Wciskam ciemnotę, pluję jadem i nie wiem co mam myśleć

Dwa słowa. Piotr Ćwielong. I w tym momencie każda osoba interesująca się choć odrobinę polską piłką nożną powinna zorientować się o czym będzie mowa w tym wpisie. Piotr Ćwielong już od 8 lat kojarzy się kibicom piłkarskim jednoznacznie. Z wymówkami. Ale nie byle jakimi – z absurdalnymi wymówkami.

Był rok 2011, kolejna ligowa kolejka, niedziela, godzina 17, delikatny wiaterek i 15 stopni na termometrze. Na stadionie przy ul. Oporowskiej lokalny Śląsk Wrocław podejmował Koronę Kielce. W przerwie spotkania, które ewidentnie nie układało się po myśli gospodarzy reporter Orange Sport na krótką rozmowę poprosił rzeczonego Piotra Ćwielonga.

  • Piotrek dziękujemy za ten jeden strzał, przynajmniej będziemy mieli co wyciąć do skrótów z tego meczu…Nie tak to miało wyglądać w I połowie – zaczął dziennikarz.
  • No nie tak. Jest ciężko. Jest niedziela, siedemnasta, pogoda też nie dopisuje do grania w piłkę…No co tu mogę więcej powiedzieć?

Nic już nie musiał dodawać. Jego wypowiedź szybko stała się hitem internetu i jednocześnie synonimem piłkarskich wymówek.

Ale nie bądźmy tendencyjni. Szukanie głupich wytłumaczeń dla własnych niepowodzeń nie jest specjalnością wyłącznie piłkarzy. Pamiętam lekkoatletyczne Drużynowe Mistrzostwa Europy we francuskim Lille jakieś 2 lata temu. Adam Kszczot nasz faworyt i pewniak, który miał dostarczyć pełną pulę punktów dla polskiej reprezentacji został zdyskwalifikowany. Polacy zamiast doliczyć 10 pkt do swojego dorobku wskutek błędu biegacza nie zapunktowali wcale.

Wszystko działo się na przeciwległej prostej drugiego okrążenia. Ostatnie 250 metrów do mety. Kszczot w swoim stylu agresywnie starał się przesunąć z końca stawki na czoło. Nie zrobił tego jednak obiegając rywali po zewnętrznej, ale wyprzedzając…po murawie. Szukał miejsca przy samej bandzie, ale się przeliczył i tracąc równowagę wypadł na zieloną trawkę. Na czynniki pierwsze całą sytuację rozłożył Marcin Nagórek w artykule dla Magazynu Bieganie.

Jak zareagował na dyskwalifikację nasz mistrz? Ano oskarżeniami w kierunku organizatorów, odwołaniem od decyzji sędziów, brzydko mówiąc – tupaniem nóżką jak przedszkolak na widok zupy mlecznej. Poprzez swoje media społecznościowe zaczął wciskać kibicom ciemnotę, że obiegając rywali po murawie niczego nie zyskał i że wobec tego dyskwalifikacja była bezpodstawna. A że kibicami naszych lekkoatletów są w większości biegacze amatorzy, którzy wierzą we wszystko cokolwiek powie ktoś z lepszą życiówką – to poklepano Kszczota po plecach, że dobrze gada i to wszystko wina Francuzów.

Okej, skoro poplułem już trochę jadem przy niedzieli to wróćmy do mojego trenowania. Planowałem pobiec w sobotę w olsztyńskim ParkRun-ie i pobiegłem. Wierzycie w magię liczb? Tak? Naprawdę? To co powiecie na temat moich ostatnich 3 biegów na dystansie 5 km:

2 lutego: 18:40 (Parkrun)

9 lutego: 17:40 (City Trail)

2 marca: 16:40 (Parkrun)

😉

Nie lubię takich startów jak ten wczorajszy. Nie mogę po nim ani do woli popastwić się nad sobą i nad tym jaki jestem cienki, ale z drugiej strony żeby wpadać w zachwyt to też nie ma po czym. Po takich biegach jak wczorajszy odczucia mam umiarkowane, czyli nijakie. Oczywiście mógłbym wciskać ciemnotę, że pogoda była zła bo za zimno, trasa była zła, bo kręta, a godzina 9:00 to też nie jest pora do gry w piłkę, ale kaman….Prawda jest taka, że warunki były bardzo dobre – słonecznie, wyżowo, stosunkowo bezwietrznie, nawierzchnia sucha. I jak w tych okolicznościach wypada moje 16:40? Średnio. Nastawiałem się na życiówkę, bo po prostu od pewnego czasu czuję się dobrze. Ale jak widać moje odczucia po raz kolejny mają niewielkie przełożenie na rzeczywistość. 16:40 to wyrównanie mojego drugiego wyniku na 5 km w życiu. Ale to wciąż bieda-bieganie i aberracja. 16:40 to pozytywny trend, mały kroczek do przodu po kiepskiej jesieni. Ale to wciąż żenujące tempo 3:20 na km którym zaimponować mogę co najwyżej sąsiadowi Stefanowi. 16:40 to dobre przetarcie przed City Trail w przyszłą sobotę. Ale to też jednak dowód pewnej stagnacji i zastoju. 16:40 to szuranie. Ale faktem jest, że rozbiegania robię wolniej. Nie wiem co mam myśleć.

Gdyby tylko relację z Parkrunu przeprowadziły wszystkie wiodące stacje telewizyjne na pewno wyłożyłyby mi precyzyjnie – co powinienem o tym myśleć. Od TVP dowiedziałbym się, że moje notowania rosną i za niedługo będę bardziej uzbrojony niż USA. OD TVN-u z kolei usłyszałbym na pewno coś o aberracji, formo-fobii i że za niedługo popadnę w totalną ruinę…

Na szczęście, jest jeszcze Polsat. Tutaj na pewno powiedzieliby coś o jakimś słoneczku i światełku w tunelu.

…..

Podsumowanie:

Objętość: 60 km

Dni treningowych: x5

Akcent: x2, środa, zabawa biegowa – 5x(90s+60s+30s, przerwy jak czas odcinków), sobota -przetarcie (5km:16:40).

Plucie jadem: x1

Hasło bez związku z wpisem:

Świrem się nie urodziłem, robiłem na to lata.

Oto kilka linijek o tym, że to ciężka praca.

/Małpa, Blur/

fot. Bartosz Olszewski (hehe) 😉

Jedna myśl na temat “Wciskam ciemnotę, pluję jadem i nie wiem co mam myśleć

Dodaj własny

  1. No, ale „jakieś czarne pudło” na pierwszym torze stało, a „w holetu nie było jedzenia”. To tak a’proros Lille rzecz jasna 😉

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: