7 z 16 – W imię zasad

Żeby nie zginąć w życiu, dobrze jest kierować się choć kilkoma zasadami. Najbardziej podstawowa reguła, którą zna już nawet przedszkolak mówi, żeby zatrzymać się na czerwonym świetle. To jest pierwszy stopień wtajemniczenia, bo im człowiek starszy tym lista zasad pęcznieje – nie sikaj pod wiatr, nie mieszaj bigosu z mlekiem, a gdy idziesz na zakupy do Decathlonu, to broń Boże nie zakładaj niebieskiej koszulki.

Poważnie! Ostatnio byłem świadkiem sytuacji, w której klient wystrojony w błękitne polo został poproszony przez innego klienta na dział z hulajnogami…Długo musiał się ów pierwszy pan tłumaczyć, że on tu wcale nie pracuje.

Co do tytułowych zasad….Jak pewnie doskonale nie macie zielonego pojęcia, od dawna miałem mieszane uczucia w związku z biegaczami amatorami, którzy promują produkty biegowych marek. Moje wątpliwości najbardziej wzbudzały sytuacje, gdy biegacz X po iluś latach pisania w social mediach, że brand taki i taki jest najlepsiejszy na świecie, nagle zmieniał front, nawiązując współpracę z konkurencyjną marką…Okazywało się, że to jednak nie producent X jest najlepsiejszy, ale Igrek rulez i tylko Igrek!!! Wiecie o czym mówię, czy nie bardzo? Jak nie, no to trudno. Jak tak, to lećmy dalej.

Chodzi o to, że wejdę w najbliższym czasie w buty biegaczy amatorów, co do których miałem te mieszane uczucia. Marka własna mojego pracodawcy, a więc Kalenji wyprodukowała dwa nowe modele obuwia biegowego. Bardzo są z nich dumni, chcą, żeby o KD Light i KS Light dowiedział się cały biegowy świat i Krzysio jest jedną z osób, które tę dobrą nowinę o Kiprunach będą głosić. Fachowo mówi się, że zostałem ambasadorem. Powiem wprost, że czuję się w tej sytuacji odrobinę niezręcznie.

Oba modele testuję już od tygodnia i z obu generalnie rzecz ujmując jestem bardzo zadowolony. I tutaj pojawia się owa niezręczność.

A co masz niby koleś pisać na temat butów, które dostałeś, hę?

No właśnie, czy można wierzyć ambasadorom marki? Ludziom, którzy dostali sprzęt za friko w zamian za test i opinię. Przyznacie, że etycznie jest to sytuacja nie do końca jasna. Nawet zapytałem mojej bezpośredniej przełożonej – słuchaj, a co jeśli te Kipruny okażą się do kitu?

Jeśli będą do kitu to napiszesz, że są do kitu. Nikt od ciebie nie oczekuje, żebyś sztucznie się nad czymś rozpływał. – odpowiedziała.

Mimo że twarz mam nieskalaną głębszą myślą, to zdaję sobie sprawę, że odpowiedź mojej pani kierownik była bardziej…jakby to powiedzieć…teoretyczna. Bo naprawdę szczerze wątpię, żeby takie było oficjalne stanowisko marki. Chociaż z drugiej strony, Decathlon to dziwna firma…

Przykładowo. Kalenji z wielką pompą wyprodukowało zegarek z GPS i pulsometrem, który kosztuje cztery stówki. Fakty są jednak takie, że użytkownicy nie są specjalnie zadowoleni z tego sprzętu. Długo łapie sygnał, a już aplikacja do archiwizowania treningów to ponoć jeden wielki niewypał. I wiecie co? Jeszcze nie widziałem, żeby ktokolwiek ze starszych i bardziej doświadczonych pracowników polecił ten sprzęt klientom. Ciągle słyszałem na szkoleniach, że jeśli coś się wam nie sprawdziło to nie wciskajcie ludziom ciemnoty, że to miód malina, byleby sprzedać. Myślałem…ech, teoria. W praktyce okazuje się, że było jednak w tym gadaniu dużo prawdy.

I na tym kończę na razie temat ambasadorstwa. Chciałem tylko zasygnalizować, że gdyby ktoś trafił na mój ryj w social mediach a przy nim charakterystyczne poroże gazeli z logo Kalenji…to tak się właśnie sprawy mają, jak napisałem powyżej.

…..

Przechodząc do treningów w poprzednim tygodniu to były to autentycznie szalone dni. Zwłaszcza środa przejdzie do historii mego życiorysu, jako dzień, w którym impossible was nothing. Rano przeprowadzałem wywiad z „dość szybkim” długodystansowcem, potem poszedłem do roboty, a po robocie pojechałem nad jezioro Długie, żeby sprawdzić się w City Trail. Okazało się, że nie taka forma straszna jak ją Krzysiu przedstawiał, więc Jupi! Bezpośrednio po biegu nasz żurnalista akrobata spotkał olimpijczyka, z którym umówił się na rozmowę w nachodzącym tygodniu. Ot po prostu środa.

W czwartek long, w piątek free, w sobotę skipy jakieś, a w niedzielę (czyli w sumie dziś) Krzysio z rana pozował do zdjęć przed olsztyńskim Decathlonem. Robiliśmy z chłopakami biegową sesję do tego całego ambasadorstwa co pisałem na początku. Blisko dwie godziny latania przed obiektywem i ciągle nie wiem czy jakieś sensowne fotki z tego wyszły. Po sesji podjechałem natomiast na swój niedzielny trening właściwy, co się zowie – BNP. Powtórzyłem układ z poprzedniej niedzieli, z tymże dziś szło to wszystko bardzo ciężko. Już 8 km po 4:00 rzeźbiłem okrutnie, a kiedy przyszło przyśpieszyć do 3:50-3:45/km…no to udało się zaledwie do 3:50 i ani sekundy szybciej. Ostatni km pocisnąłem na maksa i wyszło mi z tego 3:19. Potem 6 min przerwy i 3M (3x1min p.3min). Oj nogi miałem zmasakrowane, nad końcowymi minutówkami śmiało spuśćmy zasłonę milczenia. No ale, niech tak będzie. Godzę się na ten układ, że treningi idą jak krew z ucha, ale za to na zawodach jest sztos. Sztosu chcę i pragnę jak piekarz pszenicy, jak sprinter bloków, jak Korwin-Mikke likwidacji podatku dochodowego.

Podsumowanie 7 z 16

Objętość – 70 km

Akcenty – x2 (start w City Trail i BNP 12 km)

Siła biegowa – x1

Long – x1

Hasło jakieś – Gdybym próbował czytać wszystkie słowa krytyki skierowane przeciwko mnie – mógłbym równie dobrze zamknąć swoje biuro i wziąć się za coś innego. Robię to, co według mnie najlepsze, najlepiej jak potrafię. I mam zamiar robić tak do końca. I jeśli przy końcu okaże się, że mam rację, wszystko, co o mnie powiedziano, przestanie się liczyć. A jeśli koniec pokaże, że się myliłem, nie zmieni tego nawet 10 aniołów, które będą przysięgać, że miałem rację. /Abraham Lincoln/

fot. Kacper Kirklewski

2 myśli na temat “7 z 16 – W imię zasad

Dodaj własny

  1. Jeśli zaś chodzi o firmę kolegi, to używam tych że produktów od początku przygodny z bieganiem i mogę śmiało napisać, że warto. Również, a może nawet przede wszystkim, jeśli chodzi o obuwie. Ot choćby w Kiprun LD zaliczyłem już grubo ponad 2000km i poza lekkimi uszkodzeniami cholewki, mają się wyśmienicie. Opinia jak najbardziej szczera i nie podsycona względami finansowo-reklamowymi. Nie pracuje w Decathlon, nawet specjalnie do nich miłością nie pałam. Wszak dwa razy mnie oszukali. Produkty Kalenji zaś jak najbardziej na plus 👍

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: