MindFuck

Co prawda nie wiem czy po sobotnich występach mojego obwoźnego teatru jest jeszcze do kogo pisać, ale spróbujmy. Mam dla Was dwie wiadomości i cytując klasyka: obie są złe. Po pierwsze blog będzie nadal istniał. Po drugie w Gdańsku miała miejsce katastrofa. A teraz jeśli pozwolicie zapanieruję te dwa proste fakty stertą infantylnych zdań, jak to mam w zwyczaju.

Primo. Jestem grafomanem. To takie natręctwo, swego rodzaju tik nerwowy. Nie cmokam do przechodniów, nie wydaję nagłych i bliżej nieokreślonych dźwięków. Piszę. Bo wydaje mi się że potrafię, że mam coś ciekawego do powiedzenia i że cały świat czeka tylko na to aż przemówię. Jest to grafomaństwo w czystej klinicznej formie, nieuleczalne. Albo je oswoję, albo mnie zabije. Z czystego rachunku zysków i strat wychodzi na to że lepiej tą moją wstydliwą przypadłość karmić i głaskać niż unicestwić część siebie. Dlatego „TAK” blog  będzie nadal istniał.

[Marcin, wierzę że Cię uspokoiłem (graty wyniku! Mam nadzieję że następnym razem zlejesz mi dupę).]

Secundo. Nie będę się katował. To było wystarczająco straszne i chyba nie ma powodu żebym dodatkowo okładał się jeszcze błotem i kijem w tym wpisie. Analiza? Na treningach było super a w Gdańsku „cacy cacy… rozgrzanym kablem bum po glacy!”. Dlaczego umarłem już przed pierwszym kilosem zrobionym w 3:31?! Będę żył sto lat myśląc o tym biegu a tego nie pojmę. Do głowy przychodzi mi tylko jedno wytłumaczenie. Najbardziej prawdopodobne. Może ja  po prostu nadaję się jedynie do tarcia chrzanu a nie do biegania!? Może lepiej będzie dla mnie i całego świata jeśli zajmę się robieniem ludzików z kasztanów a nie minutówek?

Jeszcze wczoraj bardzo intensywnie myślałem o pomocy trenera. Może to jest jakieś rozwiązanie żeby wreszcie biegać jak człowiek i oszczędzić sobie frustracji? Może, ale problem w tym że znam tylko jedną osobę, której w tej chwili byłbym w stanie zaufać. Przyznacie że pole wyboru nie jest zbyt szerokie.

[Na temat mojego stosunku do trenerów biegania poświęcę kiedyś osobny wpis. Będzie skandalizujący ;)]

Dziś o pomocy trenerskiej myślę już z rezerwą. Emocje opadły i chyba będę chciał dać sobie jeszcze ze dwie szanse (jesienią i przyszłą wiosną).

Jestem niemal pewny, że wśród osób które czytają tego bloga spory odsetek lubi to co robię, jak piszę itd. Jest też bankowo parę osób, które wkurwiam albo przynajmniej irytuję (w każdym razie żywię taką nadzieję).

Mam  sprawę do tych lubiących. Jeśli czasami wahacie się czy coś napisać, czy wesprzeć jakimś dobrym słowem, czy to w ogóle ma sens żeby coś pisać chłopu to to jest właśnie ten moment kiedy powinniście się wyzbyć podobnych oporów. Niby próbuję  w tym wpisie dowcipkować, ale prawda jest taka, że jestem w delikatnej rozsypce.

Mindfuck – to chyba najlepszy zlepek słów opisujący mój aktualny stan umysłu. Na treningu 5x1km po 3:14 na minutowej przerwie, a w wyścigu po pierwszym kilosie w 3:31 do zajezdni. To się kurde nie dodaje. Liczyłem w kalkulatorze. No nie dodało się!

Nie będę Was poił smutami o tym, że przegrałem bitwę, ale wojna wciąż trwa, bo wielkie mocarstwa padały właśnie w wyniku pojedynczych potyczek. Nie będę Was też poił smutami o tym, że co mnie nie zabije to mnie wzmocni. Z tej prostej przyczyny, że jeśli coś mnie omal zabiło to znaczy ni mniej ni więcej, że leżę w śpiączce, spętany bandażami, połamany w pięciu miejscach, z ust cieknie ślina, wzrok mam nieobecny i ku.wa tak się dziwnie składa, że nie czuję się w tej sytuacji szczególnie wzmocniony.

Ale dla osłody, żeby nie było wyłącznie gorzko mam śmieszną historię. Ktoś, coś? Krótka to będzie historia i póki co bez puenty. W każdym razie złożyłem aplikację do olsztyńskiego Decathlonu. W CV nie omieszkałem wspomnieć, że piszę bloga. Napisałem mianowicie, że Road to PB to najlepszy blog biegowy na świecie, w którym zarażam innych pozytywną energią do biegania.

😀 😀 😀

Coś byście dodali? Zapomniałem może o czymś wspomnieć?

Podsumowanie:

17:04, 9 miejsce OPEN.

Scenarzysta forsę wziął, potem zaczął pić
i z dialogów wyszło dno, zero, czyli nic.

/Budka Suflera/

..

fot. Gdańsk Maraton/Facebook/.

Tak. Właśnie tak wyglądałem na 1 km. Mindfuck.

17 myśli na temat “MindFuck

Dodaj własny

    1. Nie poklepię Cię po plecach, gdyż godzinę przed przeczytaniem Twojego wyznania stwierdziłem: „Dobra, dam sobie spokój z tym bieganiem. I tak nic z tego nie będzie.” Sam widzisz, że pomocy żadnej…☺️

      Polubienie

  1. Jestem stałym czytelnikiem. Oczekującym na słowa od Ciebie niczym wędkarz od szarego świtu na zdobycz. Cierpliwie, ale z pożądaniem. Jednak, jak już kiedyś (bo raz zdarzyło się mi się popełnić kilka słów u Ciebie) pisałem, jestem bardzo niewygodnym czytelnikiem. Milczącym. Bardziej wymowne może być tylko milczenie owiec. Mierny, ale wierny. Nie wiem czy ten zlepek słów ma najmniejszy sens, ale skoro wywołujesz do tablicy, jestem. Pisz. Bo zawsze z dużą radością tu wracam. A usatysfakcjonowany wychodzę. Choć nie pozostawiam śladu. Chyba, że potrafisz odczytywać pozytywne wibracje z południowo-zachodniej części Polski 😉 Pozdrawiam!

    Polubienie

  2. A może by tak dla odmiany maraton lub przynajmniej polówkę zrobić?😉
    Od dłuższego czasu czytam twojego bloga. Jest fajny. Biegowo faktycznie brak postępów.
    Z tym trenerem to dobry pomysł.
    Powodzenia.
    Siedlak1975

    Polubienie

  3. Dobre rady wuja (mów mi wóju, tylko się nie pomyl).

    1. Przesadziłeś z mobilizacją czytaj z presją. Żeby tak ogłaszać światu, że musi być życiówka? Jeszcze trzeba było zaprosić ciotkę, szwagra i kuzynostwo z Radomia.

    2. Przemęczonyś. Luzu trochę nabierz.

    3. Wystartuj raz jeszcze. Dla zabawy. Po 2 tygodniach zbijania bąków.

    A teraz weź te rady i spuść po nich strumień ciepłego… wiesz czego.
    I ani się wąż porzucać pisania.
    Blog byłby nudny, gdybyś bił same PB.
    A w CV napisz, że „uczysz biegaczy dystansu”. Do siebie. I innych.
    I dostarczasz inteligentnej rozrywki. W ten sposób podbudujesz swoje i moje ego. I tych 4 pozostałych czytelników 😉

    Polubienie

  4. akcenty na przerwie jedna minuta
    w sobotę wsiadł w kolej – taka pokuta
    wytrzęsło mu strasznie cztery litery
    czas jego natomiast siedemnaście i cztery 🙂

    Polubienie

  5. Treningi świetnie, na zawodach tak sobie, skąd ja to znam. Pisz, przynajmniej wiem, że nie jestem sam. Może faktycznie nakładasz na siebie zbyt dużą presję? Może ze dwa starty potraktowane na luzie przyniosą reset głowy, co pozwoli pójść do przodu? A jak nawet nie, to i tak czasami przyda się na jakiś czas odpuścić, spojrzeć na bieganie z odrobiną dystansu.

    Polubienie

Odpowiedz na Dariush Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: