x 100m w składzie z oszczepnikiem Piotrkiem i Jackiem, który aktualnie jest mocnym długodystansowcem. Nie zgubiliśmy pałeczki, bieg ukończyliśmy, siary nie było. Ostatnią sztafetą jaką pamiętam było 4×400 m na II lidze seniorów w Toruniu w 2008 roku. Jednak każda z dotychczasowych sztafet wyglądała w ten sposób, że po wykonaniu jednego odcinka oddawałeś pałeczkę i temat był z bani. W przypadku PKO Biegu Charytatywnego po przekazaniu pałeczki i nieco ponad 4 minutach odpoczynku musiałeś biec po raz kolejny….i tak przez godzinę.

Kluczem w tej całej zabawie było zatem odpowiednie dysponowanie zmęczeniem. Mimo że „czterysetka” kojarzy się jako szybki beztlenowy odcinek, to w formie tak długiej sztafety wysiłek w moim przypadku przyjął formę bardziej tlenową i wytrzymałościową. Od pierwszej rundy biegałem z duszą na ramieniu i lekkim strachem, że przedobrzę i na 5 – 6 – czy 7 powtórzeniu będę nadawał się do niczego. Biegałem na czuja nie kontrolując tempa na zegarku, ale teraz po międzyczasach widzę, że jednak zbyt asekuracyjnie.

W każdym razie nasze najmocniejsze chłopaki na pierwszych dwóch zmianach rozpoczęli całą zabawę biegając po 60 s na 400m a i tak traciliśmy parę sekund do głównych rywali z Barczewa. I wtedy na 3 zmianie wkroczyłem do akcji JA, cały na czerwono i…moje 63 s sprawiły, że straciliśmy kolejne 3 sekundy zamiast cokolwiek odrobić. Po pierwszej kolejce, kiedy to każdy z naszej „piątki” miał już na koncie po 1 kółku traciliśmy do ekipy BSB 17 sekund. Nie wyglądało to zbyt kolorowo. Dodatkowo sam czułem się trochę przytkany a przecież to było dopiero pierwsze z prognozowanych 11 powtórzeń. Druga runda to znowu popis naszych najlepszych biegaczy na dwóch początkowych zmianach, ja z kolei robię 65 s, potem 4 i 5 zmiana odpowiednio 67 i 69 s i tracimy do Barczewa już tylko 11 sekund. W tamtym momencie nie miałem rzecz jasna pojęcia jakim tempem biegamy i też trudno było chwilami zlokalizować naszą pozycję na tle 70 innych ekip, które jednocześnie rywalizowały na bieżni. 3 seria była wyjątkowo mocarna w naszym wykonaniu. 65s-64s-66s-65s-71s i zbliżamy się do Barczewa na 4 sekundy. Przy rundzie numer 4 docisnęliśmy równie mocno latając odpowiednio w 66s-64s-67s-67s-69s i wychodząc z przytupem na prowadzenie (8s zapasu). Nasza przewaga zaczęła od tamtego momentu powoli, acz konsekwentnie rosnąć. W szczytowym momencie prowadziliśmy o blisko 20 sekund. Dużo? Niekoniecznie. Emocje i poddenerwowanie towarzyszyło wszystkim do końca. Sam do ostatniej zmiany drżałem o to, że skończy mi się zasilanie i pewnie z tego też powodu powtórzenie numer 10 wyszło najsłabiej (70s, albo to wtedy zderzyłem się z jakąś kobitą??nie pamiętam). Cały czas miałem w głowie wspomnienie z mojej życiowej 8setki sprzed 11 lat, kiedy ostatnie metry biegłem totalnie zabetonowany. Tak bardzo nie chciałem się doprowadzić do takiego stanu tym razem, że chyba trochę zbyt mocno kalkulowałem. 11 kółko złapano mi w 65 s i wcale nie czułem po tamtym okrążeniu szczególnego skoku zakwaszenia we krwi, a było to przecież moje drugie najszybsze powtórzenie tego dnia. Brakowało w moim bieganiu szczypty szaleństwa i odwagi, na szczęście pozostali zawodnicy zasypali tę wyrwę rewelacyjnie.

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Wygraliśmy! Udało się dodatkowo poprawić zeszłoroczny rekord ustanowiony przez Barczewo, godzina rywalizacji zastała nas bowiem na 53 okrążeniu i 255 metrze. 80 metrów przewagi nad lokalnym rywalem i 3 miejsce w Polsce – tadam! 😉 Dodatkowo jako cała lokalizacja, Lidzbark Warmiński i wszystkie rywalizujące na stadionie przy Bartoszyckiej drużyny sumarycznie wybiegały największy dystans w całym kraju! (2757 okrążeń!).

Daleko mi aktualnie do życiowej formy, w samych letnich przygotowaniach ewidentnie coś poszło nie tak jak powinno. I właśnie w tym średnio udanym momencie biegowego roku zastało mnie tak niespodziewane i piękne zwycięstwo. Dawno nie byłem tak szczęśliwy i dumny jak w tamto sobotnie popołudnie w Lidzbarku Warmińskim. Życie bywa przewrotne.

PS. Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym zaraz po powrocie do mieszkania nie wykonał kompleksowej analizy swoich międzyczasów. Biegałem średnio po 66,7 s na okrążenie, co daje mi trzecią średnią w drużynie. Najlepszy był Krzysiek z 2 zmiany, który latał średnio po 64,3 s. Te wyniki rzecz jasna nie uwzględniają specyfiki biegu, który głównie polegał na obieganiu. Przy tym tłoku na prostych latało się po 3-4 torze, z kolei na wirażach w najlepszym wypadku po 2. Nadrabialiśmy dużo metrów, więc w normalnych warunkach czyli biegając po torach od startu do mety średnia wychodziłaby zapewne co najmniej o 1s lepsza. Tak czy owak, wyszedł z tego przy okazji mocny trening, ciekawe jak przełoży się w przyszły weekend na 5 km…oby tylko zdążyć się zregenerować.

fot. Michał Misztal

fot. OSIR Lidzbark

5 myśli na temat “4 PKO Bieg Charytatywny (Lidzbark Warmiński)

Dodaj własny

  1. Gratuluje zwycięstwa!!
    Kurcze ładny tam musiał być młyn na tej bieżni, przecież to jeszcze prócz zawodników potrzeba kilkudziesięciu ludzi do pilnowania zmian, liczenia okrążeń itd. Aż trudno mi sobie to wyobrazić.
    Fajne masz wspomnienia z biegów sztafetowych, ja w szkole biegłem kiedyś w sztafecie 10×1000, na ostatniej zmianie. Chłopaki wypracowali ze 100-150metrów przewagi nad goniącą nas drużyna a ja dałem się wyprzedzić na ostatniej prostej 😦

    Polubienie

    1. Młyn był. Sam miałem dwie obcierki z ludźmi, raz nam pałeczka wypadła, działo się, ale generalnie przyjemne doświadczenie. 🙂 Co do liczenia okrążeń to chip był w pałeczce, wszystko podpięte pod komputer, pełna automatyzacja.
      Hahaha, Dariush, ale skoro już wytypowali Cię na ostatnią zmianę to znaczy że mieli o Tobie bardzo dobrą opinię, u nas kończył zazwyczaj najmocniejszy.
      Btw. Dobrze wiedzieć, że żyjesz!

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: