Mój trening jak świnka w oborze

Porzućcie wszelką nadzieję, Wy, którzy to wchodzicie, albowiem nie mam dobrych informacji. Mój trening leży i kwiczy, a ten rolnik, który powinien wleźć do obory i trochę ogarnąć, zapił na chrzcinach syna sołtysa, także…porzućcie wszelką nadzieję.

Cztery rozbiegania tygodniowo, z czego dwa to marne „szóstki”. Tak wygląda na ten moment mój krajobraz, choć w duszy wciąż pobrzmiewa, że „jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie”. Prawda jest jednak taka, że aktualnie jestem stu procentowym Hobby Runnerem (o którym pisałem tu ło). Nigdy nie robiłem z siebie specjalnego biegowego bohatera i teraz wychodzi dlaczego.

Krzysio w tamtym tygodniu poszedł raptem trzy razy do pracy i to go przygniotło. 3 razy po 9 godzin przerzucania pudeł i nie ma chłopa. Delikatne, niespracowane rączki, które przez ostatnie 8 lat jedynie stukały po klawiaturze, wymuskane ciałko, które przez ostatnie 8 lat jedynie siedziało wygodnie w fotelu i bęc. Amba fatima, bieganie było i go nima.

A tak serio. Bo to wcześniej to trochę żarty. Ale tylko trochę. Tak naprawdę bieganie nie wypadło przez tyrkę w Decathlonie, ale najbardziej wysypałem się w weekend, kiedy dosięgnęły mnie obowiązki żurnalisty akrobaty portalu bieganie.pl. Jak to zwykli mówić poeci – sobota i niedziela w dupala. Dobra informacja natomiast jest taka, że udało mi się z jednym kolegą stworzyć coś fajnego. W każdym razie mam taką nadzieję. Ale ciii, nie zapeszajmy.

Jako że, jestem urodzonym optymistą moim ulubionym poetą jest Rafał Wojaczek. Szczególnie upodobałem sobie zwłaszcza wiersz pt. „Chodzę i pytam”. Znacie? Nie szkodzi, że nie, ja go czym prędzej przytoczę:

Cho­dzę i py­tam: gdzie jest moja szu­bie­ni­ca?
W czy­im ogro­dzie, w ja­kim le­sie ro­śnie?
Na ja­kiej mie­dzy pa­sie cień ko­bie­cy?
Na któ­rym ryn­ku świą­tecz­ną cho­in­kę?
W ja­kim po­ko­ju zwie­sza się nad sto­łem
Uprzej­ma pę­tla, bym ją szy­ją prze­tkał?
Na ja­kich scho­dach na­resz­cie ją spo­tkam?
Na któ­rym pię­trze sznur sobą wy­prę­żę?
W któ­rej to stro­nie gło­wę ku niej skło­nię?
W ja­kiej piw­ni­cy, ha­ła­sie czy ci­szy?
Na ja­kim stry­chu, ciem­nym albo wid­nym?
W ja­kim kli­ma­cie, go­rą­cym czy zim­nym?

Prawda, że jest w tych strofach dużo życiodajnej energii?

Moje bieganie jest aktualnie jak ta świnka w oborze, leży i kwiczy, ale jeszcze nie zdechła. 4 treningi tygodniowo utrzymują ją przy życiu.

Ale ruszę, kuwa, ruszę i będę w końcu biegowym bohaterem w swoim lesie! 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: