3 z 16 – Dziękuję.

Miałem w głowie trzy różne wstępy do tego wpisu ale nie wiedziałem na który się zdecydować, dlatego - wygląda to jak wygląda. Już dawno chciałem Wam podziękować, ale wydawało mi się to trochę infantylne, na wyrost, nazbyt rozczulające, pompatyczne, patetyczne, a może po prostu przedwczesne i zapeszające. Jestem jednak ostatnio tak dziwnie szczęśliwy i niebezpiecznie... Czytaj dalej →

Wyróżniony wpis

Jak zacząłem biegać?

Mieliśmy połowę lat 90 – tych, gdy rozpocząłem naukę w publicznej szkole podstawowej. Gumy turbo, szybka oranżada z kaucją pita pod sklepem, mleko w szkle. Piękne czasy. To był taki okres, kiedy coraz bardziej zacząłem w swoim chłopięcym sercu odkrywać, że czuję miętę do szeroko pojętej rywalizacji. Na szkolnym podwórku dysponowaliśmy minimum socjalnym jeśli chodzi... Czytaj dalej →

Wyróżniony wpis

Chytry plan

Styczeń zamknąłem z 334 kilometrami na blacie. Ładnie. Moje garminowskie archiwum podaje, że przez ostatni rok nie zdarzył się podobnie aktywny miesiąc. Co prawda w poprzednim tygodniu znowu nie wypełniłem założeń, ale wszystko idzie - zgodnie z planem. Chytrym planem. Tak naprawdę to wcale nie chcę dojść do 100 km tygodniowo w sześciu jednostkach. To... Czytaj dalej →

Każdy ma chwile

W poprzednim tygodniu zaskakująco często myślałem sobie, że to nie ma sensu. Jak rapowali lata temu chłopaki z zespołu Grammatik - każde ma chwile, że się po cichu żegna. Faktycznie, w ostatnich dniach parokrotnie żegnałem się z myślami o biegowej potędze. Jeśli kretyni są zawsze pewni siebie, a ludzie inteligentni pełni wątpliwości, to jestem geniuszem.... Czytaj dalej →

Zachłanny, okrutny

Znacie te uczucie chwilę po osiągnięciu długo wyczekiwanego celu? Przez moment jest satysfakcja. Niektórzy nawet potrafią szczerze się ucieszyć. Ale mija dzień, dwa i znowu jest pustka. I człowiek zaczyna gonić za nowym króliczkiem. Od kilku miesięcy podczas biegania słucham muzyki przez Spotify. Odkryłem, że znakomicie wchodzą mi pod nóżkę kawałki Budki Suflera. Nie mogłem... Czytaj dalej →

70 kilosów

Pytacie w listach, jak ja to robię, że jestem taki: piękny, zdolny i skromny? Odpowiem Wam zbiorczo, że nie wiem. Samo się robi. Samo nie zrobiło się natomiast 70 kilometrów w minionym tygodniu. Jam tego dokonał, czym się chwalę i dzielę. 70 kilosów w 5 treningach, daje 14 dziennie, a to już nie przelewki. Zwłaszcza,... Czytaj dalej →

Mokre sny o potędze

Jesień była okrutna. Najpierw rozkraczył mi się start docelowy w Szczytnie. Później wpadłem w marazm i 4-tygodniowe roztrenowanie. Ale wracam. Po raz enty. Po raz enty będę też pierdzielił te smęty, że tym razem, to naprawdę rozpoczynam misję - życiowa forma.

Komedia omyłek

Przysłowiowe jajca, jak berety są wtedy, gdy żart jest zaskakująco dobry. Jest to dowcip, którego nikt się nie spodziewał. To dużo więcej, niż zwykłe wywinięcie orła na skórce od banana. Dokładnie 2 lata temu gościłem w redakcji Weszło.com, gdzie kolega Kamil po dwóch zamienionych ze mną zdaniach, stwierdził: "Wiesz co, ale do radia to się... Czytaj dalej →

Kryzys z opóźnionym zapłonem

Ciężko pisać. Wszystko przez brak rytmu. Trening jest rwany, cięty i szatkowany. W kratkę, można by rzec. A niestety cytując klasyka "takie asy, jak ja mają problem" kiedy wypadają z automatu. U mnie od sierpniowej życiówki na 1000 m w Częstochowie trochę się posypało.

Wstyd. Żenada. Kompromitacja. Hańba. Frajerstwo.

Najgorzej pisze się o sukcesach. Ale okej, już spinam pośladki i jakoś spróbuję przez to przejść. Pobiłem życiówkę na 1000 metrów. Ten "sukces" wynika z dwóch rzeczy. Po pierwsze - jestem w dobrej formie. Po drugie - stara życiówka była po prostu dziadowska.  A było to tak, że pojechałem na wakacje do rodziców na podkędzierzyńską... Czytaj dalej →

Zapomniałem, jak się jeździ na rowerze

W ostatnią niedzielę (26 lipca) w Warszawie, a dokładnie na byłym stadionie Orła w dzielnicy bodajże Praga Południe, odbył się doroczny zjazd moich fanów. Poza tym, wziąłem udział w zawodach Warsaw Track Cup, gdzie z sukcesem wystartowałem na dawno niebieganym dystansie 2 i pół okrążenia, czyli tysiaku (1000 m). Na zjeździe fanów mojego topornego dowcipu... Czytaj dalej →

Roztopiony

Trochę mnie tutaj nie było, dlatego winien Wam jestem wyjaśnienie. Wam, czcigodnym czytelnikom tego najmniej popularnego bloga o bieganiu w internecie. Pies z kulawą nogą tu nie zajdzie, żadnego splendoru, rozentuzjazmowanych fanek, autografów na... No po prostu bieda ale wytłumaczyć się trzeba. Trenowałem. To po pierwsze. Trenowałem w warunkach kwarantanny, robiłem akcenty, robiłem sprawdziany i... Czytaj dalej →

WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑