Take it easy

Po 14 dniach rozłąki z treningiem zacząłem ponownie biegać. Nie zrobiłem tego ani „z miłości do gry”, ani dlatego, żebym specjalnie stęsknił się za wysiłkiem. Po prostu, bieganie jest rzeczywistością, która najlepiej trzyma mnie w jakichkolwiek ryzach i chroni przed sobą samym. Zacząłem ponownie biegać ze zdrowego rozsądku. Pożyteczne i przyzwoite hobby to chyba wyjątkowo zdroworozsądkowa decyzja.

No i co stało się z ciałem człowieka, który wypadł z treningowego reżimu na bite 2 tygodnie? Nabrało masy, powiecie. No prawie, tylko że na odwrót. Kiedy tydzień temu  chwilę po obiedzie stanąłem na wadze, moim oczom ukazał się zaskakujący wynik – 63,5 kg. Waga startowa, mógłbym rzec. Okazało się, że stres potrafi człowieka wycieniować bardziej niż Danielsowe tempówki. Stracił ponad 3 kg nie trenując! Instruktorzy pilates są w szoku! 😉

Pierwszy pozytywny skutek przerwy w bieganiu dostrzegam w pewnego rodzaju spokoju. Przestałem się szarpać. Wcześniej za bardzo chciałem, teraz chcę w sam raz. Wyregulowało mi się tempo rozbiegań na 4:40-4:50/km i całkowicie mi ono pasuje. Nie odczuwam tych prędkości jako zbyt ślamazarnych ani zbyt szybkich, pasują mi pod każdym względem.

Innego pozytywnego skutku przerwy nie odnotowałem, ale wszystko przede mną. W każdym razie czuję się nieźle. Jasne, że nie jestem tak wydajny jak 14 dni temu, ale z drugiej strony mogę swobodnie biec bez jakiejś oddechowej zapaści, czy mdlenia nóg. Powtórzę się, ale największym plusem szalonej końcówki roku bez biegania było nabranie innej perspektywy. Złapałem luz zamiast napinać się jak mysz rodząca wieloryba.

Wytupałem w tym tygodniu niecałe 60 km w 5 treningach i rzecz jasna były to głównie rozbiegania. Dopiero dziś podkręciłem 3×12 minut po śniego-lodzie i dał mi ten trening dużo satysfakcji. Myślę, że do końca stycznia raz w tygodniu będę robił takie zabawy biegowe stylizowane na Danielsowe progi i interwały (8×5′ i krótsze). Stadion i tak jest w remoncie, poza tym zima za oknem, zabawy biegowe będą więc na ten moment chyba najbardziej optymalnym rozwiązaniem.

Miałem w sobotę podjechać na City Trail wbrew wcześniejszym zapowiedziom, że daję sobie definitywnie i nieodwołalnie spokój z cyklem. Ale że córka trochę dawała nam popalić to ostatecznie zostałem w domu. Za to…planuję wystartować w lutym i w marcu, może jeszcze jednak nie wszystko stracone? Nabrałem jakiejś dziwnej i nieuzasadnionej wiary, że zdołam poprawić swoją lokatę w generalce 😉

Najbliższe cele startowe to zatem City Trail (9 lutego i 9 marca). Dalej w przyszłość nie wybiegam.

Jedna myśl na temat “Take it easy

Dodaj własny

  1. Oj, z tą wagą to jakieś jaja się robią. U mnie jest dokładnie odwrotnie. Po ostatnich dwóch, rekordowych tygodniach w ŻYCIU, w których wyklepałem po 8 godzin na tydzień…przytyłem kilogram. I bądź tu mądry człowieku i się nie porozczulaj nad sobą 😉

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: