Tydzień zerowy (czyli pierdzielę o wszystkim i o niczym, wpis dla koneserów)

Ten świat jest jakiś poje%any dziś, nie sądzisz? Zarapował kiedyś Pezet. Dla odmiany chłopaki z Paktofoniki lata temu zauważyli, że gdy widzisz cel wyciąg rękę i leć za nim, samo gadanie na nic, dla pewnego swego nie ma granic. Sam nie wiem do której narracji jest mi aktualnie bliżej. Z jednej strony chciałbym trochę pobiadolić nad swym biegowym losem, z drugiej wartałoby wziąć się w garść i powtarzać wielkie słowa powtarzać je z uporem, jak to pisał Herbert.

Niektórzy ludzie twierdzą, że za całym złem tego świata stoi Masoneria, ewentualnie kościoły wszelkiej denominacji. Byłbym ostrożny w tego typu ostrych werdyktach z kilku powodów. Przede wszystkim, świat jest zbyt skomplikowany żeby definiować go w tak prostych i jednoznacznych osądach. Po drugie, sam nie czuję się szczególnie kompetentny w wydawaniu opinii na temat praw rządzących globalną społecznością, ponieważ większość swojej wiedzy o współczesnym świecie czerpię z Panoramy i Familiady.

Ale jeśli chodzi o wskazanie winnego moich biegowych niepowodzeń w drugiej połowie 2018 roku mógłbym już coś skrobnąć. Takim złowrogim Masonem okazał się być dla mnie majowy maraton, od którego wszystko przestało się układać. Dlatego też postanowiłem unikać wszystkiego co ma choć pozory zła i wyrugowałem ze swoich biegowych planów wszystko ze słowem maraton w nazwie. Ani półmaraton, ani ultramaraton, ani nawet „zero koma 3 maraton” w przyszłym roku nie wchodzi zatem w rachubę. Tylko „piątka” i „dziesiątka” i ani kroku więcej.

Oczywiście to są plany, a co mi strzeli do łba to tylko ten chochlik siedzący na moim lewym ramieniu raczy wiedzieć. Przykładowo dzisiaj począł kiełkować już we mnie pomysł aby zrezygnować z radykalnych postanowień i rąbnąć sobie jednak klasyczne 42km w przyszłorocznym październiku.

Jak zapewne każdy doskonale wie – gdyż news jest to breakingowy co się zowie – dziś po 18 latach nieobecności na biegowej mapie Polski odrodził się kultowy, najlepszy, jedyny i niepowtarzalny, dorodny niczym koszyk jędrnych czereśni, błyszczący jak sztabki złota w Fort Knox, wykwintny jak przegrzebki w białym winie i mógłbym tak pierdzielić jeszcze naprawdę długo…ale chodzi o MARATON ODRZAŃSKI. 😉 Pozazdrościłem chłopakom biegania po Kędzierzyńskiej ziemi i już zacząłem snuć plany w swym gorącym jak huta szkła sercu, że może ja też, że może za rok, że ten…Wtem rozum wyciągnął szpadel zza pazuchy i przylał mej chwilowej emocyjce po głowie przypominając – NA 2019 R. TYLKO „PIĄTKI” JEŁOPIE!

Przechodząc do spraw bieżących to właśnie skończyłem roztrenowanie. To były dwa tygodnie schizofrenii, dwubiegunówki i zaburzeń adaptacyjnych, a więc jak dla mnie – normalka. Zamiast odpoczywać dostawałem świra, jobla i gęsiej skórki. Zamiast układać szczegółowy plan działania na nadchodzące miesiące, stwierdziłem, że będę improwizować (przynajmniej na razie, a potem się zobaczy). W pierwszym tygodniu roztrenowania robiłem „szóstki” co drugi dzień, a w niedzielę 12 km po 3:54/km. W drugim tygodniu robiłem „szóstki” codziennie, a w niedzielę 12 km po 4:00/km i 10 km po 4:45/km. Odpocząłem. Jak cholera. Za wszystkie czasy.

Mam ostatnio jakiś problem z wolniejszym bieganiem. Przez poprzednie 2 tygodnie większość kilometrów przebiegłem tempem poniżej 4:30/km i z wykresu tętna dla tych prędkości wcale nie wychodzi, żeby było to dla mnie tempo szczególnie rekreacyjne. Szarpię się i nie mogę wyszumieć zarazem. Dlatego też na kolejny tydzień zarządzam drastyczne środki, mianowicie – bieganie rano. To jest dla mnie ostatnia deska ratunku skoro zdrowy rozsądek zawodzi. Z rana po prostu nie będzie bata żebym ganiał za szybko. Ciało ściągnięte prosto z łóżka już tak ochoczo nie powinno wyrywać do przodu jak ciało rozgrzane w godzinach popołudniowych. Ot wymyślił filozof – Faraon Młodszy, syn Seneki Starszego.

A za tydzień jeśli mnie kalendarz nie kłamie znowu City Trail, podejście numer 2. Formę czuję identyczną jak przed miesiącem. Stabilizacja która mnie ostatnio dopadła zaczyna być powoli męcząca. Tygodnie mijają – a jak rapuje Rychu Peja – nie zmienia się nic. Ale przecież w końcu musi przyjść poprawa. Choć mama mówiła, że – musi to na Rusi a w Polsce jak kto chce. Także już sam nie wiem…;-)

PODSUMOWANIE (tydzień 0)

….

Objętość – 56 km

Odczucia – dużo cudowania, mało konkretu.

Hasło – Przecież każdy kiedyś zaczynał.

..

fot. sportografia.pl

7 myśli na temat “Tydzień zerowy (czyli pierdzielę o wszystkim i o niczym, wpis dla koneserów)

Dodaj własny

  1. Następnym razem przed roztrenowaniem proponuje kupić skrzynkę piwa (albo dwie). Wtedy plan jest taki: wracasz z pracy, biegniesz do lodówki, wypijasz „na raz” pierwsze piwo, a z drugim w ręku siadasz przed telewizorem. Niektórzy mogą tak całe życie, więc Ty dasz radę przez dwa tygodnie 🙂 Po takim roztrenowaniu tempa rozbiegań same spadną do odpowiedniego poziomu i problemu nie będzie 🙂

    Polubienie

  2. Moj przedmówca jest specjalistą w zakresie planu na roztreniwanie 😊 Pozostaje mi potwierdzić, że faktycznie różne warianty były przerabiane a tempo biegu w pierwszym tygoniu było w okolic 5:0 🙈

    Polubienie

      1. Rafał, przecież wiesz, że ja o treningu to nie mam pojęcia 🙂 Jedynie o roztrenowaniu 🙂 A o tajnikach roztrenowania publicznie nie wypada pisać 😀

        Polubienie

  3. Oj, to mamy chyba podobne koncepcje roztrenowania. U mnie wygląda to tak, że codziennie jeżdżę na orbitreku, dwa razy w tygodniu pływam i trzy razy w tygodniu gram w piłkę nożną tudzież inną koszykówkę 😀 No i jeszcze długie spacerki z pieskiem, podczas których po kryjomu „kawałeczek” podbiegam 😀

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: