V Kętrzyńskie Biegi z Wojciechem Kętrzyńskim (+analiza obecnej sytuacji)

To były dwa intensywne miesiące z których absolutnie nic nie wynikło w kwestii robienia życiówek. Sierpień ciężkiej treningowej pracy i wrzesień startów weekend w weekend. Efekt? 150 zł, dwa plecaki, jedna torba, kilka plastikowych statuetek made in Tajpej i żadnego NEW PB na koncie.

Z drugiej strony – poprawiłem moc. W tej kwestii rzeczywiście czuję różnicę. Lepiej radzę sobie z wyższymi prędkościami co dało się odczuć podczas sztafety charytatywnej sprzed tygodnia. Radzę sobie też lepiej w pagórkowatym terenie, co z kolei dało się odczuć podczas sobotniego startu na 5km w Kętrzynie. Brakuje za to w moim mniemaniu dwóch rzeczy – świeżości i czasu. No dobra, trzech – bo jeszcze odrobiny rozumu.

Nie mam bieganiu zbyt wiele do zaoferowania. Ani szczególnej treningowej wiedzy, ani końskiego zdrowia, ani prometejskiego poświęcenia. Mam tylko dwie ręce gotowe do pracy i te dwa brzydkie słowa na K i Ci, których przyzwoici ludzie nie używają. Ale jak sami dobrze wiecie nie należę do osób nad wyraz przyzwoitych i nic co wulgarne nie jest mi obce, dlatego:

Konsekwencja i Cierpliwość. Mam głębokie przekonanie, że aby biegać lepiej wystarczą tylko te dwie rzeczy. Innymi słowy – nawet jeśli trenujesz głupio ale jesteś w tym konsekwentny, doczekasz się efektów.

W swoich wakacyjnych przygotowaniach pominąłem jeden ważny etap. Pracę nad wytrzymałością tempową. Zrobiłem bazę tlenową i ponadnormatywną siłę biegową po czym ruszyłem na podbój biegowych zawodów co skończyło się braniewską masakrą Hozjuszem mechanicznym. W tamtym momencie zostały mi do wyboru dwa wyjścia awaryjne – albo wracam do treningu i uzupełniam braki w jednostkach tempowych, albo wybieram metodę startową i zapisuję się na następne zawody. Wygrała druga opcja i tydzień później biegałem już kolejną dychę tym razem w Olsztynie w ramach BRBK. Potem była sztafeta 11x400m biegana średnio po 66,7 s na okrążenie i jeszcze wczoraj wybrałem się do Kętrzyna na pierwszą w tym jesiennym sezonie „piątkę”.

Kętrzyńskie biegi z Wojciechem Kętrzyńskim

W latach ubiegłych zawody te znane były jako Biegi z Philipsem. Pozmieniało się jednak trochę na tej kętrzyńskiej ziemi i producent żarówek wycofał się ze sponsorowania imprezy. Stery natomiast przejął Urząd Miasta i lokalny MOSIR. Zmiany przełożyły się na niższą frekwencję, oraz skromne nagrody, ale sama organizacja zawodów była dla mnie pozytywnym zaskoczeniem. Trzy dystanse do wyboru, od 5km przez 10km po Półmaraton. Przeglądając listę startową biegu na „piątkę” dostrzegłem Bogumiła i nikogo więcej kogo bym kojarzył z żywszym bieganiem. Jednak na miejscu okazało się, że przyjechał też Dawid W., co nieco skomplikowało mój chytry plan na zwycięstwo. 😉 Na szczęście miałem też plan awaryjny – mocno się zmęczyć i tutaj obecność Dawida była już jak najbardziej pomocna i wskazana. No i ten wiatr…Już od samego robienia skłonów na rozgrzewce huczało w głowie.

Start!

Wszystkie trzy dystanse ruszyły wspólnie. Ja oczywiście jak ta ostatnia sierota przystanąłem sobie gdzieś w 3 rzędzie – Bóg raczy wiedzieć dlaczego. Asekuracyjne ustawianie się na linii startu ma zapewne związek z tym, że forma już tyle razy w życiu mnie oszukała na gruby kwit, że straciłem do niej zaufanie. Po kilkudziesięciu metrach i chamskim przeciskaniu się przez ludzi (przepraszam!) zrobiło się pusto. Przede mną został już jedynie pilot na rowerze, a lekko z boku Dawid z Karolem (który startował na 10 km). Nie zastanawiając się zbyt długo postanowiłem nadać tempo rywalizacji i ruszyłem zdecydowanie za rowerzystą. W pewnym momencie zostaliśmy już tylko z Dawidem. Trasa wiodła pagórkowatą drogą rowerową wśród pól gdzieś hen za miasto, po czym następowała nawrotka i powrót tą samą ścieżką. Górek nie czułem w nogach wcale ale gdy po nawrotce gdzieś w okolicach 3 km dwa razy zawiało – odklepałem poddanie. Do tamtego momentu biegło mi się dobrze i pewnie, z poczuciem że mogę w każdej chwili przyśpieszyć. Jednak wystarczyły dwa dmuchnięcia zefirka i spękałem. Po cichu, powoli, ale puściłem Dawida na kilka-kilkanaście-kilkadziesiąt metrów. Na ostatnim kilometrze zebrałem się jeszcze do jakiejś kontry i odrabiania strat co połowicznie się udało, ale ostatecznie straciłem do zwycięzcy 5 sekund. 17:18 netto, 2 miejsce OPEN. Przy lepszej trasie i warunkach najpewniej pobiegłbym w tym momencie coś w okolicach 16:50 na 5km, co idealnie koresponduje z moimi wrześniowymi wyczynami na dystansie 10 km.

monikanestorowicz

Z każdym dniem coraz bardziej doceniam swoją startową stabilizację. Nie są to biegowe szczyty, ale za to udało się rozbić obóz gdzieś u podnóży K2. Pozostaje tylko czekać na lepsze warunki do głównego natarcia. Po 4 startowych weekendach z rzędu (co jest chyba moim rekordem) przez kolejne 2 tygodnie będę już tylko cerował skarpety i ostrzył czekany. A mówiąc po polsku – pozostało odhaczać dni i szukać upragnionej świeżości w kroku…Bo City Trail is coming 😉 Była baza, była końska dawka siły biegowej, w końcu był też miesiąc startów które miały zastąpić mi pracę na prędkościach. Przyszedł więc czas na luzowanie, tapering co się zowie.

Taka jest moja interpretacja aktualnej sytuacji. Błędna? Prawidłowa? Chybiona? Trafiona? Też chciałbym to wiedzieć Stefan...;-)

Po CT w moim sztabie zapadną ostateczne decyzje w kwestii atestu na 5km. Opcje są dwie – Runbertów (13X), albo Gdańsk (28X).

HASŁO:

Bądź wierny

Idź

/Herbert/

….

fot. Nasze Miasto Kętrzyn.pl / Monika Nestorowicz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: