1 z 16 – Szpadle do altany!

Plan? 5 treningów. Realizacja? 5 treningów i ponad 60 km żywej objętości, a więc póki co szpadle proszę odłożyć na bok. Oczywiście, zgodzę się, że jeden pomidor keczupu nie czyni i nie ma co się szczególnie wzniecać udanym początkiem przygotowań, ale z drugiej strony…Jednym pomidorem można już w kogoś cisnąć, biorąc wcześniej odpowiedni zamach.

I ten inauguracyjny tydzień mojego planu to był zamach! Nie będę powoływał żadnej komisji, aby to stwierdziła, tak jest i basta, a kto nie wierzy tego należy owinąć w kawał francuskiego ciasta i zanucić mu nad uchem jakiś kawałek zespołu K.A.S.T.A.

Ktoś mi ostatnio powiedział, że za mało zgrywam biegowego bohatera, że za mało jest w moich wpisach heroicznej walki o biegowe przetrwanie, za mało treningowego cierpienia i triumfalnego pokonywania napotkanych trudności. No więc spróbujmy coś w tym temacie pokombinować.

To był tydzień, kiedy musiałem wygrzebać z najgłębszych zakątków swojej duszy prawdziwego FIGHTERA. Ciężka fizyczna praca, dom, rodzina, pies, teksty na bieganie.pl, grafik napięty jak biceps Hardcorowego Koksa. Oczywiście dawałem radę w każdej z tych rzeczywistości. Byłem doskonałym ojcem, kochającym mężem, wydajnym pracownikiem i kreatywnym autorem tekstów. Ponadto, wykonałem w stu procentach założenia treningowe.

Nie straszny był mi popołudniowy upał, lampa tak mocna, że wypalała oczy. Nie straszne były kolki, alergia, komary, krosowa trasa i utrudnienia w ruchu. Nie dałem pokonać się zniechęceniu i tym natrętnie powracającym myślom – czy to w ogóle ma sens? Przed oczami był jedynie cel: 5 treningów, regularność i nowa życiówka jesienią.

Powiedziałem sobie, że dam radę i dawałem radę, bo jestem przekozakiem, który jak coś powie to tak będzie, choćby się paliło i armagedon zaglądał zza winkla. Bieganie to nie rurki z kremem, ani bita śmietana na kawusi tylko brud, smród, pot, krew, łzy i zakwasy. Bieganie to nie wczasy na Majorce, tylko kolonia w Darłówku, to nie pięciogwiazdkowy hotel na Costa del Sol, ale schronisko dla psów w Celestynowie. Bieganie jest dla prawdziwych twardzieli, takich jak ja.

Nie wiem czy było dostatecznie bohatersko? 😉 W każdym razie, rzeczywiście miałem w ubiegłym tygodniu całkiem sporo walki o przetrwanie, ale wynikało to przede wszystkim z głupoty i lenistwa, niż bohaterstwa. Chodziłem na treningi w samo południe, bo rano mi się nie chciało. Skutek był taki, że latałem w blisko 30 stopniowym skwarze, tocząc się jak Rudy 102 a nie Porsche. Trzymałem się czasu trwania treningu, a nie jakiegoś konkretnego tempa, starając się wykręcać godzinne rozbiegania. We wtorek tempo wyszło najbiedniejsze, bo średnio 5:17/km, także „letko” nie było.

W piątek, po oficjalnej pracy, wyjechałem „ukręcić trochę lodów” do Warszawy. W stolicy odbyło się bowiem małe kolegium redakcyjne. Tamże wykonałem rozbieganie z szefem wszystkich szefów i mimo że było jeszcze przed godziną dziesiątą to już żar lał się z nieba jak opętany przez siły ciemności. Dziś z kolei z kolegą Rafałem, w lokalnym Olsztynie, zrobiliśmy 75 minut spokojnego rozbiegania wczesnym rankiem. Sam zapewne tradycyjnie wyszedłbym w samo południe, dziwiąc się, że w czerwcu jest ciepło.

Podsumowując:

1 z 16

5 treningów

63 km

Hasło:

Że w tym kraju przeżyłem
tych parę trudnych lat
– nie żałuję.
Że na koniec się dowiem:
ot tak się toczy świat
– nie żałuję. /Osiecka/

fot. zdjęcie przekorne, autor Krzysio.

Gdyby ktoś nie wiedział o co chodzi z tymi szpadlami, to odsyłam do wpisu poprzedniego i wszystko stanie się jasne jak koń albinos.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: