Jakby co – żyję

Minęło sporo czasu od ostatniego wpisu, dlatego z delikatnymi wyrzutami sumienia śpieszę nadrobić zaległości. Już mówię co u mnie słychać, ale… Szczerze?

– Nie chłopie, wolimy jak nas okłamujesz. – Z ironią odpowiedzieli pojedynczy czytelnicy.

No jasne, że będzie szczerze, na tyle na ile mogę i potrafię być szczery.

Działo się. Mogę powiedzieć – jak na ten moment – tylko tyle, że napytałem sobie wreszcie biedy swoją głupią gadką. Ale jak to rapował Eldo – „W życiu nie chodzi o to, by sympatię zdobywać” i jak dodał PIH ” Ten kto nie ma wrogów, nie wart jest nic”.

Potraktujcie to jako trailer dłuższej fabuły.

Moje jesienne starty wyglądały przeciętnie. Najpierw 16:34 na 5km, później 34:30 na dychę, wreszcie 18 km w ramach sztafety maratońskiej przebiegnięte średnio po 3:43/km. Jak to mówią saperzy – dupy nie urywa. Ale wreszcie przyszedł City Trail, moje ulubione zawody we wszechświecie, do których mam słabość porównywalną do słabości którą wykazuję w kierunku ptasiego mleczka marki Wedel.

Mimo że w sobotę byłem w potężnej rozsypce, mimo że w biurze zawodów zapodział się mój numerek, przez co pozostało mi raptem 10 minut na wykonanie rozgrzewki, udało się wybiegać 3 wynik na trailowej piątce – ever. W mocnej stawce lokalnych i przyjezdnych wymiataczy wasz biegacz akrobata zameldował się na mecie jako szósty z efektownym 17:17 😉 Jestem mega zadowolony z biegu, wyniku, miejsca, wszystkiego. Jeszcze tak dobrze nie otworzyłem CT w żadnej z edycji, a brałem udział już pewnie w sześciu (na foto rok 2014).

Po chorobie, Maratonie Warszawskim (sztafeta) w ostatni weekend września i powrocie do normalnych treningów, wreszcie udało mi się domknąć tydzień z 5 jednostkami i objętością na poziomie 60 km. Znowu – szału nie ma, ale właśnie to mnie też niesamowicie nakręca i motywuje, że pomimo bardzo oszczędnego trybu treningowego, udało się w sobotę pobiec dużo szybciej niż przez cały zeszłoroczny City Trail.

Wielce prawdopodobne, że 11 listopada wybiorę się do Warszawy. Pierwszy raz w życiu. Jeszcze nigdy nie miałem okazji poczuć atmosfery Biegu Niepodległości i może to jest właśnie dobry moment, żeby pojawić się w WuWuA. Na życiówkę się nie nastawiam, forma zdecydowanie nie jest taka jak w 2018, ale liczę na Season Best i dobry punkt wyjścia przed zimą.

Bo zimą… będę chciał wrzucić trochę większego treningu na ruszt.

Cytat na dziś:

Obchodzą mnie ludzie – nie awatary.
Jestem za młody by tracić czas, by słuchać gówniarzy – za stary.
Małym ludziom marzy się, by związać mnie jak Guliwera.
Mówią: „On się wywyższa”, lecz to ich poniża mój ideał –

– walki o coś więcej, niż robienie wrażenia
na ludziach, dla których ważne jest tylko to co masz i jak się ubierasz.

Oceniaj mnie jak chcesz, bo chuja to zmienia, nie aspiruję do tytułu króla podziemia.
Nie szukam zrozumienia i kiedy mówią: „Dostosuj się”
mówię im: „Nie-e, e-e, nie-e, e-e, nie!”

5 myśli na temat “Jakby co – żyję

Dodaj własny

    1. Hehe 🙂 No faktycznie do PB troszkę zabrakło. A było to dzisiaj jak na mój gust do nabiegania, tylko za dużo strachu i niepewności miałem w nogach, nie sądziłem, że jeszcze w tym roku 34 pęknie, raczej straciłem na to nadzieję po Białymstoku. A tutaj – suprajs! 😉 Dzięki!

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: