Nowy Jork to takie duże miasto (tydzień 4)

Powiedzieć, że jestem zniesmaczony swoją biegową formą, to jak stwierdzić, że Nowy Jork to takie „duże miasto”. To nic nie powiedzieć. To zapłakać. Zaniemówić. To milcząco patrzeć przed siebie przybierając minę nieskalaną głębszą myślą. Minęły właśnie 3 tygodnie uczciwych rozbiegań i nic, żadnej poprawy, znikąd nadziei. Biegowe bóstwa, dlaczegóż odwracacie się ode mnie łopatkami?

Miało pyknąć, a nie pyka. Miało coś w końcu zaskoczyć, a jedynie przeskoczyło i koło biegowej niemocy toczy się dalej w nieznanym i nieokreślonym kierunku (ach czasami jak coś napiszę to aż sam jestem pod wrażeniem) ale do meritum. Jak to powiedział Adam Kszczot w wywiadzie dla TVP chwilę po odpadnięciu z IO w Rio – „powinno być dobrze, a KU%WA nie było”.

Jak to z kolei powiedział ślepy koń na chwilę przed wyruszeniem na parkur – „nie widzę przeszkód”. I ja też nie widzę powodów dla których wciąż biega mi się tak samo słabo i ciężko. Trzy tygodnie po 70 km objętości i kilkadziesiąt rytmówek w każdym a jakbym przeszedł drogę z punktu A do punktu….A. Ani jakiejś świeżości, ani lekkości, ani lepszych widoków na przyszłość.

Tymczasem borem lasem zaczął się sezon na jaranie sandałami w piecach i jak to śpiewa klasyk troszeczkę przeze mnie przerobiony – Smog is in the air. Zwłaszcza wczoraj w niedzielny wieczór w powietrzu dało się odczuć kiszoną kapustę z wyziewami pobliskiego Michelina. Ów okoliczności przyrody skłoniły mnie do filozoficznych rozmyślań podczas dłuższego rozbiegania, a mianowicie – oddychać i się truć, czy jednak nie oddychać i się udusić? Zwyciężył instynkt przetrwania, co jest z pewnością jednym z moich większych zwycięstw w ostatnim czasie.

I właśnie w takim stanie duszy i ciała już w najbliższą sobotę będę miał ostatnią szansę na uratowanie swojej pozycji w generalnej klasyfikacji City Trail. Na ten moment jestem gdzieś daleko za…”Kenijczykami” i już nie mogę sobie pozwolić na kolejny słaby bieg o ile chcę cokolwiek ugrać w końcowych rozliczeniach. Najpewniej się pogrążę, bo skoro nie udało się ani przed miesiącem ani przed dwoma miesiącami, kiedy biegało mi się dużo lepiej, to dlaczego ma się udać tym razem?

Jedyna nadzieja w tym, że bieganie po raz kolejny okaże się być podstępną, nieobliczalną, nielogiczną, nieokiełznaną, pełną ironii, chodzącą własnym ścieżkami, nie dającą się ubrać w regułki – BESTIĄ.

To jedyna rzecz, w jakiej w tym momencie mogę pokładać nadzieję. Powiedzieć, że jest to niepewna lokata, to jak stwierdzić, że Kuba Rozpruwacz był takim „niemiłym panem”.

Posumowanie #4

Objętość – 71,5 km (5h39min)

Rytmy – 20x20s

Hasło – „i jeśli Miasto padnie a ocaleje jeden on będzie niósł Miasto w sobie po drogach wygnania. On będzie Miasto” /Raport z oblężonego Miasta/

3 myśli na temat “Nowy Jork to takie duże miasto (tydzień 4)

Dodaj własny

  1. Tak się zastanawiam czego Ty w ogóle oczekujesz? 🙂 Same wybiegania i zdziwienie, że nie idzie. No chyba, że liczysz na wielką formę z rytmów 😀

    Bierz się chłopie za porządny trening 😀 Piszę to, bo Cię obserwuję od dłuższego czasu i wiem, że masz do siebie dystans i nie strzelisz o to focha 😛 Pozdro

    Polubienie

  2. Tak sobie myślę, że koledze Faraonowi służą te krótsze i szybsze formy treningu. Stąd pewnie ich nie małe uwielbienie. Jeśli mam rację, to u mnie jest podobnie, toteż śmiało kieruję się starym, włoskim porzekadłem: ” Kto ma głowę z wosku, nie powinien wychodzić na słońce” 😉

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: