Ja żem trenował

Michał miał pewną przypadłość, która niesamowicie rozdrażniała naszą polonistkę. Mianowicie za każdym razem, gdy sympatyczna pani Lidia zapraszała kolegę do odpowiedzi, ten zaczynał swoją wypowiedź od: „Ja żem” bądź „Żeśmy”. „Michał, nie zaczynaj zdania w ten sposób!” Zwracała uwagę gimnazjaliście miłośniczka poprawnej polszczyzny. Wszelkie próby nakłonienia ucznia do zmiany nawyku kończyły się jednak edukacyjną porażką.

Ja żem się nie przygotował. Żeśmy wcale nie mieli nic zadane. Ja żem nie przeczytał tych Dziadów….I tak w kółko. Michał nie robił pani Lidii na złość, jestem przekonany że bardzo chciał sprostać oczekiwaniom i pewnego dnia zaskoczyć polonistkę brawurowym: Chciałbym zgłosić nieprzygotowanie – Nie wykonałem pracy domowej, czy też Niestety, lektura Mickiewiczowskiej klasyki okazała się dla mnie zbyt dużym wyzwaniem. Siła nawyku była jednak tak duża, że „ja żem” powracało niczym zgaga po cieście drożdżowym.

Ale zostawmy już Michała w świętym spokoju. Sam też mam pewien wstydliwy nawyk, do którego uparcie wracam. Trening. Znowu zacząłem to robić. A przecież tak dobrze było mi przez ostatni miesiąc, kiedy biegałem hobbystycznie 4-5 razy tygodniowo z łączną objętością na poziomie 40-50 km. Świeża noga, lekkie płuca, żadnego ciśnienia na spektakularne wyniki, miłe zaskoczenie podczas zawodów pobieganych „z niczego”. Źle mi z tym było? Po co to zmieniać? Nie wiem, ale widocznie z siłą nawyku nie wygrasz i pierwszy tydzień porządnego trenowania mam właśnie za sobą. Nie dał mi wiele do myślenia, gdyż jestem raczej treningowym debilem. Przekonałem się za to dobitnie, że faktycznie noga wypoczęta i noga zmęczona, to dwie różne nogi…

Środa

Zaaplikowałem sobie Zabawę Biegową co się zowie: 5 x (3′ p.3′ + 2′ p.2′ + 1’p.1′), czyli godzina biegania plus rozgrzewka, plus schłodzenie, wyszło ponad 16 km. Chciałem to zrobić w terenie ale pogoda mnie zweryfikowała. O ile chodniki były już drożne, o tyle w lesie wciąż ścieżki skute lodem, na to wszystko błotna okrasa i włala, do trenowania to się nie nadawało. Coś mnie podkusiło żeby poszukać szczęścia na Łynostradzie, ale to był z kolei pomysł z gatunku tak złych jak Monika Ross z Klanu, kiedy jeszcze kręciła coś na boku z Knorr-em. Nie wiem w ogóle kto wpadł na pomysł, żeby wąską na 15 cm ścieżynkę nazwać jakąkolwiek „stradą”. Ale to jest Olsztyn, tego nie zrozumiesz. Koniec końców musiałem zadowolić się kostką brukową, przejściami dla pieszych, alejkami na Kortowie i ściganiem z tramwajami. Szczególnej prędkości na odcinkach nie rozwijałem, ale sam trening wszedł na miękko, jak nóż w każde podrabiane masło z 60% tłuszczu.

Niedziela

Wystarczyło polatać trochę w środę i przez kolejne dni już czułem się podmęczony, a do wykonania został przecież jeszcze jeden akcent. Wymyśliłem sobie w międzyczasie coś takiego: 8 km BS + 6 km BC2 + 6x30s R p.1′ w truchcie.

Najpierw dobiegłem na Leśną co zajęło mi rzeczone plus/minus 8 kilometrów, a tam machnąłem tę szóstkę średnio po 3:39/km. 3 minuty przerwy w truchcie i 6 x 30 s dość mocno. Cały trening oceniam bardzo pozytywnie. Fakt, że nastawiałem się na odrobinę lepsze tempo II zakresu. Machałem tymi nogami jak wściekły a międzyczasy kręciły się ledwo na poziomie 3:40. Jednocześnie tlenowo bieg nie sprawiał mi większego problemu. Nie rozumiem, ale przyjmuję z pokorą. Rok temu nawalałem w niedziele treningi 30 kilometrowe, w które wplecione były „trójki” biegane po 3:30 i wtedy takie tempo nie pamiętam, żeby było odczuwane jako „szybkie”. No ale, trochę się pozmieniało. Najważniejsze, że pomieszałem dzisiaj na Leśnej zakresy, od spokojnej ósemki przez szybszy ciągły po krótkie rytmówki na zmęczeniu.

Trwają konsultacje odnośnie kolejnej treningowej niedzieli. Wszelkie propozycje mile widziane. Na ten moment sztab reprezentacji Egiptu przewiduje: 2x3km (3:30-3:35) + 2(4?) x 1 km (3:1x)+ 4 x 1′ p.1′.

Podsumowanie:

Objętość: 66 km

Dni treningowe – x6

Akcenty – x2

Połamane nogi na Łynostradzie – x0

Adekwatne do wpisu hasło:

Odebrałem wychowanie całkiem niezłe, umiem się zachować, gadam też z sensem.
Inteligencja? Nie dam się zbić z pantałyku. Trudno, co zrobić, że kilka złych mam nawyków?  /Pjus/

fot. MPszW w Chorzowie (2008), autor nieznany, Krzysztof niezidentyfikowany.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: