Na robocie

Im jestem starszy z tym większym sentymentem wspominam dzieciństwo. Tyle się działo. Podchody, berek zwany „syfem”, szybujące po usypanym z piasku torze kapsle, ucząca kreatywności zabawa w chowanego, zawody miłosne czy szkolne tragedie które w skrócie można opisać ogólnopolskim hasłem – dostałem pałę. Była jeszcze jedna rzecz, o której nie wiadomo dlaczego ale przypomniałem sobie właśnie dzisiaj w drodze na trening. Zwalanie węgla.

Trening to praca. Dobrowolna, darmowa, momentami przyjemna, ale zazwyczaj stosunkowo męcząca. Koniec końców zawsze przynosząca satysfakcję. Podobnie było ze zwalaniem węgla. Praca była to upierdliwa, ciężka, czasochłonna, ale dobrze pamiętam jak bardzo nie mogłem doczekać się tego momentu w ciągu roku kiedy rodzice zamawiali węgiel na zimę i trzeba było go łopatą zrzucić do piwnicy.

Panowie ze składu opału podjeżdżali przyczepką od strony piwnicznego okienka gdzie delikatnie i precyzyjnie zsypywali czarną przesyłkę. Część węgla samoczynnie spadała wprost do piwnicy, jednak zdecydowana większość, prawdziwa hałda pozostawała gdzieś na skraju bloku czekając na ręczne sprzątnięcie. Na początku gdy górka była jeszcze wysoka można było stanąć na jej szczycie i spychać węgiel tworząc swoistą lawinę. Metoda przyśpieszała robotę ale tylko przez chwilę. Z czasem hałda się wypłaszczała i pozostawało nabierać kamierdolce na szuflę i z dokładnością chirurga podrzucać centralnie do mini okienka. Lubiłem tę robotę, chociaż trwała wieczność, chociaż po wszystkim czarny miałem nawet katar, gdyż węglowy kurz wdzierał się wszędzie bez pytania o zgodę. Chociaż kamienie węgla były złośliwie nieporęczne i stawały kantem ostrzu łopaty nie dając się łatwo nabrać i wyekspediować tam gdzie ich miejsce. Lubiłem tę robotę…ale niestety któregoś dnia przyjechali inni panowie i zamiast podrzucić nam węgiel pod okienko, zamontowali te przebrzydłe kaloryfery i podłączyli do miejskiej sieci grzewczej.

Jakby ktoś miał jakiś węgiel do zwalenia…to ja chętnie 😉 A tymczasem:

Środa

Konsekwentnie realizowałem w tym tygodniu plan, który ma mnie doprowadzić do Season Bestu podczas City Trail 9 marca. Plan zakłada bieganie w środy zabawy biegowej, natomiast w niedziele tempa. W ostatnią środę wymyśliłem sobie taki mix: 5×2′ + 10×1′ + 5x30s (przerwy odpowiednio 2′-1′-1′). Poleciałem z tym biegankiem w teren, także poza szybszym kręceniem nogą doszedł też element siły biegowej. Udało mi się nie pobłądzić w lesie w rejonie Starego Dworu także – fanfary dla mnie. Udało mi się również nie wpaść pod samochód przekraczając wylotówkę na Warszawę. Ponadto udało się też nie wpaść pod pociąg przekraczając tory. Tyle sukcesów. A samo bieganie? Nie ma nad czym dywagować. Co masz czynić, czyń prędko – jak to powiedział pewien dobry człowiek do trochę gorszego. Co miałem uczynić, to uczyniłem. A czy prędko? Raczej nie. Nogi mam ciężkie jak na razie. Chyba odczuły fakt, że trochę podkręciłem ostatnio objętość jak i zwiększyłem ilość akcentów. Krótko mówiąc – czekam na nadejście świeżości, oby tym razem mnie nie zawiodła.

Niedziela

Pierwotny plan na dzisiaj zakładał 2x3km+2x1km+4×1′. Zmieniłem go dwa razy. Gdy wybierałem się z rana na Leśną w głowie miałem taką oto kompozycję: 2x2km + 4x1km + 4×1′. Ostatecznie stanęło na tym, że darowałem sobie minutówki na końcu. Jeśli chodzi o czasy to niewiele powiedzą, ponieważ kilometrowe odcinki na Leśnej różnią się pod kątem ukształtowania terenu. Poza tym, nie wiem kto to mierzył i na ile jest to pomiar precyzyjny. Ale orientacyjnie wyglądało to w ten sposób:

2km: 6:56 p.2′

2km: 6:57 p.2′

1km: 3:11 p.2′

1km: 3:15 p.2′

1km: 3:18 p.2′

1km: 3:15.

Nieźle. Jestem zadowolony z dzisiejszej treningowej pracy, przyniosła mi dużo satysfakcji. Teraz z perspektywy ciepłego fotela żałuję, że nie docisnąłem jednak jeszcze krótkich odcinków na końcu (albo 4×1′ albo chociaż 4×30”). Tak bardzo zafiksowałem się na tym, że muszę śpieszyć się do domu, bo umówiłem się z żoną, że dość łatwo przyszła mi rezygnacja z domknięcia treningu o taki mocny detal, który mógłby być naprawdę fajnym bodźcem. Ale z drugiej strony, może lepiej czasami skończyć taki trening z niedosytem, niż się przegrzać. Tak czy siak, będę chciał to powtórzyć w marcu albo kwietniu właśnie z dodatkiem mocniejszych minutówek na końcu.

W przyszłym tygodniu pobiegam jakąś krótszą zabawę biegową na odcinkach między 30s a 90s, natomiast w sobotę spróbuję swoich sił w ParkRun-ie. Takie są plany. O realizacji będę oczywiście upierdliwie i konsekwentnie informował co czynię już since 2016 😉

Podsumowanie:

Objętość: 74 km

Akcenty – x2

Dni treningowe – x6

Potrącenia przez samochód, pociąg, woźnicę – x0

Adekwatne do wpisu hasło:

Jeśli będziesz przykładnie pracował osiem godzin dziennie, może ci się kiedyś uda zostać kierownikiem i pracować dwanaście.

/Robert Lee Frost/

5 myśli na temat “Na robocie

Dodaj własny

  1. Uff – nadrobiłem zaległości czytelnicze….
    Po pierwsze Gratulacje z okazji pojawienia się nowego członka rodziny i zdrowia dla Małej.
    Po drugie, parafrazując Hegla jeżeli koncepcja treningowa nie zgadza się z formą, tym gorzej dla formy, a koncepcja zmienia się dość często 🙂 I tylko trzeba wierzyć że ma to wszystko jakiś głębszy sens.
    I po trzecie primo ultimo bieganie bez oczekiwań wynikowych naprawdę daje dużo frajdy, a jak jeszcze wychodzi coś lepiej niż oczekiwaliśmy to już w ogóle. Także praca, praca praca i głowa do góry – pracujemy na wyniki w przyszłości. I jak wyniki będą za miesiąc, dwa to dobrze, ale jak to będą za rok czy dwa to przecież też nic się nie stanie.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Hejo! 🙂 Podoba mi się ta parafraza. Rzeczywiście – tym gorzej dla formy, że coś jej nie pasi odnośnie moich zmiennych koncepcji! 😉
      Ale na swoją obronę powiem, że ostatnio jakiś trend można w tej mojej „myśli” treningowej zauważyć. Wincyj interwałów, wincyj zabaw biegowych, wincyj zmagania się z prędkościami. Mniej kilometrów.
      Jestem dobrej myśli, bo po co być złej? 😉
      Dzięki za gratki, Mała ma się nieźle, śpi po 8 godzin w nocy, idealne dziecko. 😉

      Polubienie

Odpowiedz na faraon828 Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: