11 z 16 – Kluczem jest brak czasu

Skoro już posłodziłem Kubie Wu. w czwartkowym felietonie, dodam jeszcze trochę aspartamu na blogu. Ale krótko. Tytułowe zdanie napisał Kuba po moim udanym starcie w letnim City Trail. Siedzę z tą myślą od miesiąca i chyba powoli zaczynam rozumieć…

Ostatnio nie mam na nic czasu i choć taka sytuacja rodzi problemy, jest też źródłem błogosławieństwa. Nie mam czasu na robienie głupot, nie mam też czasu na ciągłe rozmyślanie o bieganiu i treningu, jak to robiłem wcześniej. Od jakiegoś miesiąca przestałem w ogóle archiwizować swoje treningi. Wygląda to w ten sposób, że przed wyjściem w teren otwieram książkę, sprawdzam co mam dzisiaj zrobić, zamykam, idę. Wracam. Zapominam. A następnego dnia od nowa to samo. Przestałem roztrząsać temat, analizować, podawać permanentnej refleksji. Robię. Zapominam. Znowu robię. I nie tracę energii na dywagacje, czy dokądś mnie to w ogóle zaprowadzi.

Jeśli jednak miałbym jakoś podsumować ostatni tydzień i trochę się nad nim pozastanawiać, to na pewno mnie zmęczył. Były momenty, że noga podawała, ale były też takie, że miała mnie gdzieś. W konkretach:

W środę pojechałem do Ostródy na 10×400 p. 400 w truchcie. Na podobny pomysł wpadli też trenerzy AZS UWM, którzy pofatygowali się nad jezioro Drwęckie autokarem, zabierając ze sobą kilkudziesięciu młodych zawodników i zawodniczek. Trochę posiedziałem na trybunach, popatrzyłem jak trenują. To chyba byli sami sprinterzy, bo w kółko tylko setki, osiemdziesiątki, stopięćdziesiątki, dwieściepięćdziesiątki, interwał kładł się gęsto.

Moje czterysetki pierwszy raz w życiu wyglądały naprawdę przyzwoicie jeśli chodzi o tlen. Przebieżka i płynne przejście do truchtu bez większej zadyszki. Tak to powinno wyglądać i wyglądało. Tempo przy pierwszych ośmiu powtórzeniach klarowało się na poziomie 78-75 sekund. Na ostatnie dwie czterysetki włożyłem kolce i machnąłem odpowiednio w 65 i 63. Samopoczucie dopisywało.

W niedzielę – klasycznie Leśna. Tym razem do wykonania były trzy trójki na przerwie 8 minut a na końcu mocny tysiączek. Wszystkie trójki wybiegałem średnim tempem w zakresie 3:35-3:40, czyli idealnie wedle założeń z książki pana Jerzego. Ostatni kilometr w 3:11. Nie był to jednak dla mnie szczególnie łatwy trening, zwłaszcza ostatnia trójka i finiszowy kilos zrobiły mi z nóg drewniane kołki. Na koniec poczułem się – pierwszy raz od dawna – naprawdę zmęczony, zarówno niedzielnym treningiem jak i całym tygodniem. Wszystko się nawarstwiło.

Jedenasty tydzień z szesnastu odbębniony i oznacza to ni mniej ni więcej, że kupa w rajtuzach is coming, ponieważ zostało już naprawdę mało czasu do pierwszych startów drugiej części sezonu. Uchylając rąbka tajemnicy, apropos destynacji w których Krzysio przewiduje kaleczyć bieganie, dokonałem zapisu na Bieg Pocztowca (chyba tak się to nazywa) w Gdańsku. Ano. Nasz biegacz akrobata wraca do Trójmiasta, gdzie w kwietniu dostał bęcki. Jak dziecko, które poparzyło paluchy o rozgrzane żelazko i niczego nie nauczone pcha nos w skwierczący tłuszcz na patelni. Potem też będzie ciekawie, bo szykuje się bieganie czterysetek w ramach Sztafety Charytatywnej PKO, a gwoździem do trumny… znaczy się gwoździem programu, będzie Dycha w Białymstoku w ramach 9. Białystok Biega (22 września).

Podsumowanie 11 z 16:

Objętość: 70 km

Akcenty: x2 (10×400 i 3x3km+1km)

Dni treningowych: x5

Siła Biegowa: x2

Long: x1

Hasło jakieś:

Ja od kilku lat konsekwentnie robię swoje,
choć mam ch%jowe rymy, kiepski flow i głos jak gnojek /Małpa/

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: