Chomiczówka? Done.

W Warszawie zameldowałem się w sobotę o godzinie 15:55. Przyjechałem na słynny Dworzec Centralny pociągiem o nazwie "Żeromski" relacji Olsztyn-Kraków. I bardzo mi się podobał ten "Żeromski", bo "Przedwiośnie" było całkiem spoko książką. Następnie przejściem podziemnym przedostałem się na przystanek tramwajowy, żeby z niecierpliwością wypatrywać numeru 24. Gdy wsiadłem w warszawski tramwaj poczułem nieprzyjemną woń... Czytaj dalej →

Chomiczówka is coming

Zgodnie z zapowiedzią z poprzedniego wpisu - cudów nie obiecałem i cudów nie było. Kolejny post pojawia się dopiero po dwóch tygodniach. Nie żeby miliony czekały z wypiekami na licach, aż przemówię, ale bardziej myślę o sobie, o tym, że chcę pisać tutaj regularnie, a ostatnio się nie udaje. Na tym skończmy biadolenie i przejdźmy... Czytaj dalej →

Trener mówi

Cztery tygodnie trenowania za mną. Widzę pierwsze efekty współpracy z trenerem. Podczas sobotniego City Trail zanotowałem ponad 20 sekundowy zjazd względem listopadowej edycji. Gdyby ktoś był złośliwy to mógłby powiedzieć, że trener już zdążył spartolić. Mój kołcz jednak sobotni występ skwitował krótkim: Znakomicie! Jak na ten etap przygotowań jest naprawdę bardzo dobrze! Musicie przyznać, że... Czytaj dalej →

Czy 3 grudnia to dobry dzień, żeby podsumować rok?

To były totalnie zwariowane miesiące. Mój rok zaczął się w listopadzie 2018, kiedy wysłałem teksty do redakcji Weszło.com. Okazało się - ku mojemu przerażeniu - że jest zapotrzebowanie na przemyt (piwa przed żoną) i handel organami (tymi kościelnymi). Machina ruszyła. Pojechałem do Warszawy. Podałem rękę Andrzejowi Iwanowi (taki piłkarz z kadry na MŚ 1982). W... Czytaj dalej →

Roztrenowanie

Roztrenowanie zakończone. Odpoczywałem po Biegu Niepodległości aż do niedzieli, kiedy to wybrałem się na długie wybieganie. I co? I po pięciu dniach nicnierobienia walnąłem sobie całkiem żywo 22 kilometry, tempem schodzącym regularnie poniżej 4:30 na kilometr. Czuję się dobrze. To pierwszy raz od wielu sezonów kiedy nie jestem zarypany jak tatarskie siodło. Przeglądam sobie fotki... Czytaj dalej →

On znowu to zrobił, czyli Pan Jerzy „The Figlarz”

Czasami zastanawiam się co bardziej kaleczę - pisanie czy bieganie? Ostatnimi czasy dochodziłem do wniosku, że większą kaszanę odwalam na szosie, niż w wordzie. Jednak po warszawskim Biegu Niepodległości jestem w stanie przyjąć, że jednak z tym bieganiem to nie jest wcale tak najgorzej. Istnieje coś takiego jak "biegowe gongi". Starty zupełnie nieudane, które podkopują... Czytaj dalej →

Jakby co – żyję

Minęło sporo czasu od ostatniego wpisu, dlatego z delikatnymi wyrzutami sumienia śpieszę nadrobić zaległości. Już mówię co u mnie słychać, ale... Szczerze? - Nie chłopie, wolimy jak nas okłamujesz. - Z ironią odpowiedzieli pojedynczy czytelnicy. No jasne, że będzie szczerze, na tyle na ile mogę i potrafię być szczery. Działo się. Mogę powiedzieć - jak... Czytaj dalej →

2:00, które nie grzeje

W sobotę Kipchoge podejmie swoją drugą próbę rozmienienia 2 godzin w maratonie. Cały biegowy świat będzie trzymał kciuki, żeby mu się udało. Ja - jak nietrudno się domyślić - mam szczerą nadzieję, że misja sub 2:00 ponownie spali na panewce. Zupełnie nie kręci mnie ta cała szopka. Laboratoryjne warunki, sztab pacemakerów pod batutą najlepszych długodystansowców... Czytaj dalej →

Sztafeta Maratońska przy MW 2019 – impresje

Ponoć nie da się mieć ciastko i zjeść ciastko. Okazuje się jednak, że w bieganiu impossible is nothing, czyli mówiąc językiem patriotycznym - niemożliwe nie istnieje. W niedzielę miałem okazję zostać sklasyfikowanym w maratonie, ale jednocześnie nie musiałem kaleczyć całego dystansu.  Sztafeta maratońska to bardzo sympatyczny pomysł, zwłaszcza z perspektywy takich długodystansowców wyklętych jak ja.... Czytaj dalej →

WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑