Gdańsk, albo śmierć!

Czołem Sebixy, Klaudie, Marunie, Miraski, Sonie i pozostali, których imiona wydały mi się niedostatecznie zabawne, żeby je wymienić! (nie ma to jak pierwszym zdaniem zrazić do siebie pół internetu). Jeśli myślicie, że zapomniałem o sobotnim biegu na 5km od którego zależy moje istnienie w blogosferze, jesteście w błędzie. Pamiętam. Czekam. Kupa w rajtuzach is coming.

Stresuje mnie ten blog. Trzeba się spowiadać z nieudanych startów, a tych w ostatnim czasie jest sporo. Jak pewnie doskonale wiecie, nie mam większego problemu z przyznawaniem się do dawania dupy, ale nawet tak pogrążony w samo-niezadowoleniu człowiek jak ja, ma czasami  – tak po ludzku – dość. Kolejnego wpisu o tym, że powinno być dobrze, ale kurka wodna nie było „nie zniesę”.

A powinno być dobrze. Ostatnie trzy, a nawet cztery weekendowe akcenty pozwalają mi sądzić, że do Gdańska jadę po nowe PB. Zwyżkujące samopoczucie również. O ile całkiem sporo możecie wiedzieć na temat 5x1km p.1′ które robiłem 10 dni temu, na temat 4×1500 p.1′ + 5x200m które robiłem goszcząc na niewymiarowej bieżni w Dywitach (17 dni temu), o tyle niewiele wiecie na temat mojego niedzielnego szlifowanka formy, co się zwało 8x400m p.1′. A zatem pokazuję i objaśniam:

IMG_20190407_110135

Wyjąłem z szafy wysłużony metr o zasięgu 24 metrów (nie pytajcie dlaczego akurat tylu) i ruszyłem w teren. Jako że las mam przeorany, trochę zajęło nim znalazłem prostą która nadałaby się do wytyczenia 400 metrowego odcinka. Znalazłem wzdłuż obwodnicy. Piach, szuter, dziury jak po minach, nawierzchnia taka sobie, ale już dalej w las nie chciało mi się biec (samo dotarcie do tego miejsca zajęło mi 4km). No i zaczęła się wyższa matematyka z 24 metrową taśmą w dłoni. 4×24 m + 4 m = 100m. Razy 4. Gotowe.

Biegałem te czterysetki po 70-71 s, ostatnią w 67 s i jestem zadowolony. Warunek zwany nawierzchnią był wyjątkowo niesprzyjający, krótka przerwa, 8 powtórzeń, a pykło tak jak powinno pyknąć. Równe tempo, kostki nie skręciłem, tylko się cieszyć.

IMG_20190407_112818

W Gdańsku muszę zrobić życiówkę co by się nie działo. Nie przewiduję tajfunu, błota pośniegowego, ani inwazji wściekłych śledzi do których zmuszony byłbym krzyczeć „z drogi śledzie, bo Fari jedzie” tracąc przy tym niepotrzebnie oddech. Nie przewiduję takich przeszkód, z pozostałymi natomiast powinienem sobie poradzić.

To jest blog pod tytułem Road to PB. Droga do życiówek. Tymczasem ostatnia życiówka padła 12 miesięcy temu. Na ten moment Road to PB to farsa i pomyłka. Nieprawda. Nieuzasadnione życzenie. To tak jakby Lubelski Biegacz mieszkał w Radomiu. Andrzej od 140 minut w maratonie pejsował ludziom na 4h. Poranny Biegacz zaiwaniał na trening po Ekspresie Reporterów. Biegający Filozof myślał, że Platon to młodszy brat Tefala z którym w wolnych chwilach handlują patelniami.

Dlatego mam do Ciebie prośbę. Do Ciebie zresztą też. Jeśli w sobotę po godzinie 11:00 na liście wyników przy Road to PB nie zobaczysz lepszego czasu niż 16:24 – nie wchodź tu więcej.

Z wyrazami szacunku,

Krzysiex, przyrodni brat Sebixa.

fot. Gdańsk Maraton /Facebook/

3 myśli na temat “Gdańsk, albo śmierć!

Dodaj własny

  1. Skromniś 🙂 przypuszczam, że podobnie jak ja, trochę luda wchodzi tu nie po to, żeby czytać o PB… w twoim rozumieniu. Tylko, żeby trochę się pośmiać. Nie – nie z niepowodzeń, ale ze sposobu opisu. Przecież PB to może być Pęknąć Beczką, lub cokolwiek bardziej sensownego, co kojarzy się z poprawieniem humoru. Więc nie licz na brak wejść… 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: