9 z 16 – Nie taki od razu spektakularny

To był dobry tydzień. Może nie jakiś spektakularny, najlepszy czy wiekopomny - po prostu okej. Nie powiem, że przełomowy, wspaniały i świetny. Średni. Ale też nie taki znowu najgorszy. Niezły. A zresztą, może będzie prościej jak rozwinę temat... Jak to żaliłem się już jakiś pierdyliard razy (OMG, pierdyliard to jest chyba moje ulubione słowo ever)... Czytaj dalej →

2 z 16 – Wolność: nie kocham ale rozumiem

Chyba nigdy wcześniej nie czułem się w bieganiu tak wolny, jak w poprzednim tygodniu. Nie była to jednak wolność w rozumieniu "Independent", ale raczej powolność rozumiana jako "Slowly". O święty Ryszardzie z Klanu, jakże ja kaleczyłem biegowe tempo przez ostatnie dni. To jednak zupełnie nieważne. Najważniejsze, że 5 treningów strzeliło tak, jak Boniek strzelał Belgom... Czytaj dalej →

1 z 16 – Szpadle do altany!

Plan? 5 treningów. Realizacja? 5 treningów i ponad 60 km żywej objętości, a więc póki co szpadle proszę odłożyć na bok. Oczywiście, zgodzę się, że jeden pomidor keczupu nie czyni i nie ma co się szczególnie wzniecać udanym początkiem przygotowań, ale z drugiej strony...Jednym pomidorem można już w kogoś cisnąć, biorąc wcześniej odpowiedni zamach. I... Czytaj dalej →

16 tygodni, które wstrząsną światem

Choć statystyki bloga od mojej sromotnej porażki w Gdańsku nieustannie lecą na łeb i takoż na szyję, ja nie zniechęcam się. Zostali już tylko najwierniejsi z wiernych. Niewzruszeni na kaleczenie biegania, niepodatni na sączącą się ciurkiem demotywację, odporni na wpisy ogołocone z jakiejkolwiek warstwy merytorycznej. Tak, o Tobie mówię mój drogi kolego i koleżanko. I... Czytaj dalej →

Mój trening jak świnka w oborze

Porzućcie wszelką nadzieję, Wy, którzy to wchodzicie, albowiem nie mam dobrych informacji. Mój trening leży i kwiczy, a ten rolnik, który powinien wleźć do obory i trochę ogarnąć, zapił na chrzcinach syna sołtysa, także...porzućcie wszelką nadzieję. Cztery rozbiegania tygodniowo, z czego dwa to marne "szóstki". Tak wygląda na ten moment mój krajobraz, choć w duszy... Czytaj dalej →

Plan do maratonu, po którym biegało mi się super

Urobiłem się przy tym wpisie jak knurzysko. Sapałem nad każdą literką jak radomska chytra baba sapała nad darmowymi butelkami Zbyszko 3Cytryny. Stękałem do monitora jak Danuta Stenka. Ulala, zajechało czerstwym pieczywem, ale...no cóż, każdy ma jakiś swój jedyny i niepowtarzalny znak rozpoznawczy. Jednak zanim już będzie merytorycznie, najpierw małe jaranko. Jak pewnie doskonale nie macie... Czytaj dalej →

Dajcie mnie bromu!

Krzysiu, ty się nie podniecaj, bo na mistrzostwa Polski i tak nie pojedziesz - powtarzał trener, gdy biegałem na treningach szybciej niż to było potrzebne. I faktycznie prawie miał rację bo poza przełajowymi mistrzostwami w Międzyzdrojach w 2003 roku jakoś mnie tego typu imprezy omijały. Całe szczęście, istnieje coś takiego jak mistrzostwa Polski weteranów. Może... Czytaj dalej →

Wciskam ciemnotę, pluję jadem i nie wiem co mam myśleć

Dwa słowa. Piotr Ćwielong. I w tym momencie każda osoba interesująca się choć odrobinę polską piłką nożną powinna zorientować się o czym będzie mowa w tym wpisie. Piotr Ćwielong już od 8 lat kojarzy się kibicom piłkarskim jednoznacznie. Z wymówkami. Ale nie byle jakimi – z absurdalnymi wymówkami. Był rok 2011, kolejna ligowa kolejka, niedziela,... Czytaj dalej →

Na robocie

Im jestem starszy z tym większym sentymentem wspominam dzieciństwo. Tyle się działo. Podchody, berek zwany „syfem”, szybujące po usypanym z piasku torze kapsle, ucząca kreatywności zabawa w chowanego, zawody miłosne czy szkolne tragedie które w skrócie można opisać ogólnopolskim hasłem – dostałem pałę. Była jeszcze jedna rzecz, o której nie wiadomo dlaczego ale przypomniałem sobie... Czytaj dalej →

WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑