2 z 16 – Wolność: nie kocham ale rozumiem

Chyba nigdy wcześniej nie czułem się w bieganiu tak wolny, jak w poprzednim tygodniu. Nie była to jednak wolność w rozumieniu „Independent”, ale raczej powolność rozumiana jako „Slowly”. O święty Ryszardzie z Klanu, jakże ja kaleczyłem biegowe tempo przez ostatnie dni. To jednak zupełnie nieważne. Najważniejsze, że 5 treningów strzeliło tak, jak Boniek strzelał Belgom w osiemdziesiątym drugim. A zatem: I’m still in the game. 

Umówmy się, poprzedni tydzień zgotował biegaczom, w kraju między Odrą a Bugiem, piekło na ziemi. Żadne bieganie bladym świtem, ani ciemną nocą nie przynosiło większego ukojenia. Człowiek zasypiał zlany potem i budził się mokry. I nie będę ukrywał, że gdyby nie ten blog, to co najmniej raz w poprzednim tygodniu, dałbym sobie święty spokój z tym całym bieganiem.

A było to w sobotę. Tak się niefartownie złożyło, że Krzysio pracował do szesnastej. Nie była to bynajmniej aktywność szczególnie intelektualna, a bardziej śmietnikowa, ponieważ porządkowaliśmy magazyn. Na sam koniec okazało się, że trzeba jeszcze ogarnąć kontenery z których wylewały się śmieci, co splendoru naszej firmie nie dodawało. Wróciłem do mieszkania lekko zmęczony i bardzo śmierdzący, marząc jedynie o zimnym piwku. Choć miałem jeszcze w planie bieganie to skusiłem się na Łomżę mroźną jak styczeń w Suwałkach.

I zdaję sobie sprawę, że nie powinienem o tym pisać, ale jedyną rzeczą która ratuje tego beznadziejnego jak futbol w San Marino bloga jest szczerość. Dlatego kontynuujmy. Wypiłem te piwko, załączyłem Stan Futbolu z prezesem Bońkiem**, ale tak mnie zmogło, że pół godziny później walnąłem się na małą drzemkę. Przespałem półtorej godziny, żeby ostatecznie wyjść na trening przed 20 – tą. I normalnie bym już sobie darował jakiekolwiek bieganie, ale cały czas miałem w głowie bloga. Cały czas myślałem o tym, że jeśli nie domknę tygodnia pięcioma treningami to moja deklaracja o rozpoczęciu regularnego treningu, będzie o kant dupy rozbić.

Wracając do „powolności” to przez większą część tygodnia biegałem tempem w okolicach 5:00-5:10/km. I nie byłoby w tym nic strasznego, gdyby nie to, że męczyła mnie ta prędkość przeokrutnie. Ja wiem, że wina pogody i w ogóle, ale bez przesady. Jeśli forma powinna wykuwać się w bólach, to moja forma na jesień będzie przepotężna. W to wierzę i na to liczę.

Jedynym treningiem w całym tygodniu, który przyniósł mi trochę przyjemności, było dzisiejsze, niedzielne, długie wybieganie. Udało się machnąć 17 km po 4:46/km i czułem się momentami naprawdę komfortowo. Powietrze po nocnej burzy, która zatrzęsła Olsztynem, nadawało się do oddychania dużo lepiej, niż te które krążyło nad stolicą Warmii  i Mazur przez ostatnie kilka dni. Mi ten dzisiejszy long pozwolił złapać oddech dosłownie i w przenośni. W końcu zrobiłem rozbieganie normalnym tempem, nie męcząc się przy tym jak czytelnicy felietonów na bieganie.pl. Mała rzecz, jeden trening, ale daje nadzieję, że jeszcze kiedyś będę biegał na miarę swoich oczekiwań.

Podsumowując:

objętość: 60km

średnia temperatura powietrza: 33 stopnie Celsjusza

mądre hasło:

W knajpie morderców gryziemy palce,
żądze nas gnębią i sny o walce.
Ale któż dzisiaj mordercom ufa? –
więc srebrne kule śpią w czarnych lufach. /Stanisław Staszewski/

fot. Kuba Wu.

** PS. Zanim ktoś się oburzy, że – jako ojciec rodziny –  pierwsze co robię po pracy, to piję piwo i oglądam YT, pragnę dodać, że w ten weekend miałem „chatę wolną”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: